Życie w czasach zarazy

Mamy pandemię koronawirusa, najgorsze jeszcze przed nami. Od wczoraj nie ma już białych plam, każde województwo ma potwierdzonych zarażonych. I nie miejmy złudzeń – te statystyki to czubek góry lodowej. Gdyby wykonywano więcej testów, liczby wyglądałyby zdecydowanie bardziej przerażająco. Moim zdaniem pytanie o pobyt za granicą w chwili obecnej (a z każdym dniem coraz bardziej) nie ma już sensu. Wirus krąży, spotkać go możemy także w osiedlowym sklepiku, w tramwaju czy w drodze do pracy, zupełnie bez prostego związku z kimś powracającym z innych krajów.  Póki co uczymy się z nim żyć choć łatwo nie jest. Nie da się wszystkich wysłać na przymusową/dobrowolną kwarantannę, choć widać, że wszystko wokół nas coraz bardziej się zwija.

Jednym z istotniejszych ograniczeń jest paraliż służby zdrowia.  Owszem, w obecnej sytuacji sprawą oczywistą jest, że wszystkie siły są kierowane na front walki z koronawirusem, ale  inne choroby wcale nie zniknęły. Mnie dopadło dość bolesne uszkodzenie barku. Na szczęście udało mi się jeszcze w ubiegłym tygodniu dostać do lekarza POZ i zrobić rentgen. W tym tygodniu przychodnie już zamknięte, jedynie w pilnych przypadkach można próbować się umówić na teleporadę. Miałam szczęście, rozmawiałam telefonicznie z moim lekarzem, widział moje zdjęcie rentgenowskie i ustaliliśmy jak doraźnie przetrwać ten trudny okres. Dobrze też, że są e-recepty. Mam nadzieję, że dam radę. Generalnie jednak – zapisy do wszystkich specjalistów we wszystkich przychodniach są wstrzymane. Póki co – do końca miesiąca, a potem zależy od rozwoju sytuacji. Nie można też zrobić żadnych badań lekarskich, wstrzymane są też badania okresowe pracowników. Zgodnie z Kodeksem Pracy – pracownika bez ważnych badań nie można dopuścić do pracy, nie może też być wysłany na urlop. Co pracodawcy robią w takich przypadkach?
Wczoraj w necie czytałam także info, że jeden ze szpitali onkologicznych (nie pamiętam w jakiej miejscowości) został przekształcony na szpital zakaźny, a wszyscy dotychczasowi pacjenci muszą poszukać sobie innego szpitala. To już z pewnością poważna sprawa, która boleśnie może dotknąć chorych na raka.
Takich słabych miejsc w służbie zdrowia jest w tej chwili wiele. Obawiam się, że wiele z takich przypadków trafiać będzie do i tak już bardzo obciążonych szpitali. Tym bardziej, że powodów do narzekań mieliśmy już wcześniej sporo, epidemia tylko spotęgowała te braki.

Co możemy zrobić? Przede wszystkim – siedzieć w domu do minimum ograniczając kontakty z innymi ludźmi. Akcja #zostanwdomu ma sens, choć w efekcie może wydłużyć czas trwania epidemii, rozkładając zachorowania w czasie. W ten sposób jednak mamy szansę na zmniejszenie liczby przypadków śmiertelnych i uniknięcia znanych z Włoch dylematów kogo podłączyć do respiratora, a kogo “spisać na straty”.  No i nawet zgrzytając zębami na władze – jeżeli możemy, to maksymalnie wspierać służbę zdrowia. Jest już sporo inicjatyw chociażby szycia i przekazywania maseczek, zbiórek pieniężnych na środki dezynfekcyjne czy nawet posiłki dla medyków, każdy może dorzucić swój grosik. Owszem, można się wściekać na władze, nie wierząc w ogóle w tak nachalnie lansowaną propagandę sukcesu, ale to nasze zdrowie i życie jest zagrożone i musimy o nie zadbać. Na rozliczenia przyjdzie czas później.

 

Jak II RP świętowała rocznicę zaślubin Polski z morzem

Z “Przewodnika Katolickiego” z 23 lutego 1930 roku

Po obchodach dziesięciolecia odzyskania morza i Pomorza

Po wojnie światowej, która Polsce wróciła wolność, nieodrazu zjednoczyły się w całość wszystkie polskie ziemie. Zabrane juz w pierwszym rozbiorze Polski Pomorze wróciło do Polski po 147 latach niewoli dopiero z początkiem 1920r. Stało się to na podstawie postanowień układu pokojowego, zawartego w Wersalu 28 czerwca 1919r.
Choć więc cała Polska i razem z nią Pomorze święci dzień 11 listopada jako dzień odrodzenia Polski, to jednak dziesiąta rocznic objęcia przez Polskę władzy na Pomorzu przypadła dopiero na koniec stycznia i początek lutego 1930 r.
Uroczyste obchody rozpoczęły się w dniu 18 stycznia b.r. W ten dzień w roku 1920 stanęły na ziemi pomorskiej w Toruniu, wojska Generała Hallera. Jemu bowiem Rzeczpospolita powierzyła obejmowanie władzy nad tą ziemią. Fala uroczystości rocznicowych posuwała się śladem marszu jego wojsk, aż 10 lutego doszła do Pucka.
Na tę pamiątkową uroczystość przybył Generał Haller. Towarzyszył mu X.Wryca, który przed dziesięciu laty odprawił mszę św. polową, wygłosił porywające kazanie i dokonał poświęcenia polskiej bandery, co wówczas po raz pierwszy załopotała nad Bałtykiem.

Zaślubiny Polski z Bałtykiem

Zaślubiny Polski z Bałtykiem

Przed dziesięciu laty, dnia 10 lutego, generał Haller, obejmujący morze i Pomorze w imieniu Rzeczypospolitej, doszedłszy z wojskiem do wybrzeża w Pucku, wjechał konno w wody Bałtyku i rzucił w nie złoty pierścień, jako znak wiecznego ślubu Polski z Bałtykiem.

Spójrzmy na umieszczony tu obraz zaślubin Polski z Bałtykiem, Nad samy brzegiem wojsko polskie prezentuje broń. Orkiestra gra polski hymn narodowy: Jeszcze Polska nie zginęła. Szwadron konnicy wjechał do morza i końce proporców umoczył w jego fali. Na siwym koniu podjeżdża ku głębi Generał Haller i rzuca w morze złoty pierścień na znak wieczystych węzłów między Polską a Bałtykiem. Z boku ludność kaszubska wznosi okrzyki radości. Morze – w tej chwili polskie już morze – pluszcze pieszczotliwą falą o brzeg – teraz już polski. W górze łopoce polska bandera, a wiatr od morza zwraca ją ku Polsce. Ku Polsce wieje ten wiatr, by go Polska cała głęboko w pierś wciągnęła i ożywiła nim na nowo dawne, piastowskie jeszcze dążenia do morza i ukochanie morza.
Czyż taka chwila niewarta uwiecznienia? Czyż nie przypomina się żywo narodowi i tym, co wówczas na tę chwilę patrzyli. Przypomniało ją jeszcze żywiej przybycie głównego jej bohatera, Generała Hallera, którego tak gorąco i wówczas i dzisiaj witano.

Widok portu gdyńskiego w nocy

Przed dziesięciu laty było tu tylko ciche wybrzeże rybackie, małe łódki i suszące się sieci. Dziś potężne dźwigi na największe statki zamorskie ładują polskie towary.

A dzisiaj? Dzisiaj ten wiatr od morza pełniejszym wieje tchem. Niesie odgłosy tego życia, które od lat dziesięciu wre dzięki Polsce nad polskim morzem. Tam, gdzie dawniej było ciche i liche wybrzeże i cicha i licha Gdynia rybacka, tam dziś wre życiem nowe miasto i nowy port, do którego wpływają potężne zamorskie olbrzymy, wwożąc i wywożąc w szeroki świat płody ludzkiej pracy. Gdzie dawniej na drążkach rozpinała się nikła plecionka rybackich sieci, tam dziś, nawet w noc ciemną, w gorejącym świetle lamp portowych, rysują się potężne sploty ramion żelaznych dźwigów, pełniących służbę między lądem a morzem.
Oto potomstwo, co wyrosło z tych ślubów między Polską a Bałtykiem. Świadectwo pracy, świadectwo życia, świadectwo rozumienia wielkich zadań Polski w tem małżeństwie z morzem.
W tę dziesiątą rocznicę objęcia morza i Pomorza porównanie tego, co było, z tem co jest, wstydem nas nie przejmie.

Demokracja

Cytując naszą noblistkę, Olgę Tokarczuk:

Zagłosujmy we właściwy sposób, za demokracją!

I to jest najważniejsze przesłanie na wybory 13 października 2019r. Nieważne, jakie są sondaże – liczą się głosy faktycznie wrzucone do urny wyborczej.  I niezależnie od tego kto rzeczywiście wygra te wybory i czy obecna władza utrzyma się czy dojdzie do zmian – nie pozwólmy oddać tych wyborów walkowerem. Zbyt wiele mamy do stracenia, aby przynajmniej nie spróbować zawalczyć o demokrację, wolność, Konstytucję – to są wartości znacznie więcej warte niż 500zł.

Trzymam kciuki za wysoką frekwencję – ja sama zawsze biorę udział w wyborach. I oddaję ważny głos – w tych wyborach na Koalicję Obywatelską.

 

Ostatni przedwyborczy tydzień

Wybory już za kilka, nie spodziewam się już większego zachwiania preferencji wyborczych. Nie oznacza to wcale, że na ostatniej prostej nie pojawią się jakieś kolejne taśmy czy podobne temu rewelacje, będące mniej lub bardziej brudnym uderzeniem w politycznego przeciwnika. Cóż, taka jest ta nasza polityka.

Tak naprawdę zarówno PiS jak i antyPiS w tej chwili walczą już tylko o mobilizację swoich zwolenników – żeby poszli i oddali swój głos. Jakoś nie wierzę, żeby te ostatnie momenty kampanii mogły przyciągnąć znaczącą ilość niezdecydowanych. Tym bardziej, że są to z reguły ci, którzy na co dzień mało interesują się polityką i nie czują się zmotywowani, aby pójść i poprzeć określone ugrupowanie. Inna sprawa, że pomijając telewizje,  jakoś mało się czuje tę kampanię wyborczą. Przez ostatnie tygodnie w skrzynce pocztowej znalazłam jedną ulotkę wyborczą. Tydzień temu przed moim kościołem stali wolontariusze i rozdawali ulotki 2 kandydatów PiS. Na moim osiedlu nie widać też żadnych porozklejanych plakatów, a nawet w internecie jakoś mało jest spamu zachęcającego do głosowania na jakiegoś kandydata. W sumie to chyba dobrze – mniej śmieci wszelkiego rodzaju, mniej wyrzuconych pieniędzy.

Te wybory są bardzo ważne, zdecydowanie jedne z ważniejszych od 1989 roku. Dla mnie wybór jest prosty – głosuję na Koalicję Obywatelską.  I akurat w moim przypadku nie jest to wyłącznie głos oddany przeciwko PiS.  Nie przejmuję się też zupełnie sondażami wieszczącymi ponowną wygraną obecnej władzy. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do żadnych cudów nad urną….

A dla tych, którzy swój głos oddadzą w Gdańsku lub okolicach – zapraszam na mój gdański blog, gdzie są listy kandydatów wszystkich ugrupowań.

Wybory parlamentarne – listy kandydatów w okręgu 25

 

Tematy na kampanię: inflacja

Rosnące z dnia na dzień ceny w sklepach to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Tym bardziej, że perspektywy są tu niestety rozwojowe – inflacja będzie coraz wyższa. Podobno w sierpniu wyniosła 2,8%, na koniec roku przewiduje się ok.3,5%. Robiąc zakupy i patrząc na ceny podstawowych artykułów – zastanawiam się jednak, co oprócz lokomotyw staniało? Bo żywność z pewnością jest dużo droższa niż rok temu. Poczynając od chleba (droższy o 12%) po mięso (łopatka wieprzowa u mnie kosztuje już powyżej 20zł).

Czy to efekt wszystkich plusów? Z pewnością w znacznej mierze tak.  Na rynku nagle znalazło się dużo więcej pieniędzy niż było, rzuciliśmy się na zakupy, więc ceny rosną. Jeżeli obecna władza ponownie wygra wybory – będzie jeszcze gorzej. Wzrost płacy minimalnej (a w konsekwencji także innych płac) spowoduje wzrost kosztów produkcji i tym samym podniesie ceny.  Dla każdego pracodawcy są to bardzo poważne koszty. Być może wielkie korporacje dadzą sobie radę w taki czy inny sposób, ale mali przedsiębiorcy już mogą mieć problemy.

W tym wszystkim najgorsze dla mnie jest to, ze całkowicie upada etos pracy. U nas po prostu się to nie opłaca, zdecydowanie lepiej być beneficjentem rzucanych przez państwo danin. Niestety, dominuje teraz tendencja, że państwo zabiera coraz więcej i dzieli po swojemu. To kiepskie rozwiązanie. Dla rozwoju gospodarki i społeczeństwa dużo lepszym rozwiązaniem byłoby np. podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie stawki VAT itp. Owszem, w budżecie byłoby mniej do rozdania, ale czy socjal nie powinien trafiać do tych, którzy z różnych powodów naprawdę potrzebują wsparcia, a nie do wszystkich jak leci?

Tematy na kampanię: deforma oświaty

Deforma oświaty to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Szczególnie teraz, na starcie nowego roku szkolnego, gdy widać przepełnione szkoły i naukę na dwie zmiany.  Jest fatalnie i tak będzie przez kolejne 3 lata. Dotyczy to wszystkich uczniów szkół średnich, nie tylko podwójnego rocznika – szkoły nie są z gumy.

Szukałam informacji czy była minister Zalewska pokazała się na rozpoczęciu roku szkolnego w którejś ze szkół, aby nacieszyć się widokiem “doskonale przygotowanej i wprowadzonej reformy” – nie znalazłam. Zamiast tego pojawił się obecny minister, Piontkowski. Niestety, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jego chamska odzywka do dziennikarki nie będzie dla dzieciaków wzorem do naśladowania.
W przypadku ministra Piontkowskiego zapamiętałam także jego wypowiedź sprzed kilku tygodni, gdy uzasadniając reformę mówił o tym, że dzieci na historii trzykrotnie uczyły się tego samego. Moim zdaniem to kuriozum – czy nie prościej, łatwiej i taniej byłoby zmienić podstawę programową na poszczególnych etapach nauczania? No, ale wówczas nie byłoby sentymentalnego powrotu do czasów słusznie minionych. Choć sama kończyłam szkołę w czasach PRL i uważam, że dobrze mnie uczono, to jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jest XXI wiek i obecnie musimy zupełnie inaczej uczyć dzieci niż kiedyś.

Niezależnie od oceny systemu szkolnictwa cieszy mnie jednak to, ze ugrupowania opozycyjne nie mówią w swoim programie o kolejnym odwracaniu wprowadzonych reform. Tak się nie da. Powrót do gimnazjów spowodowałby kolejny, jeszcze gorszy chaos. Być może warto byłoby się zastanowić nad przyszłościowym modelem edukacji, ale na spokojnie i z rozwagą. No i zaplanować go tak, żeby ewentualna reforma była wprowadzana była sukcesywnie, np. wraz z dziećmi rozpoczynającymi naukę w I klasie szkoły podstawowej. 
Póki co – propozycji nie ma. Nie oznacza to jednak, że temat deformy powinien być pomijany w kampanii wyborczej. To doskonały przykład na to, że obecna władza wyznając zasadę “wiemy lepiej”, nie licząc się zupełnie z uwagami fachowców (prawdziwych, nie tych utajnionych) i w środku nocy zatwierdzając pisane na kolanie ustawy, wszystko potrafi zniszczyć. Pamiętajmy o tym.

 

Małgorzata Kidawa-Błońska? Jestem za!

Grzegorz Schetyna dziś ogłosił, że kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera nie będzie on sam, a Małgorzata Kidawa-Błońska.

Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem tak. Cóż, bolesna prawda jest taka, że Grzegorz Schetyna ma bardzo wysoki poziom negatywnego elektoratu. Za to Małgorzata Kidawa-Błońska znana jest zdecydowanie jako osoba kulturalna, zrównoważona i na poziomie. Na pewno będzie wartością dodaną w kampanii wyborczej.
I zupełnie nie obawiam się, że w przypadku wygranej KO, powtórzyłby się casus Beaty Szydło. Jednak PO to zupełnie inna partia niż PiS i nie skupia bezkrytycznie wpatrzonych w szefa wyznawców.

Można dyskutować, czy nie za późno? Chyba jednak nie. Listy kandydatów trafiają do PKW, więc nic nie trzeba odwoływać.  A efekt zaskoczenia może zadziałać. Z pewnością również na rzesze trolli czekających na przekazy dnia.

 

Liczą się jedynki na listach?

Jesteśmy na starcie kampanii wyborczej, powoli zastanawiamy się na kogo oddać swój głos w nadchodzących wyborach. Silna polaryzacja i podziały powodują, że głównie liczą się szyldy partyjne, a zdecydowanie mniej to, kogo konkretnie obdarzamy swoim zaufaniem.  I to z pewnością nie jest dobre. Może warto czasem przyjrzeć się nie tylko “wyborczym lokomotywom” i wybrać kogoś z dalszych miejsc?  Tym bardziej, że różnie to z tymi jedynkami bywa.
Ja przyjrzałam się sejmowej działalności posłów z okręgu 25:

Posłowie ziemi gdańskiej

Nawet patrząc na suche statystyki – wyniki w kilku przypadkach są całkiem ciekawe. Najwięcej głosów w wyborach parlamentarnych 2015 zdobył kandydujący z pierwszego miejsca listy PiS Jarosław Sellin.  Niestety, wygląda na to, że jako poseł mało się sprawdził.  Owszem, w obecnej kadencji może poszczycić się wysokim poziomem udziału w głosowaniach, ale to wszystko. Jako przedstawiciel suwerena jakoś w ogóle się nie zapisał. Dodając do tego, że w sprawie ECS czy Westerplatte występował jako przedstawiciel rządu, a nie lokalnej społeczności – moim zdaniem zupełnie się nie sprawdził.  Może posada wiceministra w MKiDN zajmuje mu za dużo czasu? W tych wyborach ponownie ma otwierać listę PiS do sejmu. Ciekawe, czy znowu znajdzie uznanie u wyborców PiS?

Dla równowagi proponuję jednak pochwalić inną gdańską jedynkę: Adama Korola startującego z listy PO.  Muszę przyznać, że ocena jego działalności była dla mnie dużą niespodzianką. Mimo, że zupełnie nieobecny w mediach, widać, że na co dzień i po cichu robi swoje i jest jednym z pracowitszych posłów. Brawo!

Podejrzewam, że w wielu innych okręgach jest całkiem podobnie. Warto się więc przyjrzeć jak swój mandat wypełniają nasi obecni przedstawiciele. Tym bardziej, że w wielu wypadkach będą starać się o reelekcję. A może wcale na to nie zasługują? I nawet na tej samej liście partyjnej można znaleźć przedstawiciela zdecydowanie sumienniej podchodzącego do obowiązków posła z danego okręgu?
Można to wszystko sprawdzić na stronach sejmowych:
Aktualni posłowie

 

Tematy na kampanię: służba zdrowia

Szeroko rozumiana służba zdrowia to z pewnością powinien być jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej.  W mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, światopoglądu czy orientacji seksualnej. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy nawet będąc zdrowym i w dobrej formie dziś, jutro czy pojutrze nie będziemy potrzebować pomocy lekarza. Dla siebie lub kogoś bliskiego.

A w służbie zdrowia jest coraz gorzej.  Ja sama akurat miałam szczęście – rok temu z okładem wylądowałam na SOR w szpitalu, ale pomijając bardzo niesympatycznego i pełnego pretensji pierwszego lekarza oceniającego mój stan, później poszło szybko i sprawnie i po godzinie znalazłam się na oddziale. Może dlatego, że były to godziny przedpołudniowe i dzień roboczy? Moje znajome, które ostatnio były zmuszone szukać lekarza w dni wolne czy w nocy – mają wielogodzinne i raczej koszmarne doświadczenia.
Czy ktoś pamięta jeszcze o strajku lekarzy rezydentów? I słynnym już “niech jadą!”? Wydaje się, że to już zamierzchła przeszłość. A wbrew propagandzie sukcesu – problemy tylko się pogłębiają.  Lekarzy też jest coraz mniej. Tu naprawdę są potrzebne rozwiązania systemowe. Czekanie miesiącami do specjalisty sprawia, że o skutecznym leczeniu nie ma mowy. Owszem, można pójść do lekarza prywatnie, ale problem pojawia się, gdy trzeba zrobić badania – też trzeba zrobić je odpłatnie, a w wielu przypadkach ceny mogą być oszałamiające. Teoretycznie jest infolinia, gdzie można się dowiedzieć o terminach dostania się do specjalisty, ale w praktyce wygląda to tak:
Szukając lekarza w Gdańsku
Swoją drogą – czy Ministerstwo Zdrowia choćby rozważa zwiększenie liczby uczelni medycznych? Tak, aby kształcić nowych lekarzy? Mam obawy, że nie. W dodatku zapamiętałam z mojego ubiegłorocznego pobytu w szpitalu (szpital akademicki), że jako “ciekawy przypadek” byłam oglądana i badana przez liczne grupy studentów medycyny (wyraziłam na to zgodę i starałam się współpracować, w końcu muszą się uczyć).  Problem w tym, że przeważająca większość tych studentów były to grupy anglojęzyczne i to nie tylko z Europy. Fajnie, uczelnia pewnie zarabia na ich studiach, ale w przyszłości szanse na spotkanie takiego lekarza w przychodni są pewnie nikłe. Kto nas będzie leczyć? Przecież już teraz co chwilę słychać o zamykaniu oddziałów szpitali w różnych miastach, nastąpił praktycznie całkowity upadek psychiatrii.

Ostatnie tygodnie przynoszą także bardzo niepokojące wieści o brakach leków w aptekach. Podobno ministerstwo monitoruje problem, ale nie wiadomo – od kiedy? Od czasu, gdy media zaczęły donosić o narastających problemach w zaopatrzeniu? To chyba trochę późno, nie dało się tego zrobić wcześniej? I zareagować z wyprzedzeniem? Nie mam tu na myśli infolinii – to banał, ale konkretne działania zapewniające ciągłość leczenia.
Do tego wszystkiego dochodzą dramatyczne doniesienia o znaczących zmianach na liście leków refundowanych. Chorym (w tym onkologicznie) jest coraz trudniej się leczyć.

Trwa kampania wyborcza.  Temat ochrony zdrowia jest z pewnością łatwym celem do punktowania władzy, która zdecydowanie sobie z tym nie radzi. Nie widać też żadnych pomysłów mogących uzdrowić sytuację, a każdy kolejny minister to kompletna porażka.  Nie bez powodu w sieci coraz częściej mówi się o programie Trumna+. Podobała mi się ostatnio akcja polityków PO publikujących listy brakujących leków w aptekach w różnych miejscowościach w Polsce.  Celnie, konkretnie i rzeczowo, całkowicie podważając oficjalną propagandę. To dobra droga do wyborczego zwycięstwa.

Co ważne w kampanii wyborczej?

Kampania wyborcza trwa w najlepsze. Formalnie rzecz biorąc jest to prekampania, gdyż termin wyborów nie został jeszcze formalnie ogłoszony, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to 13-go  (ewentualnie 20-go) października. Czasu mało, sezon urlopowy w pełni, trzeba więc pomyśleć o tym jak mądrze i skutecznie dotrzeć do wyborców.
Niestety, jak pokazuje życie – najprościej rozhuśtać emocje i nastraszyć ludzi. Pokazujemy wroga, rozpalamy emocje i ogłaszamy się jedynym obrońcą “tradycyjnych wartości” i już. Działa i to jak. Co z tego, że w drodze do sklepu nie spotkamy uchodźcy, za to wysokie ceny podstawowych artykułów już tak – strach przed osławionymi pierwotniakami sprawia, że nie myślimy racjonalnie. Biegamy od apteki do apteki w poszukiwaniu leków? Co z tego, skoro bardziej zagraża nam gej na ulicy? A jak się zarazimy i zseksualizujemy? Co wtedy? Lepiej nie ryzykować i skoro znamy wroga – trzeba z nim walczyć, oczywiście nienawidząc go z wszystkich sił.

Nienawiść jest bardzo silnym i niszczącym uczuciem.
I najgorszym, co można zrobić – to odpowiadać na nią tym samym. Na pewno nie może to być głównym tematem kampanii wyborczej, nie pozwólmy narzucać sobie takiej narracji. LGBT? Na pewno ważny temat i nie chodzi o unikanie go, ale październikowe wybory to nie referendum “Czy popierasz związki partnerskie dla par homoseksualnych?”. Do szerokiego grona wyborców trafią za to konkretne i racjonalne argumenty związane z tym, że inflacja coraz wyższa, coraz trudniej dostać się do lekarza, brakuje leków, a od września czeka nas horror w szkołach itp.itd. I to są problemy dotykające nas wszystkich, niezależnie od światopoglądu czy orientacji seksualnej, zarówno beneficjentów 500+ jak i tych, którzy pracując sponsorują te wszystkie transfery socjalne. To nie igrzyska nam trzeba, a chleba (za który coraz więcej płacimy).