Chwilę przed ciszą wyborczą…

Oczywiście w najbliższą niedzielę idziemy na wybory.
Oczywiście głosujemy na tych kandydatów, którzy zasługują na nasze zaufanie, mają kompetencje i będą nas tam godnie reprezentować, szukając sojuszy i porozumienia, aby Unię Europejską rozwijać, a nie niszczyć od środka i skłócać z wszystkimi wokół.

Oczywiście ja swój głos oddam na listę nr 5 – Koalicja Obywatelska.
U mnie w Gdańsku wygląda tak:
Koalicja Obywatelska – lista kandydatów do PE w okręgu nr 1

 

Eurowybory – zasady głosowania

Ordynacja w wyborach do Parlamentu Europejskiego różni się od ordynacji w wyborach parlamentarnych czy samorządowych.
Głosujemy w 13 okręgach wyborczych, wybieramy 53 europosłów. Listy wszystkich kandydatów z wszystkich okręgów są na stronie PKW:
Wybory do Parlamentu Europejskiego 9 czerwca 2024

Podział mandatów na poszczególne komitety odbywa się metodą d’Hondta. Przykładowy kalkulator wyborczy oparty na tej metodzie można znaleźć tu:
Kalkulator wyborczy

Obliczanie głosów przypadających na poszczególne komitety nie odbywa się tu jednak w ramach okręgu wyborczego, a dla całego kraju. Utrzymana jest zasada, że komitety koalicyjne muszą uzyskać co najmniej 8% głosów, pozostałe 5%. Obliczana jest ilość mandatów dla każdego komitetu, a mandaty otrzymują ci kandydaci, którzy na liście danego komitetu zdobyli najwięcej głosów. Nie ma tu znaczenia okręg, w którym startowali. Oznacza to, że w okręgach z wyższą frekwencją są zdecydowanie większe szanse na mandat.

Pamiętajmy też o tym, że w odróżnieniu od wyborów samorządowych, w wyborach europarlamentarnych nie ma problemu ze zmianą/dopisaniem się do innego okręgu wyborczego niż tam, gdzie jesteśmy zarejestrowani. Można też pobrać zaświadczenie i głosować w dowolnym lokalu wyborczym, także za granicą.
Nie ma wymówek.

 

Eurowybory 2024 – listy wyborcze

9 czerwca 2024r. to bardzo ważna data – wybory do Parlamentu Europejskiego. Poszczególne komitety wyborcze zarejestrowały 1029 kandydatów, z czego na  7 listach ogólnopolskich – 906 kandydatów. Do podziału są 53 mandaty.

Listy zarejestrowane we wszystkich okręgach to:

    1. KKW Trzecia Droga
    2. KW Konfederacja
    3. KW Bezpartyjni Samorządowcy
    4. KW Polexit
    5. KKW Koalicja Obywatelska
    6. KKW Lewica
    7. KW Prawo i Sprawiedliwość

W niektórych okręgach są zarejestrowane komitety lokalne.

Okręgi wyborcze w wyborach do Europarlamentu

9 czerwca 2024r. idziemy wybory do Europarlamentu. Będziemy wybierać 53 przedstawicieli, w 13 okręgach.

    • Okręg 1.: województwo pomorskie;
    • Okręg 2.: województwo kujawsko-pomorskie;
    • Okręg 3.: województwa podlaskie i warmińsko-mazurskie;
    • Okręg 4.: część województwa mazowieckiego (Warszawa
      i 8 powiatów: grodziski, legionowski, nowodworski, otwocki, piaseczyński, pruszkowski, warszawski zachodni i wołomiński);
    • Okręg 5.: część województwa mazowieckiego (pozostałe powiaty województwa mazowieckiego, które nie wchodzą w skład okręgu nr 4;
    • Okręg 6.: województwo łódzkie;
    • Okręg 7.: województwo wielkopolskie;
    • Okręg 8.: województwo lubelskie;
    • Okręg 9.: województwo podkarpackie;
    • Okręg 10.: województwa małopolskie i świętokrzyskie;
    • Okręg 11.: województwo śląskie;
    • Okręg 12. województwa dolnośląskie i opolskie;
    • Okręg 13. województwa lubuskie i zachodniopomorskie.

Ilość mandatów w każdym z okręgów nie jest z góry ustalona, zależy od frekwencji w danym okręgu. Im będzie wyższa, tym większe szanse na dodatkowy mandat.
A wszystkim narzekającym na to, że rozliczenia idą za wolno, że wszystkie obietnice z wyborów parlamentarnych nie są jeszcze zrealizowane, więc nie pójdą na wybory,  warto przypomnieć, że wyborcy PiS są akurat zmobilizowani i pójdą zagłosować. O efektach wprowadzenia do Europarlamentu różnych Wąsików, Kamińskich, Obajtków i Kurskich wolę nawet nie myśleć….

Kluczowa jest frekwencja

Przed nami wybory do Europarlamentu. Bardzo ważne wybory. To na pewno nie jest czas na fochy, obrażanie się na władzę – musimy iść na wybory i wybrać tych, którzy będą decydować o tym, jaka będzie Europa i jaką rolę będzie miała Polska.
W każdych wyborach ważna jest frekwencja, ale w tych akurat – jest kluczowa. Metoda D’Honta ma tu zastosowanie w stosunku do wyników w całym kraju i tak jest wyliczana ilość mandatów przypadających na poszczególne komitety. W kolejnym kroku, w ramach list każdego komitetu wyborczego mandaty dostaną ci, którzy otrzymali najwięcej głosów. A to oznacza, że jeżeli w jakimś okręgu wyborczym będzie wysoka frekwencja – to finalnie właśnie ten okręg będzie miał więcej europarlamentarzystów niż okręg z niską frekwencją.

Patrząc na  wyniki ostatnich wyborów do Sejmików Wojewódzkich i przenosząc je na wybory do UE rozkład mandatów wyglądałby tak:

      • PiS – 20 mandatów
      • KO – 18 mandatów
      • TD – 8 mandatów
      • Konfederacja – 4 mandaty
      • Lewica – 3 mandaty

W wyborach w roku 2019 rozkład mandatów wyglądał tak:

      • PiS – 27 mandatów
      • KO+PSL+SLD – 22 mandaty
      • Wiosna -3  mandaty

Wygląda na to, że wprawdzie PiS traci, ale pojawia się Konfederacja. Ugrupowania demokratyczne wprawdzie zyskają razem 29 mandatów, ale siły antyunijne będą miały w sumie 24 mandaty. Całkiem dużo, szczególnie w kontekście tego, że 15.X.2024 udało nam się odsunąć PiS od władzy i wróciliśmy na ścieżkę demokracji. Nie ma alternatywy – musimy się  postarać i naprawdę wygrać te wybory. W obecnej sytuacji międzynarodowej jest to naprawdę bardzo ważne. Unia Europejska musi być silna i zjednoczona, im mniej eurosceptyków w Brukseli, tym jesteśmy bezpieczniejsi. Tym bardziej, że sądząc z medialnych pogłosek – opozycja chce wysłać ludzi skazanych (choć ułaskawionych), czekających na efekty wielu postanowień prokuratorskich i wnioskami o ewentualne uchylenie immunitetu lub znanych tylko z tego, że doskonale sprawdzają się w roli strzepywacza łupieżu z marynarki prezesa.

Idziemy na wybory! W tych wyborach łatwiej będzie głosować poza miejscem zameldowania. I oczywiście głosujemy na polityków prounijnych, a nie proputinowskich.

Życzenia Świąteczne

Te święta mają szanse w końcu być znowu radosne i pełne nadziei. Po 8 latach smuty, dewastacji państwa i niszczenia demokracji udało nam się zmobilizować i po prostu zawalczyć o to wszystko, co jest najważniejsze.
Jak dobrze, że wrócił Donald Tusk – bez Niego to by się nie udało.

Cieszmy się więc przy świątecznym stole i z nadzieją patrzmy w przyszłość. Niech choinka pachnie, lampki mrugają, a my dzieląc się opłatkiem z rodziną, spróbujmy choć na chwilę zapomnieć o tym, co nas dzieli. Może mimo inflacji Mikołaj podrzuci jakiś mały prezencik?
Wesołych Świąt!

 

Historia zatacza koło

Zainspirował mnie tweet znajomego – Wasz Prezydent nasz Premier – idealnie pasuje do obecnej sytuacji. Dobrze wpisuje się także w nastroje społeczne.
Gdy 34 lata temu czytałam ten artykuł Adama Michnika w Gazecie Wyborczej, byłam zszokowana. Nie wierzyłam, że jest to możliwe.
A jednak, premier Tadeusz Mazowiecki utworzył rząd i zaczęliśmy budować prawdziwą demokrację (już nie ludową) i odgruzowywać centralnie sterowaną gospodarkę socjalistyczną. Brzmi znajomo, prawda?

Wówczas też była kohabitacja i prezydent Jaruzelski miał sporo możliwości, żeby przeszkadzać i utrudniać. Nie robił tego, zrozumiał, że przemiany są już nieuniknione i pogodził się z nimi.
Czy teraz też tak będzie? Tu niestety mam wątpliwości. Prezydent Andrzej Duda nie ma tej klasy, a przez 6 lat swojej prezydentury pokazał, że jest prezydentem wszystkich PiSowców, a nie wszystkich Polaków. Nie wiem, jakie ma plany na przyszłość (a ściśle rzecz biorąc – jakie plany na niego ma Mastalerek), ale raczej nie jest to wspieranie większości parlamentarnej i odbudowa demokracji i praworządności. Cóż, wytrzymaliśmy 8 lat rządów PiSu, dotrwamy do końca tej kadencji. W międzyczasie trzeba robić wszystko to, co się da. Nie będzie łatwo – lista problemów do rozwiązanie jest bardzo, bardzo długa. Raz już jednak nam się udało, teraz też musi się udać. Mamy doświadczenie i wiemy, jakie błędy popełniliśmy.
I wprawdzie 34 lata temu rozumiałam dobrze ideę grubej kreski premiera Mazowieckiego i uważałam, że ma racje, tak teraz podchodzę do tego zupełnie inaczej. Nie, nie chodzi o żadną zemstę, ale o podstawowe elementarne poczucie sprawiedliwości. Wszyscy ci, którzy łamali prawo,  przekraczali swoje uprawnienia i napychali bez umiaru swoje kieszenie, muszą zostać sprawiedliwie osądzeni. Nie chodzi tu o igrzyska – choć chętnie obejrzę posiedzenia sejmowych komisji śledczych. To musi być też przestrogą na przyszłość, żeby żadna władza nie poczuła się tak butna, niezniszczalna i wieczna, jak to widzieliśmy przez ostatnich 8 lat.

Nowa poprawność językowa

Żyjemy w XXI wieku. Świat wokół nas się stale zmienia i ma to wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia. Zmienia się także nasz język i nie mam tu na myśli tylko slangu czy współczesnego języka młodzieżowego. Nasz język coraz bardziej jest dominowany przez swoiście pojmowaną poprawność polityczną.  I coraz częściej mam wrażenie, że popadamy w coraz większą przesadę.
Cóż, jako dziecko w szkole recytowałam wierszyk o mieszkającym w Afryce murzynku Bambo i nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że jest to rasistowskie. Czy to brak empatii? Raczej nie wydaje mi się, po prostu kolor skóry nie miał dla mnie znaczenia. I nie wiem, czy taka przesadna troska nie wywołuje wręcz przeciwnego efektu – jeżeli kogoś musimy traktować ze specjalną troską, to znaczy, że wcale nie jest nam równy.

W naszej polszczyźnie za to coraz więcej feminitywów. Mimo, że jestem kobietą, jakoś wcale nie jestem ich fanką. Szczególnie razi mnie słowo ministra. Skoro jest lekarka, profesorka, fryzjerka, kasjerka – czy nie powinno być raczej ministerka? Można to jednak jakoś przełknąć, chyba nie mamy wyjścia. Jak daleko to zajdzie? Kilka dni temu usłyszałam wypowiedź jakiejś dziennikarki, która komentując zaprzysiężenie dwutygodniowego rządu Morawieckiego oburzyła się stwierdzeniem prezydenta, że w rządzie jest dużo pań. Nie podobały jej się te panie, to zbyt protekcjonalne –  powinien powiedzieć kobiety. Właściwie nawet nie wiem, jak to skomentować? Chyba dochodzimy do paranoi.

Choć ostatnio pojawiło się  nowe zjawisko – językowe ukrywanie płci. Pierwszy raz usłyszałam to w TVN24 w programie Radomira Wita. Jedna z  przedstawicielek młodego pokolenia, mówiąc o szkole i kadrze nauczycielskiej używała określenia osoby nauczycielskie. W pierwszej chwili nawet myślałam, że się przesłyszałam, ale później powtórzyła to kilka razy. Krótko potem trafiłam na przedwyborczą konferencję KO i prezentację San Kocoń (osoba niebinarna) z partii Zieloni.

Jestem neutralne w stosunku do płci żeńskiej i męskiej. 
Zaimków “ono” zaczęłom używać prawie dwa lata temu. Nie znałom ich wcześniej, a przecież nie odkryłom Ameryki, bo takie zaimki w języku polskim istnieją od wieków.

Nie wiem, czy takich przypadków jest więcej, ale mówienie o sobie w 3.osobie brzmi dla mnie dziwnie, a odmiana czasowników – wręcz karykaturalnie. Nie jestem transfobką, ale językowo to jakiś koszmarek. Choć kto wie, czy w tym właśnie kierunku nie powędrujemy? Ostatnio nawet z trybuny sejmowej  poseł Zembaczyński zwracał się nie do posłanek i posłów, a do osób poselskich.

A na  koniec niby drobiazg, ale stale budzi moje zdziwienia. Tym razem chodzi o słowo pisane. Zawsze pisząc do kogoś (również w internecie) zaimków w drugiej osobie używam z wielkiej litery czyli np. Tobie, Was, Ciebie itp. Od dłuższego czasu zauważam, że coraz częściej podkreśla się zaimki nie w drugiej, a w pierwszej osobie. Czyli np. jaka u was pogoda, bo u Nas pada śnieg.

Chyba się starzeję, ale za moich czasów tak nie było. Za to dużą uwagę przywiązywano do ortografii i interpunkcji, ale to już zupełnie inna bajka. 

 

Żałosne pożegnanie z władzą

Od wyborów minęło już 6 tygodni. Wiadomo, jaka jest koalicja i kto ma większość w Sejmie (w Senacie zresztą też). Pierwsze posiedzenia Sejmu pokazały też, że czas zmian nadszedł i to nieodwołalnie. Na co więc liczy PiS? Wyborcy zdecydowali, że nie chcemy już rządów tej formacji.
Tak kurczowego trzymania się władzy, stołków, a przede wszystkim strumienia pieniędzy państwowych nie było w Polsce jeszcze nigdy. To jest wręcz niewiarygodne w kraju demokratycznym. Czy naprawdę tak trudno jest pogodzić się z wyborczym wyrokiem? I przestać betonować swoich ludzi w różnych spółkach, instytucjach i agencjach rządowych? Sprzeniewierzając na odchodnym kolejne miliony z naszych wspólnych podatków, tak potrzebne w wielu innych miejscach?

Mimo wszystko są, a przynajmniej powinny być jakieś granice żenady. Choć w kontekście dzisiejszego widowiska w pałacu prezydenckim właściwie nie jestem już tego pewna. Prezydent powołał nowy rząd Morawieckiego, mimo, że nie ma szans na uzyskanie wotum zaufania w  Czy ludzie, którzy zgodzili się wziąć w tym udział naprawdę nie mają ani odrobiny honoru? Naprawdę warto? Dwa tygodnie szybko miną, przelew na konto przyjdzie, ale przecież trzeba będzie z tym żyć.

Czekam na jutrzejsze posiedzenie Sejmu. Ostatnio naprawdę są to bardzo ciekawe debaty. I mimo nieufności, z jaką podchodzę do Hołowni, jestem pełna uznania jak radzi sobie z prowadzeniem obrad. Naprawdę jestem w tym świetny.
Jutro mają być głosowane uchwały w sprawie powołania komisji śledczych. Też mnie to cieszy – żadnych grubych kresek, władzę PiS trzeba dokładnie rozliczyć i osądzić. Tego wymaga elementarne poczucie sprawiedliwości, jednocześnie musi być przestrogą dla wszystkich kolejnych rządów w przyszłości. I mam nadzieję, że będzie to zrobione spokojnie i z rozwagą (zemsta też podobno najlepiej smakuje na zimno), ale zgodnie z prawem i sprawiedliwością.
Gdzieś w sieci widziałam dziś info, że nowy szef Kancelarii Sejmu Jacek Cichocki (pamiętam go z czasów rządu Donalda  Tuska, zawsze mi się podobał) ma świetny pomysł na załatwienie problemu prywatnych ochroniarzy Kaczyńskiego w Sejmie. Żadnych awantur czy siłowych rozwiązań – ich przepustki wygasają z końcem roku i nie zostaną przedłużone na następny rok. I już.
Wytrzymaliśmy 8 lat, poczekamy jeszcze 2 tygodnie i będziemy mieć nasz rząd, z Donaldem Tuskiem. Będzie ciężko, gdyż uporządkowanie tych zgliszcz  po najgorszej władzy będzie kosztowało wiele wysiłku i wyrzeczeń, nie wszystko da się załatwić od razu, ale damy radę.

 

 

Sejmowy wiatr zmian

13 listopada 2023r. to data, która z pewnością jest już zapisana w najnowszej historii Polski. To był naprawdę radosny dzień, dający nadzieję, że się udało i wracamy do grona państw demokratycznych. Wiejący wiatr zmian przyniósł wiele obrazów o symbolicznym znaczeniu.
Posiedzenie Sejmu rozpoczęło się punktualnie. Spóźniony Jarosław Kaczyński wszedł na salę, gdy już śpiewano hymn i w rezultacie stał na schodach zagubiony i jakby zdziwiony, że nikt nie czekał, aby wszedł i usiadł na swoim miejscu. 
Jednocześnie przed budynkiem Sejmu rozpoczął się demontaż barierek, którymi odchodząca władza oddzielała się od suwerena.

Kolejny moment wart zapamiętania to ślubowanie posłów Mentzena i Mateckiego okraszone buczeniem sali.
Nie chcę natomiast w ogóle pamiętać chamskich wypowiedzi Kaczyńskiego – zarówno w sejmowych korytarzach do dziennikarzy, jak i z sejmowej mównicy na sali plenarnej. Było to tak ohydne, że nie usprawiedliwia tego nic, nawet przeżyta trauma przegranych wyborów.

Bardzo symboliczne było także głosowanie na wicemarszałków Sejmu i Senatu. Głosujący przeciwko wszystkim kandydatom z innych klubów PiSowcy nagle się oburzyli, że inne kluby też zagłosowały przeciwko ich kandydatom. Nie rozumiem tego zdziwienia. PiS może głosować tak jak chce, a pozostali posłowie – zgodnie z tym, co chce PiS? Bo te stanowiska dla Elżbiety Witek i Marka Pęka się  po prostu im należą?
Te czasy już minęły…