My i Oni

W trakcie kampanii wyborczej jedną z najczęściej używanych konstrukcji językowych jest My (…), a oni (…).  Stosują to wszyscy, chcąc podkreślić własne walory w stosunku do konkurentów. Niektórzy kandydaci dodatkowo krytykują POPiS, jako symbol systemu, z którym chcą walczyć.
A jak to jest z nami? Podziały w społeczeństwie są dostrzegalne na co dzień, to nie dotyczy tylko aktywistów partyjnych. Może nie tak ostre jak widać to czasem na przedwyborczych wiecach kandydatów, ale nie da się ich nie zauważyć. I w zasadzie w znacznej mierze jest właśnie taki dwubiegunowy: my to PO, oni to PiS (lub na odwrót). Jednocześnie jednak jest chyba jakieś zapotrzebowanie na “odbetonowanie” sceny politycznej, skoro co kilka lat pojawia się coś nowego i zyskuje znaczne, choć najczęściej chwilowe poparcie społeczne. Było tak z Ruchem Palikota, Nowoczesną Petru, Wiosną Biedronia czy obecnie ruchem społecznym stojącym za Szymonem Hołownią. Można się tylko zastanawiać, czy fiasko tych projektów to wina ich liderów czy jednak może na dłuższą metę lepiej czujemy się w takim dwubiegunowym podziale?

Moje poglądy są raczej stabilne, od zawsze stoję po stronie szeroko rozumianej PO (mój oddany 5 lat temu głos na Nowoczesną też za to uważam). Ostatnio jednak coraz częściej łapię się na tym, że w moich oczach podział sceny politycznej znacznie się zmodyfikował. MY – to my, a ONI to władza. I to władza totalna, próbująca wszystko centralizować, wiedząca wszystko lepiej, próbująca uporządkować nam życie zgodnie z własną wizją i opresyjna wobec wszelkich objawów niezależności.  Pamiętam to z czasów PRL-u i miałam nadzieję, że to już tylko głęboka przeszłość, zapisana na kartach historii. Niestety, PiS reaktywuje tamte czasy, a to oznacza, że ta władza nie jest już “nasza”…

Za tydzień wybory prezydenckie. Mam nadzieję, że będą uczciwe, choć niestety, obawy o sfałszowanie wyniku nie są niestety bezpodstawne. Mamy szansę zatrzymać to szaleństwo głosując na wybranego kandydata strony prodemokratycznej i zatrzymać w ten sposób bezmyślne podpisywanie wszystkiego zgodnie z dyspozycjami Nowogrodzkiej. Ten, który przejdzie do II tury – powinien otrzymać poparcie wszystkich innych. Nawet jeżeli dla wielu będzie to kandydat czwartego czy piątego wyboru. Osobiście mam nadzieję, że będzie to Rafał Trzaskowski, ale przez ostatnie dni dojrzałam do tego, że całkiem poważnie rozważałabym oddanie głosu nawet na Krzysztofa Bosaka (gdyby wszedł do drugiej tury z Andrzejem Dudą). Na pewno nie jest to czas na fochy i deklaracje typu: jak do drugiej tury nie przejdzie ….. (tu wpisać nazwisko kandydata), to w drugiej turze w ogóle nie zagłosuję.

Dziś rano na Twitterze przeczytałam hasło: Albo Trzask albo Wrzask.
Podoba mi się, więc je przytaczam.

 

 

Głosować czy bojkotować?

#ZostanWDomu czy #IdzNaWybory? Politycy wszystkich ugrupowań prześcigają się w argumentach, optując za jedną lub drugą opcją, a co na to wszystko my, wyborcy? Jesteśmy za czy przeciw? I jakie znaczenie ma tu dla nas zdanie polityków?
Zastanawiam się jak doszło do tego, że w ogóle stajemy przed takimi dylematami? Co stało się z naszą demokracją?
Zawsze chodziłam na wszystkie wybory, nawet do Rady Osiedla. Pamiętam PRL, doceniam więc nasze osiągnięcia z czasów po 1989r. Każde wybory były dla mnie ważne, cieszyłam się z możliwości oddania swojego głosu. A teraz? Od początku tej kampanii wyborczej było widać, że jest zupełnie inaczej. Pandemia koronawirusa tylko zaostrzyła problem. Głównym kandydatom udało się jeszcze pozbierać głosy wymagane do rejestracji, ale nie było to łatwe. Z prowadzeniem kampanii jest jeszcze gorzej. Kto wie, że jest 10 kandydatów?

      1. BIEDROŃ Robert
      2. BOSAK Krzysztof
      3. DUDA Andrzej Sebastian
      4. HOŁOWNIA Szymon Franciszek
      5. JAKUBIAK Marek
      6. KIDAWA-BŁOŃSKA Małgorzata Maria
      7. KOSINIAK-KAMYSZ Władysław Marcin
      8. PIOTROWSKI Mirosław Mariusz
      9. TANAJNO Paweł Jan
      10. ŻÓŁTEK Stanisław Józef

To oficjalna lista ze strony PKW, ja sama jestem zaskoczona. Wydawało mi się, że jestem mniej więcej na bieżąco w najważniejszych wydarzeniach politycznych. A tymczasem, wybory już za dobry tydzień, a ja nie znam nawet wszystkich kandydatów. Wybory to cały cykl, głosowanie jest tylko jednym z jego elementów.

Nie wiem czy i kiedy będzie to głosowanie. W sumie to już nawet mnie nie interesuje co za tydzień zrobi Gowin i jego ludzie, jestem kompletnie zniechęcona. Jeżeli będą to wybory kopertowe i w skrzynce pocztowej znajdę ten osławiony “pakiet wyborczy”, wrzucę go na kilkudniową kwarantannę. A potem zachowam “dla potomności”. Nie mam najmniejszego zamiaru go nigdzie odsyłać w komplecie z wszystkimi danymi osobowymi i numerem Pesel.
Jeżeli natomiast ustawa upadnie, to zdaje się, że formalnie wybory odbędą się w formie tradycyjnej? Biorąc pod uwagę, że dowiemy się o tym na 3 dni przed wyborami, trochę mało czasu zostanie na przygotowanie chociażby lokali wyborczych. Ten wariant jest więc raczej też mało prawdopodobny. Podejrzewam, że w ostateczności głosowanie będzie więc przesunięte o 1, 2 tygodnie. Z mojego punktu widzenia – niewiele to zmienia, i tak się nie wybieram. Nie będę się narażać, ale przede wszystkim – nie chcę legitymizować tej ustawki. To nie są demokratyczne wybory. Niezależnie od tego, kto wygra ten plebiscyt – nie będzie mieć prawdziwego, uczciwego mandatu.

Reasumując – według stanu na dzień dzisiejszy nie idę na wybory.

Ostatni przedwyborczy tydzień

Wybory już za kilka, nie spodziewam się już większego zachwiania preferencji wyborczych. Nie oznacza to wcale, że na ostatniej prostej nie pojawią się jakieś kolejne taśmy czy podobne temu rewelacje, będące mniej lub bardziej brudnym uderzeniem w politycznego przeciwnika. Cóż, taka jest ta nasza polityka.

Tak naprawdę zarówno PiS jak i antyPiS w tej chwili walczą już tylko o mobilizację swoich zwolenników – żeby poszli i oddali swój głos. Jakoś nie wierzę, żeby te ostatnie momenty kampanii mogły przyciągnąć znaczącą ilość niezdecydowanych. Tym bardziej, że są to z reguły ci, którzy na co dzień mało interesują się polityką i nie czują się zmotywowani, aby pójść i poprzeć określone ugrupowanie. Inna sprawa, że pomijając telewizje,  jakoś mało się czuje tę kampanię wyborczą. Przez ostatnie tygodnie w skrzynce pocztowej znalazłam jedną ulotkę wyborczą. Tydzień temu przed moim kościołem stali wolontariusze i rozdawali ulotki 2 kandydatów PiS. Na moim osiedlu nie widać też żadnych porozklejanych plakatów, a nawet w internecie jakoś mało jest spamu zachęcającego do głosowania na jakiegoś kandydata. W sumie to chyba dobrze – mniej śmieci wszelkiego rodzaju, mniej wyrzuconych pieniędzy.

Te wybory są bardzo ważne, zdecydowanie jedne z ważniejszych od 1989 roku. Dla mnie wybór jest prosty – głosuję na Koalicję Obywatelską.  I akurat w moim przypadku nie jest to wyłącznie głos oddany przeciwko PiS.  Nie przejmuję się też zupełnie sondażami wieszczącymi ponowną wygraną obecnej władzy. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do żadnych cudów nad urną….

A dla tych, którzy swój głos oddadzą w Gdańsku lub okolicach – zapraszam na mój gdański blog, gdzie są listy kandydatów wszystkich ugrupowań.

Wybory parlamentarne – listy kandydatów w okręgu 25

 

Małgorzata Kidawa-Błońska? Jestem za!

Grzegorz Schetyna dziś ogłosił, że kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera nie będzie on sam, a Małgorzata Kidawa-Błońska.

Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem tak. Cóż, bolesna prawda jest taka, że Grzegorz Schetyna ma bardzo wysoki poziom negatywnego elektoratu. Za to Małgorzata Kidawa-Błońska znana jest zdecydowanie jako osoba kulturalna, zrównoważona i na poziomie. Na pewno będzie wartością dodaną w kampanii wyborczej.
I zupełnie nie obawiam się, że w przypadku wygranej KO, powtórzyłby się casus Beaty Szydło. Jednak PO to zupełnie inna partia niż PiS i nie skupia bezkrytycznie wpatrzonych w szefa wyznawców.

Można dyskutować, czy nie za późno? Chyba jednak nie. Listy kandydatów trafiają do PKW, więc nic nie trzeba odwoływać.  A efekt zaskoczenia może zadziałać. Z pewnością również na rzesze trolli czekających na przekazy dnia.

 

Tematy na kampanię: służba zdrowia

Szeroko rozumiana służba zdrowia to z pewnością powinien być jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej.  W mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, światopoglądu czy orientacji seksualnej. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy nawet będąc zdrowym i w dobrej formie dziś, jutro czy pojutrze nie będziemy potrzebować pomocy lekarza. Dla siebie lub kogoś bliskiego.

A w służbie zdrowia jest coraz gorzej.  Ja sama akurat miałam szczęście – rok temu z okładem wylądowałam na SOR w szpitalu, ale pomijając bardzo niesympatycznego i pełnego pretensji pierwszego lekarza oceniającego mój stan, później poszło szybko i sprawnie i po godzinie znalazłam się na oddziale. Może dlatego, że były to godziny przedpołudniowe i dzień roboczy? Moje znajome, które ostatnio były zmuszone szukać lekarza w dni wolne czy w nocy – mają wielogodzinne i raczej koszmarne doświadczenia.
Czy ktoś pamięta jeszcze o strajku lekarzy rezydentów? I słynnym już “niech jadą!”? Wydaje się, że to już zamierzchła przeszłość. A wbrew propagandzie sukcesu – problemy tylko się pogłębiają.  Lekarzy też jest coraz mniej. Tu naprawdę są potrzebne rozwiązania systemowe. Czekanie miesiącami do specjalisty sprawia, że o skutecznym leczeniu nie ma mowy. Owszem, można pójść do lekarza prywatnie, ale problem pojawia się, gdy trzeba zrobić badania – też trzeba zrobić je odpłatnie, a w wielu przypadkach ceny mogą być oszałamiające. Teoretycznie jest infolinia, gdzie można się dowiedzieć o terminach dostania się do specjalisty, ale w praktyce wygląda to tak:
Szukając lekarza w Gdańsku
Swoją drogą – czy Ministerstwo Zdrowia choćby rozważa zwiększenie liczby uczelni medycznych? Tak, aby kształcić nowych lekarzy? Mam obawy, że nie. W dodatku zapamiętałam z mojego ubiegłorocznego pobytu w szpitalu (szpital akademicki), że jako “ciekawy przypadek” byłam oglądana i badana przez liczne grupy studentów medycyny (wyraziłam na to zgodę i starałam się współpracować, w końcu muszą się uczyć).  Problem w tym, że przeważająca większość tych studentów były to grupy anglojęzyczne i to nie tylko z Europy. Fajnie, uczelnia pewnie zarabia na ich studiach, ale w przyszłości szanse na spotkanie takiego lekarza w przychodni są pewnie nikłe. Kto nas będzie leczyć? Przecież już teraz co chwilę słychać o zamykaniu oddziałów szpitali w różnych miastach, nastąpił praktycznie całkowity upadek psychiatrii.

Ostatnie tygodnie przynoszą także bardzo niepokojące wieści o brakach leków w aptekach. Podobno ministerstwo monitoruje problem, ale nie wiadomo – od kiedy? Od czasu, gdy media zaczęły donosić o narastających problemach w zaopatrzeniu? To chyba trochę późno, nie dało się tego zrobić wcześniej? I zareagować z wyprzedzeniem? Nie mam tu na myśli infolinii – to banał, ale konkretne działania zapewniające ciągłość leczenia.
Do tego wszystkiego dochodzą dramatyczne doniesienia o znaczących zmianach na liście leków refundowanych. Chorym (w tym onkologicznie) jest coraz trudniej się leczyć.

Trwa kampania wyborcza.  Temat ochrony zdrowia jest z pewnością łatwym celem do punktowania władzy, która zdecydowanie sobie z tym nie radzi. Nie widać też żadnych pomysłów mogących uzdrowić sytuację, a każdy kolejny minister to kompletna porażka.  Nie bez powodu w sieci coraz częściej mówi się o programie Trumna+. Podobała mi się ostatnio akcja polityków PO publikujących listy brakujących leków w aptekach w różnych miejscowościach w Polsce.  Celnie, konkretnie i rzeczowo, całkowicie podważając oficjalną propagandę. To dobra droga do wyborczego zwycięstwa.

Wiosenna koalicja?

No cóż, mądry Polak po szkodzie. Wygląda na to, że Robert Biedroń jednak zdecydował się na wspólny start z Platformą Obywatelską. Lepiej późno niż wcale, choć patrząc z punktu widzenia Wiosny – pozycja przetargowa jest teraz znacznie słabsza niż przed eurowyborami.  Wyborczy wynik okazał się znacznie słabszy niż przewidywania, zachwycony sobą samym lider niewiarygodny, a ugrupowanie zaczyna się powoli rozpadać. Mało obiecujące perspektywy. Nagle więc okazało się, że nie ma wroga po stronie opozycyjnej. Rozumiem, że skończą się ataki na KE? Bo wcześniej to właśnie koalicja była dla Wiosny głównym celem do zwalczania. Ciekawe też, czy Robert Biedroń pozdejmuje też te wszystkie, na masową skalę rozdawane, bany na Twitterze?

Jedna wielka koalicja bloku demokratycznego ma sens, metoda przeliczania głosów na mandaty nie pozostawia tu złudzeń. Choć trudno będzie znaleźć wspólną platformę poglądową. Jak pogodzić polityka z konserwatywnej części PO np. z zdeklarowanym zwolennikiem aborcji na życzenie? Elektorat centrowy raczej nie lubi skrajności, wspólne wartości muszą trafiać do wszystkich, trzeba więc też unikać wszelkich radykalizmów. Podstawą może być tu przede wszystkim odbudowa demokracji w Polsce. Nie chodzi przecież o to, aby nad podstawowymi instytucjami państwa kontrolę przejęła inna opcja polityczna, nadal zachowując ręczne sterowanie i wszechwładzę państwa nad wszelkimi aspektami naszego życia. Konieczny jest tu plan jak to zrobić z zachowaniem praworządności. Specustawa w stylu “odwołujemy Przyłębską” nie jest tu dobrym wyjściem i nie odbuduje zaufania do państwa prawa.

Takich wspólnych tematów łączących ugrupowania wchodzące w skład koalicji można znaleźć więcej.  Jest zrujnowany system oświaty, zapaść w służbie zdrowia, ochrona środowiska czy też rosnąca inflacja. Źle się też dzieje w gospodarce -nadmierny i opresyjny fiskalizm, wzrost różnych danin na rzecz państwa nie sprzyja rozwojowi i za chwilę odczujemy to na własnej skórze.
Na pewno trudno będzie o porozumienie w sprawach takich jak stosunek do Kościoła czy LGBT. Tu rozwiązaniem może być podkreślenie na listach wyborczych przynależności do konkretnej partii. Nie wiem, dlaczego nie było tego w wyborach do EU?  Owszem, w niektórych pozycjach był dopisek należy do partii politycznej, ale której? W przypadku list koalicyjnych ma to szczególne znaczenie, prawda? Tym bardziej, że wcale nie musimy głosować na jedynki na liście, możemy sami zdecydować.  I tu może być miejsce na niuanse – co jest dla nas ważne. Po prostu zgodnie z włąsnymi poglądami wybieramy z listy przedstawiciela PO czy SLD, PSL (no sorry, ale partia ta jest za słaba, aby wokół siebie tworzyć skuteczną koalicję) czy też Wiosny czy innego ugrupowania.
W tym wszystkim ważne jest też to, że niezależnie od wszystkiego – koalicja musi być tworzona wokół PO, a więc i Grzegorza Schetyny. Tu nie ma alternatywy. Pohukiwania PSL-u niczemu nie służą i sprzyjają tylko utrwalaniu władzy PiS. A chyba nie o to chodzi?

 

Smutny wyrok demokracji

Znamy już wyniki wyborów do Europarlamentu. Wygrał PiS z wynikiem 45,38%, KE dostała 38,47% głosów. Jestem sfrustrowana i rozgoryczona. Śledząc wczoraj frekwencję, cieszyłam się, że będzie dobrze. Nawet wieczorne wyniki exit polls dawały iskierkę nadziei, że coś się zmieni. No i zmieniło – dokładnie w odwrotnym kierunku niż chciałam…

Co dalej? Cóż, taka jest demokracja, trzeba się z tym pogodzić. Wybory wygrywają ci, którzy zdobędą najwięcej głosów, nie zawsze “nasi”.  Boli, ale co z tego? Teraz jedyne co można zrobić to zastanowić się nad tym, co zrobić, aby na jesieni wynik był zupełnie inny. Obrażanie się na demokrację nic nie pomoże.
Powstanie Koalicji Europejskiej moim zdaniem nie było błędem.  Oddzielny start poszczególnych ugrupowań mógł dać jeszcze korzystniejszy wynik dla obecnej władzy. Choć sama miałam chwilami zaciśnięte szczęki widząc, że na listach kandydatów znalazł się np. Leszek Miller. Teraz jestem tym bardziej zdziwiona, że uzyskał mandat. Aż trudno uwierzyć, że znaleźli się tacy wyborcy, którzy zapomnieli mu chociażby ogromny blamaż z Magdaleną Ogórek. Ja nie potrafiłabym na niego zagłosować i to niezależnie od listy.
Czy KE przetrwa do jesieni? Mam spore wątpliwości. Już mówi się o wycofaniu się PSL, ten trend będzie się pewnie pogłębiał. Samo powołanie tej koalicji jest z pewnością sukcesem Grzegorza Schetyny, ale z jeszcze większą pewnością można stwierdzić, że nie jest on typem lidera. Doskonale sprawdza się jako organizator i zaplecze techniczne, ale trudno mu porwać za sobą tłumy. Po prostu nie ma tego “czegoś”.  Słyszałam jego wypowiedź z dzisiejszego poranka, że nie widzi teraz możliwości zmiany przewodniczącego PO, gdyż okres wyborczy do sejmu jest to zły moment. Owszem, tu mogę się z tym zgodzić. Może jednak warto pomyśleć o schowaniu się gdzieś na zapleczu? I postawieniu na inne twarze w kampanii wyborczej?
Konieczna jest też chyba zmiana retoryki. Nie ma sensu ścigać się z PiSem na kolejne 500+. Tym bardziej, że jest to rujnujące dla budżetu i robi fatalne wrażenie na co bardziej świadomym elektoracie PO. Może jednak warto pokazać wszystkim coraz wyższe ceny podstawowych produktów? I na paragonach pokazać, że wpływy VAT do budżetu to nie jest żadne uszczelnianie luki tylko nasze wpłaty  do kasy w sklepie? Poza tym – wielkim polem do popisu jest służba zdrowia. Tu jest fatalnie i coraz gorzej.  Trzeba “tylko” zaproponować konkretne, rzeczowe rozwiązania.  Takich pomysłów na rozwiązanie problemów trzeba zaproponować więcej, odpuszczając sobie walkę ideologiczną. Jeżeli już – to na zasadzie konkretów np. tłumacząc, że ta rzekoma “seksualizacja” dzieci to nauczenie ich w jaki sposób bronić się przed pedofilami (niezależnie od tego czy ksiądz czy murarz).

I jeszcze kilka słów o ciągle zachwyconym sobą samym Biedroniem. Z pewnością odebrał trochę głosów koalicji, ale w sumie Konfederacja zabrała je tak samo PiSowi.  Wiosna ma szansę na przekroczenie progu wyborczego jesienią, ale musi ciężko popracować. Sam symetryzm i atakowanie PO to nie jest żaden realny i trafiający do wyborców program. A warto pamiętać, że Biedroń na jesieni chce zostać premierem. Swego czasu nawet zastanawiał się, jakie ministerstwo może zaoferować Schetynie. Nie wydaje mi się, żeby dołączył do koalicji. On naprawdę wierzy, że mu się uda.

 

(Euro)wybór jest prosty

Finisz kampanii wyborczej. Już w najbliższą niedzielę wybory do Parlamentu Europejskiego. To ważne, kto będzie nas reprezentować w Europie i walczyć o nasze interesy, zarówno polskie jak i regionalne.  Jednocześnie jest to swoiste referendum – w jakim kierunku chcemy iść? Na Wschód czy Zachód?
Dla mnie wybór jest prosty. Pamiętając czasy PRL, cenię standardy europejskie i zdecydowanie się za nimi opowiadam. Swój głos oddam oczywiście na Koalicję Europejską. Moim zdaniem jest to jedyne ugrupowanie, które potrafi współpracować z innymi, aby osiągnąć ważne cele i wartości, pamiętając o wolności i solidarności. Dla mnie jest to ważne i nie zamierzam z tego rezygnować.  Nie mogę popierać nikogo, kto UE traktuje tylko jako skarbonkę, całkowicie zapominając o tym, że jest to wspólnota celów, a fundusze europejskie w ramach wyrównywania szans służą do wspierania regionów słabszych.

Głosować będę w Gdańsku. Listy kandydatów z województwa pomorskiego (okręg nr 1) są tu:
Wybory do Parlamentu UE
Swój głos oddam na Jarosława Wałęsę. Głosowałam na niego już w poprzednich wyborach, potwierdzam swój wybór. Tym bardziej, że jest to jedyny kandydat, który na Facebooku wysłał do mnie wiadomość z prośbą o głos. Taka bardzo spersonalizowana forma kampanii wyborczej zawsze mi się podobała. Oprócz tego dostałam tylko maila od Pawła Pudłowskiego (też KE), ale on startuje w okręgu okręgu nr 4 (Warszawa). O dziwo w skrzynce pocztowej znalazła się tylko jedna ulotka (Jarosława Sellina z PiS). Nawet na ulicach jest mniej billbordów i plakatów wyborczych niż zwykle przed wyborami. Partie oszczędzają pieniądze na jesień?

Eurowybory

Wybory do Parlamentu Europejskiego już za 2 tygodnie.  26 maja 2019 pójdziemy do urn wyborczych i oddamy swoje głosy na kandydatów, którzy będą naszymi przedstawicielami w Parlamencie Europejskim. I wprawdzie powinniśmy na te wybory patrzeć właśnie w kontekście europejskim, ale znowu, podobnie jak było to w wyborach samorządowych – będzie to swoiste referendum: za czy przeciwko władzy. Choć niewątpliwie, niezależnie od poglądów, powinniśmy wysłać do Brukseli tych, którzy jednak prezentują jakiś minimalny poziom obycia i znają przynajmniej jeden język obcy (i to nie tylko rosyjski).  Mandat europosła to nie finansowa nagroda za zasługi dla partii tylko ciężka praca i odpowiedzialność – zastosujmy tę zasadę w praktyce.

Ostatnie sondaże wyglądają obiecująco i są szanse na zmianę władzy.  Zgodnie z sondażem Kantar dla Faktów TVN I TVN24 na PiS zagłosuje 34%, a KE 33%. Powyżej progu wyborczego jest też Wiosna – 8%, Konfederacja 6% i Kukiz’15 – 5%. Lewica Razem – 2%. Jak to się przekłada na mandaty? Przysługuje nam 51 miejsc w europarlamencie (po Brexicie będzie to 52) i poszczególne ugrupowania otrzymają:

Screen pochodzi z kalkulatora wyborczego w Excelu – można go pobrać tu:
Kalkulator wyborczy
Ja symulację zrobiłam tak, że w liczbie sondażowych procentów przesunęłam przecinek i np. zamiast 34% – wstawiłam 34000 itd. KE oraz Wiosna mają w sumie 24 mandaty. Gdyby Robert Biedroń nie gwiazdorzył i dołączył do KE – przy takiej samej oddanej liczbie głosów byłoby to 25 mandatów.  No, ale cóż, czasem ambicje liderów są ważniejsze niż cel do osiągnięcia. A przyjęta do obliczeń metoda D’Hondta jednoznacznie preferuje duże komitety.
Przy okazji warto zauważyć, że Koalicja Europejska ( PO PSL SLD .N ZIELONI) to jedyna koalicja na listach wyborczych. Pozostałe ugrupowania startują jako komitety wyborcze. Dla małych ugrupowań z pewnością znaczenie ma próg wyborczy – dla koalicji to 8%, a nie 5%. W przypadku Zjednoczonej Prawicy (czyli PiS i przybudówki, nazwy partii Gowina i Ziobry mało kto pamięta) przyczyna jest jednak chyba zdecydowanie inna: chodzi o pieniądze. Dla poszczególnych partii wchodzących w skład koalicji dotacje budżetowe są rozdzielane przez PKW. Jeżeli jednak, tak jak w przypadku PiS jest lista partyjna, nawet jeżeli znajdują się tam kandydaci z innych ugrupowań – pieniądze dostaje tylko partia rejestrująca komitet. Czyli cała dotację zgarnia Kaczyński, a Ziobro i Gowin nic.

W wyborach do PE z reguły jest bardzo niska frekwencja. To źle, gdyż właśnie od frekwencji zależy ilość mandatów w danym okręgu wyborczym. Jeżeli np. KE uzyska w wyborach 20 mandatów – to trafią one do 20 kandydatów, którzy z listy nr 3 w całym kraju uzyskali najwięcej głosów. W efekcie np. wysoka frekwencja w jednym okręgu i bardzo niska w innym może spowodować, że ten drugi okręg będzie miał mało lub wcale mandatów. Warto więc pójść na wybory.

Listy kandydatów w wszystkich okręgach można znaleźć na stronie PKW:
Dane w arkuszach
Na swoim “gdańskim” blogu przyglądam się natomiast kandydatom w  obejmującym województwo pomorskie okręgu wyborczym nr 1.
Zainteresowanych zapraszam tu:
Eurowybory – województwo pomorskie