Kampania trwa

Jesteśmy po pierwszej turze wyborów prezydenckich, przed nami rozstrzygające 1,5 tygodnia wyścigu. Jak to się skończy?
Pierwszą turę zdecydowanie wybrał urzędujący prezydent Andrzej Duda. Głosy kandydatów prodemokratycznych pokazują jednak, że nic nie jest rozstrzygnięte, Rafał Trzaskowski nadal ma duże szanse na sukces. Wszystko zależy od nas samych, przede wszystkim od tego, czy mimo urlopów, wyjazdów wakacyjnych i letniego lenistwa będzie nam się po prostu chciało pójść i zagłosować. Czy to jaka będzie Polska przez najbliższe lata nie powinno być najważniejsze? Nawet nie używając żadnych górnolotnych słów widać, jak ważne są to wybory. Czy naprawdę stać nas na dalsze demolowanie państwa prawa? Demokracji? Naszej obecności w UE?

Od początku tego tygodnia widać, że PAD zaostrzył zdecydowanie swoją retorykę. Nie szuka poparcia w nowych środowiskach, raczej utwardza i mobilizuje swój żelazny elektorat. W dodatku popełnia same błędy. Ucieczką przed prawdziwą debatą pokazuje, że jest po prostu tchórzem. Owszem, łatwiej jest spotykać  się z własnymi zwolennikami (jak trzeba to także zwożonymi z innych miejscowości), wrzeszczeć (nie przemawiać, a właśnie wrzeszczeć) na wiecach, oczekując (i niestety otrzymując) aplauzu po atakowaniu kolejnych środowisk, ale co w ten sposób osiągnąć? Elektorat PiS jest twardy i zdyscyplinowany, na wybory i tak pójdzie na niego zagłosuje. A co z resztą? Chcąc nadal być prezydentem tylko i wyłącznie PiS – może się okazać, że nie będzie nim wcale. Tym bardziej, że kontrkandydat Rafał Trzaskowski prowadzi zdecydowanie inną politykę. Otwiera się na wszystkich, nie ucieka nawet przez ustawkami w TVPiS. To w ten sposób zdobywa się zaufanie nowych wyborców.
No i warto pamiętać, że to nie kandydat robi łaskę stawiając się na debacie. To właśnie w jego interesie jest możliwość zaprezentowania się wyborcom i pozyskania głosów. W sumie szkoda, że TVN, Onet i WP zrezygnowały z tej debaty. Trzeba było jednak ją przeprowadzić, nawet jeżeli miałby się tam pojawić tylko Rafał Trzaskowski.

Ja osobiście głosowałam na RT w pierwszej turze, w drugiej turze oczywiście też oddam na niego swój głos. Znam 2 osoby głosujące na SH, które teraz też poprą RT. To oczywista oczywistość i nawet nie trzeba nawoływania liderów ruchu/partii itp., aby podjąć taką decyzję. Owszem, takie opowiedzenie się znanych polityków może stanowić jakieś wskazanie, ale świadomi wyborcy to nie klocki, które można komuś przekazać/sprzedać/oddać. Każdy ma jeden głos i odda go na tego kandydata, którego wizja prezydentury jest jego zdaniem lepsza dla Polski. Nawet jeżeli trzeba poprzeć tego, który wcale nie jest kandydatem marzeń, ale przynajmniej więcej nas łączy niż z tym drugim.
Jednym słowem – idziemy na wybory. I nie dajmy się nabierać na zapewnienia premiera Morawieckiego, że wirusa już prawie nie ma i nie trzeba się go bać. Statystyki wskazują na coś innego. Obowiązuje pełny reżim sanitarny – dbajmy o swoje zdrowie.

 

Idziemy na wybory!

Niedziela 28 czerwca 2020r. to wybory prezydenckie. Patrząc na ostatnie 5 lat dewastowania państwa prawa są to znowu “wybory o wszystko”.  Nie można odpuścić, trzeba zagłosować. Niezależnie od sympatii politycznych, popierania tego czy innego kandydata, zostawanie w domu jest najgorszym możliwym wyjściem. Nie chcę epatować wielkimi słowami, ale skutki tych wyborów odczuwać będziemy przez wiele następnych lat. I każdy głos ma znaczenie.

Kandydatów jest 11, każdy może znaleźć kogoś, kto swoimi poglądami i wizją jest mu najbliższy. I nie epatujmy się dywagacjami kto, komu i pod jakimi warunkami przekaże poparcie swojego elektoratu  w drugiej turze. Przede wszystkim – przyjdzie na to czas po niedzieli. Poza tym mam wątpliwości, czy na pewno przyniesie to efekt? Obserwując wiele dyskusji na Twitterze uważam, że jest to jest to niepotrzebne bicie piany. Niestety, postawa typu jak nie X, to w drugiej turze nie idę na wybory, ale warto sobie przypomnieć jaka jest stawka tych wyborów. Poświęcić demokrację, bo mój kandydat nie zdobył wystarczającego poparcia? Pięć lat temu był Legierski, który chcąc ukarać PO zadeklarował publicznie oddanie głosu na Dudę.  Czy społeczność LGBT na pewno jest zadowolona?
Inna sprawa, że bardzo nie podoba mi się atakowanie kandydatów z tej samej strony barykady. Rozumiem ambicje osobiste i chęć poprawienia swoich notowań, ale gdzie jest wróg? Czy naprawdę nie ma za co krytykować obecnie urzędującego prezydenta i chcąc zaistnieć trzeba uderzać w innych?

Dla mnie sprawa jest oczywista. W drugiej turze głosuję na tego z kandydatów prodemokratycznych, który przejdzie do drugiej tury. Nawet jeżeli musiałabym zacisnąć zęby – oddam głos na nieDudę. I tyle.
A pierwsza tura – oczywiście Rafał Trzaskowski.

My i Oni

W trakcie kampanii wyborczej jedną z najczęściej używanych konstrukcji językowych jest My (…), a oni (…).  Stosują to wszyscy, chcąc podkreślić własne walory w stosunku do konkurentów. Niektórzy kandydaci dodatkowo krytykują POPiS, jako symbol systemu, z którym chcą walczyć.
A jak to jest z nami? Podziały w społeczeństwie są dostrzegalne na co dzień, to nie dotyczy tylko aktywistów partyjnych. Może nie tak ostre jak widać to czasem na przedwyborczych wiecach kandydatów, ale nie da się ich nie zauważyć. I w zasadzie w znacznej mierze jest właśnie taki dwubiegunowy: my to PO, oni to PiS (lub na odwrót). Jednocześnie jednak jest chyba jakieś zapotrzebowanie na “odbetonowanie” sceny politycznej, skoro co kilka lat pojawia się coś nowego i zyskuje znaczne, choć najczęściej chwilowe poparcie społeczne. Było tak z Ruchem Palikota, Nowoczesną Petru, Wiosną Biedronia czy obecnie ruchem społecznym stojącym za Szymonem Hołownią. Można się tylko zastanawiać, czy fiasko tych projektów to wina ich liderów czy jednak może na dłuższą metę lepiej czujemy się w takim dwubiegunowym podziale?

Moje poglądy są raczej stabilne, od zawsze stoję po stronie szeroko rozumianej PO (mój oddany 5 lat temu głos na Nowoczesną też za to uważam). Ostatnio jednak coraz częściej łapię się na tym, że w moich oczach podział sceny politycznej znacznie się zmodyfikował. MY – to my, a ONI to władza. I to władza totalna, próbująca wszystko centralizować, wiedząca wszystko lepiej, próbująca uporządkować nam życie zgodnie z własną wizją i opresyjna wobec wszelkich objawów niezależności.  Pamiętam to z czasów PRL-u i miałam nadzieję, że to już tylko głęboka przeszłość, zapisana na kartach historii. Niestety, PiS reaktywuje tamte czasy, a to oznacza, że ta władza nie jest już “nasza”…

Za tydzień wybory prezydenckie. Mam nadzieję, że będą uczciwe, choć niestety, obawy o sfałszowanie wyniku nie są niestety bezpodstawne. Mamy szansę zatrzymać to szaleństwo głosując na wybranego kandydata strony prodemokratycznej i zatrzymać w ten sposób bezmyślne podpisywanie wszystkiego zgodnie z dyspozycjami Nowogrodzkiej. Ten, który przejdzie do II tury – powinien otrzymać poparcie wszystkich innych. Nawet jeżeli dla wielu będzie to kandydat czwartego czy piątego wyboru. Osobiście mam nadzieję, że będzie to Rafał Trzaskowski, ale przez ostatnie dni dojrzałam do tego, że całkiem poważnie rozważałabym oddanie głosu nawet na Krzysztofa Bosaka (gdyby wszedł do drugiej tury z Andrzejem Dudą). Na pewno nie jest to czas na fochy i deklaracje typu: jak do drugiej tury nie przejdzie ….. (tu wpisać nazwisko kandydata), to w drugiej turze w ogóle nie zagłosuję.

Dziś rano na Twitterze przeczytałam hasło: Albo Trzask albo Wrzask.
Podoba mi się, więc je przytaczam.

 

 

Kandydaci na prezydenta

Aktualna lista kandydatów w wyborach prezydenckich 28 czerwca 2020r.:

    1. BIEDROŃ Robert,
      poseł do Parlamentu Europejskiego, wykształcenie wyższe politologiczne, 44 lata, członek partii politycznej: Wiosna Roberta Biedronia
    2. BOSAK Krzysztof,
      poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, wykształcenie średnie, 38 lat, członek partii politycznej: Konfederacja Wolność i Niepodległość
    3. DUDA Andrzej Sebastian,
      Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, wykształcenie wyższe prawnicze, 48 lat, nie należy do partii politycznej
    4. HOŁOWNIA Szymon Franciszek,
      publicysta, wykształcenie średnie, 43 lata, nie należy do partii politycznej
    5. JAKUBIAK Marek,
      menadżer, wykształcenie średnie, 61 lat, członek partii politycznej: Federacja dla Rzeczypospolitej
    6. KOSINIAK-KAMYSZ Władysław Marcin,
      poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, wykształcenie wyższe medyczne, 38 lat, członek partii politycznej: Polskie Stronnictwo Ludowe
    7. PIOTROWSKI Mirosław Mariusz,
      nauczyciel akademicki, wykształcenie wyższe historyczne, 54 lata, członek partii politycznej: Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi
    8. TANAJNO Paweł Jan,
      przedsiębiorca, wykształcenie wyższe w zakresie zarządzania, 44 lata, nie należy do partii politycznej
    9. TRZASKOWSKI Rafał Kazimierz,
      pracownik samorządowy, wykształcenie wyższe politologiczne, 48 lat, członek partii politycznej: Platforma Obywatelska RP
    10. WITKOWSKI Waldemar Włodzimierz,
      zarządca, wykształcenie wyższe, 66 lat, członek partii politycznej: Unia Pracy
    11. ŻÓŁTEK Stanisław Józef,
      wykształcenie średnie, 64 lata, członek partii politycznej: Kongres Nowej Prawicy

W stosunku do listy z maja tego roku są zmiany: nie ma Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, kandydatem KO jest Rafał Trzaskowski. No i jeszcze pojawił się jeszcze jeden kandydat:  Waldemar Witkowski. Z tego, co czytałam – poprzednio zabrakło mu głosów do rejestracji. Po ogłoszeniu nowego terminu wyborów odwołał się do SN, wygrał i udało mu się uzbierać brakujące głosy na listach poparcia. Został oficjalnie zarejestrowany jako kandydat.

Wygląda na to, że listy z wyborów kopertowych Sasina są zupełnie bezużyteczne. Nie da się wykorzystać żadnego elementu tamtych zestawów, gdyż PKW opracowała własne wzory, 70 milionów zł straconych. I jak zwykle – nie ma winnych. Sasin mówi, że decyzję podjął Morawiecki, Morawiecki twierdzi, że nic nie kazał drukować, a Poczta Polska liczy straty.
Z mojego punktu widzenia sprawa wydaje się prosta: obecna ekipa rządząca przez poprzednie 4 lata przyzwyczaiła nas do tego, że pełen proces legislacyjny da się załatwić przez 1 dzień (sejm,senat i podpis prezydenta) i nagle okazało się, że wcale tak nie musi być. To nie była żadna obstrukcja senatu, a prawidłowe, zgodne z prawem procedowanie ustawy. I tyle.

Mam dość!

Mam dość! Czuję ogromne zmęczenie i zniechęcenie polityką, otaczająca mnie rzeczywistość działa strasznie dołująco. Cóż, tak bywa, ale chyba najgorzej poddawać się na finiszu? Za 2 tygodnie wybory – ostatnia szansa, żeby przynajmniej próbować coś zmienić i odbudować zniszczoną demokrację. Nie wiem, czy się uda, ale trzeba się postarać, żeby później nie żałować.
Siłą rozpędu śledzę bieżące wiadomości. W sumie najwięcej chyba siedzę na Twitterze, co pozwala na szybkie, krótkie interakcje. Pisanie bloga ma jednak większe wymagania i zmusza do zdecydowanie większej dbałości nie tylko o treść, ale i formę. Jednak spróbuję się zmobilizować, kolejnej okazji może już nie być.

Nadal mam obawy przed koronawirusem. Moje posypane od 2 lat zdrowie nie pozwala mi na ryzyko zarażenia, więc się oszczędzam. Na wybory jednak pójdę – do lokalu wyborczego, żadne kopertowe mnie nie interesują.  Maseczka, rękawiczki, żel dezynfekcyjny i mam nadzieję, że dam radę. No i zagłosuję na Rafała Trzaskowskiego – tu nie mam dylematów. Żal mi Kidawy-Błońskiej, ale Trzaskowski wniósł jednak powiew świeżości i nadziei, a to bardzo dużo.

Z pewnością nie jest to żadna niespodzianka. Patrząc na sondaże wygląda na to, że RT ma największe szanse na wejście do drugiej tury. Do wyborów jednak jeszcze 2 tygodnie, wszystko może się zdarzyć. W drugiej turze (też pójdę) zagłosuję na każdego kandydata strony prodemokratycznej. I tyle.

Głosować czy bojkotować?

#ZostanWDomu czy #IdzNaWybory? Politycy wszystkich ugrupowań prześcigają się w argumentach, optując za jedną lub drugą opcją, a co na to wszystko my, wyborcy? Jesteśmy za czy przeciw? I jakie znaczenie ma tu dla nas zdanie polityków?
Zastanawiam się jak doszło do tego, że w ogóle stajemy przed takimi dylematami? Co stało się z naszą demokracją?
Zawsze chodziłam na wszystkie wybory, nawet do Rady Osiedla. Pamiętam PRL, doceniam więc nasze osiągnięcia z czasów po 1989r. Każde wybory były dla mnie ważne, cieszyłam się z możliwości oddania swojego głosu. A teraz? Od początku tej kampanii wyborczej było widać, że jest zupełnie inaczej. Pandemia koronawirusa tylko zaostrzyła problem. Głównym kandydatom udało się jeszcze pozbierać głosy wymagane do rejestracji, ale nie było to łatwe. Z prowadzeniem kampanii jest jeszcze gorzej. Kto wie, że jest 10 kandydatów?

      1. BIEDROŃ Robert
      2. BOSAK Krzysztof
      3. DUDA Andrzej Sebastian
      4. HOŁOWNIA Szymon Franciszek
      5. JAKUBIAK Marek
      6. KIDAWA-BŁOŃSKA Małgorzata Maria
      7. KOSINIAK-KAMYSZ Władysław Marcin
      8. PIOTROWSKI Mirosław Mariusz
      9. TANAJNO Paweł Jan
      10. ŻÓŁTEK Stanisław Józef

To oficjalna lista ze strony PKW, ja sama jestem zaskoczona. Wydawało mi się, że jestem mniej więcej na bieżąco w najważniejszych wydarzeniach politycznych. A tymczasem, wybory już za dobry tydzień, a ja nie znam nawet wszystkich kandydatów. Wybory to cały cykl, głosowanie jest tylko jednym z jego elementów.

Nie wiem czy i kiedy będzie to głosowanie. W sumie to już nawet mnie nie interesuje co za tydzień zrobi Gowin i jego ludzie, jestem kompletnie zniechęcona. Jeżeli będą to wybory kopertowe i w skrzynce pocztowej znajdę ten osławiony “pakiet wyborczy”, wrzucę go na kilkudniową kwarantannę. A potem zachowam “dla potomności”. Nie mam najmniejszego zamiaru go nigdzie odsyłać w komplecie z wszystkimi danymi osobowymi i numerem Pesel.
Jeżeli natomiast ustawa upadnie, to zdaje się, że formalnie wybory odbędą się w formie tradycyjnej? Biorąc pod uwagę, że dowiemy się o tym na 3 dni przed wyborami, trochę mało czasu zostanie na przygotowanie chociażby lokali wyborczych. Ten wariant jest więc raczej też mało prawdopodobny. Podejrzewam, że w ostateczności głosowanie będzie więc przesunięte o 1, 2 tygodnie. Z mojego punktu widzenia – niewiele to zmienia, i tak się nie wybieram. Nie będę się narażać, ale przede wszystkim – nie chcę legitymizować tej ustawki. To nie są demokratyczne wybory. Niezależnie od tego, kto wygra ten plebiscyt – nie będzie mieć prawdziwego, uczciwego mandatu.

Reasumując – według stanu na dzień dzisiejszy nie idę na wybory.

To mają być wybory?

Epidemia koronowirusa trwa w najlepsze, najgorsze jeszcze przed nami. Podobno byliśmy silni, zwarci i gotowi, skupująca głównie węgiel ARM jeszcze w lutym sprzedawała tak potrzebne maski ochronne. Jak jest naprawdę – każdy sam widzi. Gospodarka już się wali, padają firmy, a ludzie tracą pracę. Do lekarza nie ma szans się dostać – a przecież wszystkie “choroby współistniejące” nie znknęły.  Jest już bardzo źle, a perspektywy jeszcze gorsze.
Dzieci siedzą w domach, gdyż szkoły i przedszkola zamknięte. Jak długo jeszcze? Czy po świętach przymusowe ferie będą nadal trwały? Co z egzaminami uczniów klas ósmych,  co z maturami? Nie wiadomo, rząd jakoś nie potrafi szczerze odpowiedzieć na te pytania, przedstawić możliwe warianty i perspektywy.

Owszem, sytuacja jest bardzo trudna i z pewnością każdy rząd miałby problem z opanowaniem epidemii i wynikających z niej skutków. Jednak przez cały czas mam wrażenie, że władza ogranicza się do zakazów, nakazów, kolejnych ograniczeń i kreatywnej statystyki, okraszając to wszystko wręcz nachalną propagandą. Przede wszystkim jednak ma zupełnie inne priorytety, zajmując się sama sobą.
Kto myśli teraz o wyborach? To z pewnością najmniej istotny problem dnia dzisiejszego. Wprawdzie jeszcze całkiem niedawno PAD stwierdził, że skoro można pójść do sklepu to można pójść na wybory, ale ta narracja raczej już nie obowiązuje. Można pójść tylko do niektórych sklepów, poza tym nie w każdych godzinach. Inna sprawa, że moja prywatna riposta jest prosta: skoro nie można pójść do kościoła, to jak iść na wybory?
W efekcie mamy nowy pomysł władzy: wybory korespondencyjne dla wszystkich. W całkowitym oderwaniu od rzeczywistości, przepychany z pogwałceniem wszelkich zasad projekt to jest to, na czym się teraz skupiają. Przecież to kompletna paranoja.

Nie sądziłam, że dożyję takich czasów, ale wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy od wielu lat nie wezmę udziału w tych tzw.”wyborach prezydenckich”.  Nie spełniają one żadnych wymogów demokratycznych. Nie są ani powszechne ani równe ani bezpośrednie ani tajne. I niezależnie od tego kto je wygra – nie będzie mieć prawdziwego demokratycznego mandatu. Ja w takiej farsie nie chcę uczestniczyć. Wprawdzie PiS próbuje prawo do głosowania przekształcić w obowiązek, ale może to nie być takie łatwe i proste. Jeżeli listonosz będzie roznosić pakiety wyborcze za pokwitowaniem – nie odbiorę. Trudno, mam choroby współistniejące i kontakt z kimś biegającym od mieszkania do mieszkania jest za bardzo obciążone niebezpieczeństwem zarażenia. Jeżeli natomiast wrzucą mi to do skrzynki – to skąd będzie wiadomo, że pakiet wyborczy do mnie dotarł? Na mojej skrzynce pocztowej na klatce co chwilę widać listy zaadresowane pod zupełnie inne adresy, nasz listonosz często bywa rozkojarzony i myli się.
Inna sprawa, że współczuję tym, którzy będą musieli te głosy liczyć. Szansa na to, że przy otwieraniu takich pakietów uda im się nie zarazić jest raczej mała. Niestety. Nie wiem, czy będą powoływane komisje czy też spadnie to na pocztę?

 

Życie w czasach zarazy

Mamy pandemię koronawirusa, najgorsze jeszcze przed nami. Od wczoraj nie ma już białych plam, każde województwo ma potwierdzonych zarażonych. I nie miejmy złudzeń – te statystyki to czubek góry lodowej. Gdyby wykonywano więcej testów, liczby wyglądałyby zdecydowanie bardziej przerażająco. Moim zdaniem pytanie o pobyt za granicą w chwili obecnej (a z każdym dniem coraz bardziej) nie ma już sensu. Wirus krąży, spotkać go możemy także w osiedlowym sklepiku, w tramwaju czy w drodze do pracy, zupełnie bez prostego związku z kimś powracającym z innych krajów.  Póki co uczymy się z nim żyć choć łatwo nie jest. Nie da się wszystkich wysłać na przymusową/dobrowolną kwarantannę, choć widać, że wszystko wokół nas coraz bardziej się zwija.

Jednym z istotniejszych ograniczeń jest paraliż służby zdrowia.  Owszem, w obecnej sytuacji sprawą oczywistą jest, że wszystkie siły są kierowane na front walki z koronawirusem, ale  inne choroby wcale nie zniknęły. Mnie dopadło dość bolesne uszkodzenie barku. Na szczęście udało mi się jeszcze w ubiegłym tygodniu dostać do lekarza POZ i zrobić rentgen. W tym tygodniu przychodnie już zamknięte, jedynie w pilnych przypadkach można próbować się umówić na teleporadę. Miałam szczęście, rozmawiałam telefonicznie z moim lekarzem, widział moje zdjęcie rentgenowskie i ustaliliśmy jak doraźnie przetrwać ten trudny okres. Dobrze też, że są e-recepty. Mam nadzieję, że dam radę. Generalnie jednak – zapisy do wszystkich specjalistów we wszystkich przychodniach są wstrzymane. Póki co – do końca miesiąca, a potem zależy od rozwoju sytuacji. Nie można też zrobić żadnych badań lekarskich, wstrzymane są też badania okresowe pracowników. Zgodnie z Kodeksem Pracy – pracownika bez ważnych badań nie można dopuścić do pracy, nie może też być wysłany na urlop. Co pracodawcy robią w takich przypadkach?
Wczoraj w necie czytałam także info, że jeden ze szpitali onkologicznych (nie pamiętam w jakiej miejscowości) został przekształcony na szpital zakaźny, a wszyscy dotychczasowi pacjenci muszą poszukać sobie innego szpitala. To już z pewnością poważna sprawa, która boleśnie może dotknąć chorych na raka.
Takich słabych miejsc w służbie zdrowia jest w tej chwili wiele. Obawiam się, że wiele z takich przypadków trafiać będzie do i tak już bardzo obciążonych szpitali. Tym bardziej, że powodów do narzekań mieliśmy już wcześniej sporo, epidemia tylko spotęgowała te braki.

Co możemy zrobić? Przede wszystkim – siedzieć w domu do minimum ograniczając kontakty z innymi ludźmi. Akcja #zostanwdomu ma sens, choć w efekcie może wydłużyć czas trwania epidemii, rozkładając zachorowania w czasie. W ten sposób jednak mamy szansę na zmniejszenie liczby przypadków śmiertelnych i uniknięcia znanych z Włoch dylematów kogo podłączyć do respiratora, a kogo “spisać na straty”.  No i nawet zgrzytając zębami na władze – jeżeli możemy, to maksymalnie wspierać służbę zdrowia. Jest już sporo inicjatyw chociażby szycia i przekazywania maseczek, zbiórek pieniężnych na środki dezynfekcyjne czy nawet posiłki dla medyków, każdy może dorzucić swój grosik. Owszem, można się wściekać na władze, nie wierząc w ogóle w tak nachalnie lansowaną propagandę sukcesu, ale to nasze zdrowie i życie jest zagrożone i musimy o nie zadbać. Na rozliczenia przyjdzie czas później.

 

Jak II RP świętowała rocznicę zaślubin Polski z morzem

Z “Przewodnika Katolickiego” z 23 lutego 1930 roku

Po obchodach dziesięciolecia odzyskania morza i Pomorza

Po wojnie światowej, która Polsce wróciła wolność, nieodrazu zjednoczyły się w całość wszystkie polskie ziemie. Zabrane juz w pierwszym rozbiorze Polski Pomorze wróciło do Polski po 147 latach niewoli dopiero z początkiem 1920r. Stało się to na podstawie postanowień układu pokojowego, zawartego w Wersalu 28 czerwca 1919r.
Choć więc cała Polska i razem z nią Pomorze święci dzień 11 listopada jako dzień odrodzenia Polski, to jednak dziesiąta rocznic objęcia przez Polskę władzy na Pomorzu przypadła dopiero na koniec stycznia i początek lutego 1930 r.
Uroczyste obchody rozpoczęły się w dniu 18 stycznia b.r. W ten dzień w roku 1920 stanęły na ziemi pomorskiej w Toruniu, wojska Generała Hallera. Jemu bowiem Rzeczpospolita powierzyła obejmowanie władzy nad tą ziemią. Fala uroczystości rocznicowych posuwała się śladem marszu jego wojsk, aż 10 lutego doszła do Pucka.
Na tę pamiątkową uroczystość przybył Generał Haller. Towarzyszył mu X.Wryca, który przed dziesięciu laty odprawił mszę św. polową, wygłosił porywające kazanie i dokonał poświęcenia polskiej bandery, co wówczas po raz pierwszy załopotała nad Bałtykiem.

Zaślubiny Polski z Bałtykiem

Zaślubiny Polski z Bałtykiem

Przed dziesięciu laty, dnia 10 lutego, generał Haller, obejmujący morze i Pomorze w imieniu Rzeczypospolitej, doszedłszy z wojskiem do wybrzeża w Pucku, wjechał konno w wody Bałtyku i rzucił w nie złoty pierścień, jako znak wiecznego ślubu Polski z Bałtykiem.

Spójrzmy na umieszczony tu obraz zaślubin Polski z Bałtykiem, Nad samy brzegiem wojsko polskie prezentuje broń. Orkiestra gra polski hymn narodowy: Jeszcze Polska nie zginęła. Szwadron konnicy wjechał do morza i końce proporców umoczył w jego fali. Na siwym koniu podjeżdża ku głębi Generał Haller i rzuca w morze złoty pierścień na znak wieczystych węzłów między Polską a Bałtykiem. Z boku ludność kaszubska wznosi okrzyki radości. Morze – w tej chwili polskie już morze – pluszcze pieszczotliwą falą o brzeg – teraz już polski. W górze łopoce polska bandera, a wiatr od morza zwraca ją ku Polsce. Ku Polsce wieje ten wiatr, by go Polska cała głęboko w pierś wciągnęła i ożywiła nim na nowo dawne, piastowskie jeszcze dążenia do morza i ukochanie morza.
Czyż taka chwila niewarta uwiecznienia? Czyż nie przypomina się żywo narodowi i tym, co wówczas na tę chwilę patrzyli. Przypomniało ją jeszcze żywiej przybycie głównego jej bohatera, Generała Hallera, którego tak gorąco i wówczas i dzisiaj witano.

Widok portu gdyńskiego w nocy

Przed dziesięciu laty było tu tylko ciche wybrzeże rybackie, małe łódki i suszące się sieci. Dziś potężne dźwigi na największe statki zamorskie ładują polskie towary.

A dzisiaj? Dzisiaj ten wiatr od morza pełniejszym wieje tchem. Niesie odgłosy tego życia, które od lat dziesięciu wre dzięki Polsce nad polskim morzem. Tam, gdzie dawniej było ciche i liche wybrzeże i cicha i licha Gdynia rybacka, tam dziś wre życiem nowe miasto i nowy port, do którego wpływają potężne zamorskie olbrzymy, wwożąc i wywożąc w szeroki świat płody ludzkiej pracy. Gdzie dawniej na drążkach rozpinała się nikła plecionka rybackich sieci, tam dziś, nawet w noc ciemną, w gorejącym świetle lamp portowych, rysują się potężne sploty ramion żelaznych dźwigów, pełniących służbę między lądem a morzem.
Oto potomstwo, co wyrosło z tych ślubów między Polską a Bałtykiem. Świadectwo pracy, świadectwo życia, świadectwo rozumienia wielkich zadań Polski w tem małżeństwie z morzem.
W tę dziesiątą rocznicę objęcia morza i Pomorza porównanie tego, co było, z tem co jest, wstydem nas nie przejmie.

Demokracja

Cytując naszą noblistkę, Olgę Tokarczuk:

Zagłosujmy we właściwy sposób, za demokracją!

I to jest najważniejsze przesłanie na wybory 13 października 2019r. Nieważne, jakie są sondaże – liczą się głosy faktycznie wrzucone do urny wyborczej.  I niezależnie od tego kto rzeczywiście wygra te wybory i czy obecna władza utrzyma się czy dojdzie do zmian – nie pozwólmy oddać tych wyborów walkowerem. Zbyt wiele mamy do stracenia, aby przynajmniej nie spróbować zawalczyć o demokrację, wolność, Konstytucję – to są wartości znacznie więcej warte niż 500zł.

Trzymam kciuki za wysoką frekwencję – ja sama zawsze biorę udział w wyborach. I oddaję ważny głos – w tych wyborach na Koalicję Obywatelską.