Przeczekać strajk

 

Czy rządowi uda się przeczekać strajk nauczycieli? Niestety, jest to bardzo prawdopodobne. W tym tygodniu może dojść do przesilenia, choć egzaminy ósmoklasistów wcale nie muszą pójść szybko i sprawnie. Jest ich więcej niż uczniów kończących wygaszone gimnazja, a tym samym potrzeby na obsadzenie komisji egzaminacyjnych większe. Wprawdzie poparcie społeczne jest bardzo wysokie, ale przeciwników (w tym hejterów w ohydny sposób opluwających naszą kadrę pedagogiczną) też całkiem sporo. Niestety. W dodatku zdaję sobie sprawę, że nauczycielom wcale nie jest łatwo strajkować w sytuacji, gdy ma to jednak wielki wpływ na przyszłość ich wychowanków. We wrześniu do szkół średnich trafi podwójny rocznik, a więc i tak jest już wielka konkurencja w dostaniu się do “lepszych” szkół. Oznacza to, że każdy punkt na egzaminie końcowym, każda podwyższona ocena na świadectwie ma duże znaczenie. A maturzyści? Cóż, nie wyobrażam sobie niedopuszczenia całego rocznika do matury.

Kto ponosi za to odpowiedzialność? Moim zdaniem – tylko i wyłącznie rząd. I nie uda się tu zrzucić winy na nauczycieli, choć władza stara się jak może, aczkolwiek bardzo nieudolnie. Jak można było na 2 dni przed zaplanowanym i od dawna zapowiadanym strajkiem nauczycieli ogłosić program Krowa + ?  A zaraz potem podpisać “porozumienie” z udającym działacza związkowego radnym z własnej partii? Przecież każdego mogłoby to rozwścieczyć. 

Na co liczy władza? Wyraźnie przeczekuje i opóźnia rozwiązanie problemu. Spotkamy się, podyskutujemy ,ale dopiero po świętach? A może jeszcze później, po długiej majówce? A w międzyczasie będziemy się zajmować wyimaginowanym problemem wprowadzenia euro? Kompletna żenada.
Owszem, budżet nie jest z gumy. Tym bardziej jednak należy rozważnie zarządzać wypracowanymi przez nas wszystkich środkami. A to oznacza, że dodatkowe pieniądze powinny trafiać do tych, którzy ich naprawdę potrzebują, a nie służyć bezmyślnemu rozdawnictwu +.  Oświata i służba zdrowia z pewnością jest na czele listy priorytetów.  Nie możemy też  zapominać o niepełnosprawnych – pamiętamy, jak ich potraktowano w ubiegłym roku.

Trzymajmy kciuki za nauczycieli. I wzywajmy rząd, aby rozwiązał problem. Tu i teraz, wykorzystując przy okazji nauczycieli jako wrogów do ataku.
A przy okazji – niezależnie od tego, kiedy i jak skończy się strajk nauczycieli – ani ZNP ani forum ZZ nie muszą wcale podpisywać tego firmowanego przez Proksę z tzw.”Solidarności” porozumienia. Po co?

Solidarność z nauczycielami

Pisząc o solidarności z nauczycielami nie mam oczywiście na myśli związku zawodowego “Solidarność”.  To ważne, gdyż patrząc na zaangażowanie czołowych działaczy tego związku w bieżącą politykę, a dokładnie w działalność prorządową, trudno mówić tu o solidarności z nauczycielami. Określenie, że jest to przybudówka PiS-u niestety ma swoje uzasadnienie. Także w kontekście ostatniego tygodnia,  negocjacji nauczycieli z rządem i gotowości “Solidarności” nauczycielskiej do podpisania wszystkich propozycji władzy.
Rozmowy ostatniej szansy trwają. Wydaje mi się, że szanse na porozumienie są małe, ale niezależnie od wyniku negocjacji – mam wrażenie, że członków tego związku znowu ubędzie. W końcu czy pracownikom (nie tylko nauczycielom) potrzebna jest organizacja będącą praktycznie przedstawicielem władzy w zakładzie pracy? To jakieś kompletne odwrócenie pojęć.

Nie wiem, czy to tylko w moim otoczeniu, ale wszyscy wokół sympatyzują z nauczycielami i popierają ten protest. I to nawet biorąc pod uwagę, że z pewnością jest on bardzo dokuczliwy dla rodziców i dzieci. Szczególnie tych, które za kilka dni będą zdawać egzaminy i marzą o dostaniu się do dobrej szkoły. W tym roku będzie to bardzo trudne, a najgorsze jeszcze przed nimi. We wrześniu czeka ich jeszcze chaos w przepełnionych podwójnym rocznikiem szkołach ponadpodstawowych.

Nauczyciele są zdeterminowani. Nie wiem, jak długo wytrzymają i oni i rodzice.
Póki co – trzymamy kciuki.