Mam dość!

Mam dość! Czuję ogromne zmęczenie i zniechęcenie polityką, otaczająca mnie rzeczywistość działa strasznie dołująco. Cóż, tak bywa, ale chyba najgorzej poddawać się na finiszu? Za 2 tygodnie wybory – ostatnia szansa, żeby przynajmniej próbować coś zmienić i odbudować zniszczoną demokrację. Nie wiem, czy się uda, ale trzeba się postarać, żeby później nie żałować.
Siłą rozpędu śledzę bieżące wiadomości. W sumie najwięcej chyba siedzę na Twitterze, co pozwala na szybkie, krótkie interakcje. Pisanie bloga ma jednak większe wymagania i zmusza do zdecydowanie większej dbałości nie tylko o treść, ale i formę. Jednak spróbuję się zmobilizować, kolejnej okazji może już nie być.

Nadal mam obawy przed koronawirusem. Moje posypane od 2 lat zdrowie nie pozwala mi na ryzyko zarażenia, więc się oszczędzam. Na wybory jednak pójdę – do lokalu wyborczego, żadne kopertowe mnie nie interesują.  Maseczka, rękawiczki, żel dezynfekcyjny i mam nadzieję, że dam radę. No i zagłosuję na Rafała Trzaskowskiego – tu nie mam dylematów. Żal mi Kidawy-Błońskiej, ale Trzaskowski wniósł jednak powiew świeżości i nadziei, a to bardzo dużo.

Z pewnością nie jest to żadna niespodzianka. Patrząc na sondaże wygląda na to, że RT ma największe szanse na wejście do drugiej tury. Do wyborów jednak jeszcze 2 tygodnie, wszystko może się zdarzyć. W drugiej turze (też pójdę) zagłosuję na każdego kandydata strony prodemokratycznej. I tyle.

Głosować czy bojkotować?

#ZostanWDomu czy #IdzNaWybory? Politycy wszystkich ugrupowań prześcigają się w argumentach, optując za jedną lub drugą opcją, a co na to wszystko my, wyborcy? Jesteśmy za czy przeciw? I jakie znaczenie ma tu dla nas zdanie polityków?
Zastanawiam się jak doszło do tego, że w ogóle stajemy przed takimi dylematami? Co stało się z naszą demokracją?
Zawsze chodziłam na wszystkie wybory, nawet do Rady Osiedla. Pamiętam PRL, doceniam więc nasze osiągnięcia z czasów po 1989r. Każde wybory były dla mnie ważne, cieszyłam się z możliwości oddania swojego głosu. A teraz? Od początku tej kampanii wyborczej było widać, że jest zupełnie inaczej. Pandemia koronawirusa tylko zaostrzyła problem. Głównym kandydatom udało się jeszcze pozbierać głosy wymagane do rejestracji, ale nie było to łatwe. Z prowadzeniem kampanii jest jeszcze gorzej. Kto wie, że jest 10 kandydatów?

      1. BIEDROŃ Robert
      2. BOSAK Krzysztof
      3. DUDA Andrzej Sebastian
      4. HOŁOWNIA Szymon Franciszek
      5. JAKUBIAK Marek
      6. KIDAWA-BŁOŃSKA Małgorzata Maria
      7. KOSINIAK-KAMYSZ Władysław Marcin
      8. PIOTROWSKI Mirosław Mariusz
      9. TANAJNO Paweł Jan
      10. ŻÓŁTEK Stanisław Józef

To oficjalna lista ze strony PKW, ja sama jestem zaskoczona. Wydawało mi się, że jestem mniej więcej na bieżąco w najważniejszych wydarzeniach politycznych. A tymczasem, wybory już za dobry tydzień, a ja nie znam nawet wszystkich kandydatów. Wybory to cały cykl, głosowanie jest tylko jednym z jego elementów.

Nie wiem czy i kiedy będzie to głosowanie. W sumie to już nawet mnie nie interesuje co za tydzień zrobi Gowin i jego ludzie, jestem kompletnie zniechęcona. Jeżeli będą to wybory kopertowe i w skrzynce pocztowej znajdę ten osławiony “pakiet wyborczy”, wrzucę go na kilkudniową kwarantannę. A potem zachowam “dla potomności”. Nie mam najmniejszego zamiaru go nigdzie odsyłać w komplecie z wszystkimi danymi osobowymi i numerem Pesel.
Jeżeli natomiast ustawa upadnie, to zdaje się, że formalnie wybory odbędą się w formie tradycyjnej? Biorąc pod uwagę, że dowiemy się o tym na 3 dni przed wyborami, trochę mało czasu zostanie na przygotowanie chociażby lokali wyborczych. Ten wariant jest więc raczej też mało prawdopodobny. Podejrzewam, że w ostateczności głosowanie będzie więc przesunięte o 1, 2 tygodnie. Z mojego punktu widzenia – niewiele to zmienia, i tak się nie wybieram. Nie będę się narażać, ale przede wszystkim – nie chcę legitymizować tej ustawki. To nie są demokratyczne wybory. Niezależnie od tego, kto wygra ten plebiscyt – nie będzie mieć prawdziwego, uczciwego mandatu.

Reasumując – według stanu na dzień dzisiejszy nie idę na wybory.

Demokracja

Cytując naszą noblistkę, Olgę Tokarczuk:

Zagłosujmy we właściwy sposób, za demokracją!

I to jest najważniejsze przesłanie na wybory 13 października 2019r. Nieważne, jakie są sondaże – liczą się głosy faktycznie wrzucone do urny wyborczej.  I niezależnie od tego kto rzeczywiście wygra te wybory i czy obecna władza utrzyma się czy dojdzie do zmian – nie pozwólmy oddać tych wyborów walkowerem. Zbyt wiele mamy do stracenia, aby przynajmniej nie spróbować zawalczyć o demokrację, wolność, Konstytucję – to są wartości znacznie więcej warte niż 500zł.

Trzymam kciuki za wysoką frekwencję – ja sama zawsze biorę udział w wyborach. I oddaję ważny głos – w tych wyborach na Koalicję Obywatelską.

 

Ostatni przedwyborczy tydzień

Wybory już za kilka, nie spodziewam się już większego zachwiania preferencji wyborczych. Nie oznacza to wcale, że na ostatniej prostej nie pojawią się jakieś kolejne taśmy czy podobne temu rewelacje, będące mniej lub bardziej brudnym uderzeniem w politycznego przeciwnika. Cóż, taka jest ta nasza polityka.

Tak naprawdę zarówno PiS jak i antyPiS w tej chwili walczą już tylko o mobilizację swoich zwolenników – żeby poszli i oddali swój głos. Jakoś nie wierzę, żeby te ostatnie momenty kampanii mogły przyciągnąć znaczącą ilość niezdecydowanych. Tym bardziej, że są to z reguły ci, którzy na co dzień mało interesują się polityką i nie czują się zmotywowani, aby pójść i poprzeć określone ugrupowanie. Inna sprawa, że pomijając telewizje,  jakoś mało się czuje tę kampanię wyborczą. Przez ostatnie tygodnie w skrzynce pocztowej znalazłam jedną ulotkę wyborczą. Tydzień temu przed moim kościołem stali wolontariusze i rozdawali ulotki 2 kandydatów PiS. Na moim osiedlu nie widać też żadnych porozklejanych plakatów, a nawet w internecie jakoś mało jest spamu zachęcającego do głosowania na jakiegoś kandydata. W sumie to chyba dobrze – mniej śmieci wszelkiego rodzaju, mniej wyrzuconych pieniędzy.

Te wybory są bardzo ważne, zdecydowanie jedne z ważniejszych od 1989 roku. Dla mnie wybór jest prosty – głosuję na Koalicję Obywatelską.  I akurat w moim przypadku nie jest to wyłącznie głos oddany przeciwko PiS.  Nie przejmuję się też zupełnie sondażami wieszczącymi ponowną wygraną obecnej władzy. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do żadnych cudów nad urną….

A dla tych, którzy swój głos oddadzą w Gdańsku lub okolicach – zapraszam na mój gdański blog, gdzie są listy kandydatów wszystkich ugrupowań.

Wybory parlamentarne – listy kandydatów w okręgu 25

 

Tematy na kampanię: służba zdrowia

Szeroko rozumiana służba zdrowia to z pewnością powinien być jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej.  W mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, światopoglądu czy orientacji seksualnej. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy nawet będąc zdrowym i w dobrej formie dziś, jutro czy pojutrze nie będziemy potrzebować pomocy lekarza. Dla siebie lub kogoś bliskiego.

A w służbie zdrowia jest coraz gorzej.  Ja sama akurat miałam szczęście – rok temu z okładem wylądowałam na SOR w szpitalu, ale pomijając bardzo niesympatycznego i pełnego pretensji pierwszego lekarza oceniającego mój stan, później poszło szybko i sprawnie i po godzinie znalazłam się na oddziale. Może dlatego, że były to godziny przedpołudniowe i dzień roboczy? Moje znajome, które ostatnio były zmuszone szukać lekarza w dni wolne czy w nocy – mają wielogodzinne i raczej koszmarne doświadczenia.
Czy ktoś pamięta jeszcze o strajku lekarzy rezydentów? I słynnym już “niech jadą!”? Wydaje się, że to już zamierzchła przeszłość. A wbrew propagandzie sukcesu – problemy tylko się pogłębiają.  Lekarzy też jest coraz mniej. Tu naprawdę są potrzebne rozwiązania systemowe. Czekanie miesiącami do specjalisty sprawia, że o skutecznym leczeniu nie ma mowy. Owszem, można pójść do lekarza prywatnie, ale problem pojawia się, gdy trzeba zrobić badania – też trzeba zrobić je odpłatnie, a w wielu przypadkach ceny mogą być oszałamiające. Teoretycznie jest infolinia, gdzie można się dowiedzieć o terminach dostania się do specjalisty, ale w praktyce wygląda to tak:
Szukając lekarza w Gdańsku
Swoją drogą – czy Ministerstwo Zdrowia choćby rozważa zwiększenie liczby uczelni medycznych? Tak, aby kształcić nowych lekarzy? Mam obawy, że nie. W dodatku zapamiętałam z mojego ubiegłorocznego pobytu w szpitalu (szpital akademicki), że jako “ciekawy przypadek” byłam oglądana i badana przez liczne grupy studentów medycyny (wyraziłam na to zgodę i starałam się współpracować, w końcu muszą się uczyć).  Problem w tym, że przeważająca większość tych studentów były to grupy anglojęzyczne i to nie tylko z Europy. Fajnie, uczelnia pewnie zarabia na ich studiach, ale w przyszłości szanse na spotkanie takiego lekarza w przychodni są pewnie nikłe. Kto nas będzie leczyć? Przecież już teraz co chwilę słychać o zamykaniu oddziałów szpitali w różnych miastach, nastąpił praktycznie całkowity upadek psychiatrii.

Ostatnie tygodnie przynoszą także bardzo niepokojące wieści o brakach leków w aptekach. Podobno ministerstwo monitoruje problem, ale nie wiadomo – od kiedy? Od czasu, gdy media zaczęły donosić o narastających problemach w zaopatrzeniu? To chyba trochę późno, nie dało się tego zrobić wcześniej? I zareagować z wyprzedzeniem? Nie mam tu na myśli infolinii – to banał, ale konkretne działania zapewniające ciągłość leczenia.
Do tego wszystkiego dochodzą dramatyczne doniesienia o znaczących zmianach na liście leków refundowanych. Chorym (w tym onkologicznie) jest coraz trudniej się leczyć.

Trwa kampania wyborcza.  Temat ochrony zdrowia jest z pewnością łatwym celem do punktowania władzy, która zdecydowanie sobie z tym nie radzi. Nie widać też żadnych pomysłów mogących uzdrowić sytuację, a każdy kolejny minister to kompletna porażka.  Nie bez powodu w sieci coraz częściej mówi się o programie Trumna+. Podobała mi się ostatnio akcja polityków PO publikujących listy brakujących leków w aptekach w różnych miejscowościach w Polsce.  Celnie, konkretnie i rzeczowo, całkowicie podważając oficjalną propagandę. To dobra droga do wyborczego zwycięstwa.