Zarządzanie pandemią

Od dziś większość z nas jest w żółtej strefie, niektórzy w czerwonej. Patrząc na statystyki zakażeń – jest się czego bać, a wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej. I nie miejmy złudzeń, musimy zadbać o siebie sami.
Zasada DDM (Dezynfekcja, Dystans, Maseczka) ma sens i przynajmniej może zminimalizować możliwość zakażenia. Warto stosować, tym bardziej, że służba zdrowia jest na skraju zapaści, a w sferze informacyjnej panuje jeden wielki chaos. Niestety, coraz częściej mam wrażenie, że nikt nad tym nie panuje.

Wbrew temu, co jeszcze niedawno twierdził premier Morawiecki, ani promienie ultrafioletowe nie zdławiły wirusa, ani nie jest on w odwrocie. Coraz mniej wierzymy władzy i podawanym oficjalnym statystykom. Niestety, ten wirus jest zjadliwy, szybko i łatwo się przenosi. Przypadków śmierci jest sporo (też wzrasta), a choroby współistniejące niczego nie usprawiedliwiają. Gdyby nie Covid19 – nie doszłoby do zaostrzeżenia przebiegu choroby i pogorszenia stanu zdrowia.

W tym kontekście zupełnie nie rozumiem wszystkich ruchów antymaseczkowych. Kaganiec? Owszem, noszenie maseczek wszędzie w przestrzeni publicznej jest mało przyjemne. Jeżeli jednak może uchronić to mnie i ludzi mijanych na drodze – czy zdrowie i życie nie jest tego warte? Wystarczy mi do tego zdrowy rozsądek i głos fachowców (epidemiologów i wirusologów). Owszem, władza powinna zadbać o umocowanie prawne wszystkich wprowadzanych obostrzeń, konferencje prasowe nie są żadnym źródłem prawa. W cywilizowanym kraju nie da się np. wręczyć mandatu z uzasadnieniem “bo minister powiedział“. I pojawia się problem – w czwartek ogłoszono, że są maseczki obowiązkowe wszędzie, jeżeli ktoś z przyczyn zdrowotnych nie może – musi mieć zaświadczenie. Rozporządzenie jednak opublikowano dopiero dziś w nocy. Jak zdobyć takie zaświadczenie od ręki, skoro i tak w najlepszym przypadku trafimy na teleporadę? I to nie wiadomo kiedy? Podobno dziś mamy się dowiedzieć co ze szkołami od poniedziałku. Rodzice, szczególnie młodszych dzieci z pewnością są spokojni i z ufnością czekają, że rząd zadba o wszystko….

Na dzisiejszy dzień w całym kraju planowe są  marsze  Żądamy zakończenia plandemii, za 2 tygodnie – wielki protest w Warszawie. Cóż, trudno to komentować. Też nie lubię być zmuszana do niczego, ale czasem warto samemu sobie nałożyć ograniczenia. Też znam kilka osób, które już od wiosny straszą mnie grzybicą płuc, oddychaniem dwutlenkiem węgla itp.itd. Przestałam już dyskutować, żadne argumenty nie trafiają i to nawet do wydawałoby się inteligentnych ludzi. Szkoda, że władza nie potrafi prowadzić żadnej porządnej akcji edukacyjnej i uświadamiającej. Owszem, każdy ma prawo do głoszenia własnych poglądów, ale tym bardziej jest potrzebny głos przeciwstawny, tłumaczący i wyjaśniający.

Niestety, arogancję rządzących w stosunku do wydawanych zarządzeń widać na każdy kroku. Rzecznik MZ zaczął zakładać maseczkę na konferencje prasowe dopiero, gdy dzienna liczba zakażeń wzrosła powyżej 3000 osób, minister Dworczyk skrócił sobie kwarantannę, Czarnek odwiedził babcię w szpitalu – lista przykładów jest długa. Jak widać także w czasach zarazy są równi i równiejsi. Cóż, rząd się sam wyleczy…

Dbajmy o siebie, bo jak nie my, to nikt tego nie zrobi….

Opozycja i jej wyborcy

Za nami kolejne brzemienne w skutki głosowanie sejmowe. Tym razem ustawa o ochronie zwierząt zwana też “piątką Kaczyńskiego”.  Jak zwykle szybciutko przeleciała przez sejm, w środku nocy została przegłosowana i skierowana do dalszego procedowania w senacie.
Wyniki głosowania są tu:
Głosowanie nr 130 na 17.posiedzeniu sejmu
Rano okazało się, że koalicja rządowa wisi na włosku, politycy ZP rozpoczęli wewnętrzne rozliczenia i wszystkie media skoncentrowały się tylko na tym. Opozycja i jej politycy zeszli na drugi i trzeci plan medialny.

Aktywni pozostali za to zwolennicy opozycji w mediach społecznościowych. I jak zwykle w większości krytykując KO. Tym razem – za głosowanie tak samo jak PiS. Podstawowe zarzuty dotyczą fatalnej, pospiesznej legislacji. Właściwie można to zrozumieć – PiS z przystawkami od 5 lat fatalnie proceduje ustawy, pełne błędów, bez debat i konsultacji, byle szybko i tak jak chcą. Tym razem nie było inaczej. Czy jednak opozycja powinna od razu odrzucić ten projekt? Tu mam już wątpliwości. Co z tego, że trafiłby od razu do kosza razem z ustawą “bezkarność plus”? Czy nie lepiej spróbować go zmienić, wprowadzając chociażby wydłużenie czasu wejścia w życie? Tak, aby np. dać czas na przebranżowanie branży futrzarskiej? W senacie jest to możliwe. Moim zdaniem warto spróbować.
Co ciekawe – wyborcy Lewicy nie są tak krytyczni wobec swoich posłów. Nie trafiłam na krytykę. A już zupełna cisza ze strony wyborców PSL. Ta partia akurat zagłosowała przeciw ustawie, co przynajmniej teoretycznie powinno spotkać się z uznaniem wyborców wiejskich. Dziwne, że PSL tego nie wykorzystuje. Przecież aż się prosi, żeby ustawić się w roli obrońcy “zdradzonych” przez PiS rolników.
W sumie to najwierniejszych wyborców ma chyba Konfederacja. Stoją murem za swoją partią.

Dlaczego my tak nie potrafimy? Skąd ten nieustanny krytycyzm? Platformie można sporo zarzucać, ale nie zawsze i nie z automatu. Nie ulegajmy narracji PiS. Polki i Polacy – przez ostatnie 5 lat rządzi PiS, nie Platforma….

 

 

Przesilenie rządowe?

Dziś rano na TT przeczytałam, że rząd PO upadł przez ośmiorniczki, a rząd ZP upada przez norki. Może coś w tym jest, choć póki co to jeszcze tylko spekulacje. Owszem, politycy PiS mówią sporo, ale to tylko słowa, zawsze może okazać się, że zostały wyrwane z kontekstu. Na poziomie faktów nie ma żadnych wniosków o dymisję, nawet Ardanowskiego, który już kilka dni temu sprzeciwił się ustawie o ochronie zwierząt.
Wprawdzie właśnie ogłoszono, że kilkunastu posłów PiS zostało zawieszonych w prawach członka partii, ale koalicja formalnie trwa. Jak długo? Zobaczymy. Póki co, posłowie SP zwarci i gotowi stoją za Ziobrą i atakują PiS. A PiS nie pozostaje dłużny.

Co będzie dalej? Warto zrobić zapas popcornu? Czy to wszystko co widzimy to tylko teatrzyk czy rzeczywista próba sił? Jeszcze rano skłaniałam się do tej pierwszej możliwości, ale w miarę rozwoju wydarzeń dochodzę do wniosku, że Kaczyński jednak chce pokazać koalicjantom miejsce w szeregu. Widać, że Ziobro zachłysnął się władzą i coraz bardziej prowadzi własną politykę. Również na gruncie europejskim. To musi irytować i to nie tylko Morawieckiego, ale też Kaczyńskiego. Czyżby nie był już tak nieomylny i wszechwładny jak wcześniej? I jest gotowy pójść na całość? Mam wątpliwości.
Zgodnie z kalendarzem wyborczym do urn pójdziemy dopiero za 3 lata. Teoretycznie to dobry moment na wprowadzenie trudnych ustaw. Wolę sobie nawet nie wyobrażać, co może być w ewentualnych planach, skoro Kaczyński w ten sposób testuje koalicjantów, grożąc nawet przyspieszonymi wyborami. Tym bardziej, że w odróżnieniu od SP i Porozumienia, PiS na pewno wejdzie do sejmu i to z bardzo dobrym wynikiem. Czy utraci władzę? Nie wiadomo, ale nawet jeżeli – to pamiętajmy o tym, że finanse państwa są w ruinie, jesteśmy na skraju Polexitu, tracimy fundusze europejskie. Każdy, kto teraz objąłby rządy będzie miał przechlapane.

Sytuacja na pewno jest rozwojowa. Przez najbliższe dni będziemy świadkami spektakularnych walk frakcyjnych. Będzie się działo. Choć nie miejmy złudzeń – to, co najciekawsze będzie się toczyć w zaciszu gabinetów. To w bardzo ograniczonym gronie czołowych polityków będą rozgrywane różnego rodzaju haki i uaktywniane “gwoździe do trumny”. Ziobro nie jest tu z pewnością bezbronny, ale warto pamiętać, że Kaczyński ma Kamińskiego.
A swoją drogą – zakładając, że Ziobro wyleciałby z rządu i musiałby oddać MS – aż trudno sobie wyobrazić, jaki czystki nastąpiłyby w tym resorcie. Jeden wielki chaos i w sądownictwie i w prokuraturze.
A na TT Stonoga donosi, że z MS wywożone są dokumenty, a cała awantura spowodowana jest wszczęciem ukrytego przed Kaczyńskim śledztwa przeciwko Szumowskim i Morawieckim….

 

Nieopłacalna przyzwoitość

Warto być przyzwoitym.

Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.

Władysław Bartoszewski

Nigdy nie ma dobrego czasu na podjęcie niektórych trudnych decyzji, to oczywiste. Jednak czasami może być to najgorszy z możliwych terminów, aż trudno się w to wstrzelić. Naszym posłom się to udało – dzień 14 sierpnia 2020r. zapisze się w pamięci na długo.
Od pól roku przeżywamy pandemię, borykając się na co dzień z mniej lub bardziej trafionymi decyzjami rządu.  W realnym świecie wokół mnie ludzie tracą pracę, mają obniżane pensje. Jedna z dużych firm korporacyjnych, z którą współpracuję – wszystkim pracownikom zmieniła wymiar etatu na 0.8, zwija część oddziałów. Kilku klientów jest na granicy upadku. Gospodarka ma się kiepsko, a najgorsze jeszcze może być między nami. Dodatkowo, wczoraj rano GUS podał fatalne dane o stanie PKB, a po południu Sejm głosował ustawę o zmianie niektórych ustaw w zakresie wynagradzania osób sprawujących funkcje publiczne oraz o zmianie ustawy o partiach politycznych

Tak, to ta ustawa, która znacząco podnosi pensje rządowe, posłów, senatorów, samorządowców, prezydenta i prezydentowej, a także podnosi roczne dotacje budżetowe dla partii politycznych. Cóż, każda władza dba o siebie i mało mnie to dziwi. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć, dlaczego ustawa została poparta przez opozycję? Po co?
W głosowaniu wzięło udział 434 posłów – przy takim kworum do uchwalenia ustawy wystarczyłoby 218 głosów, czyli PiS w ogóle nie potrzebował głosów opozycji.

A tu wyniki głosowań imiennych – warto się przyjrzeć kto jak głosował:
Głosowanie imienne
Owszem, z punktu widzenia PiS takie rozwiązanie jest korzystniejsze, gdyż wytrąca w ten sposób argumenty o pazernej władzy, ale dlaczego opozycja na to poszła? Podobno jakiś anonimowy poseł KO skarży się, że wydatki posłów są bardzo duże i pensje nie wystarczają m.in. na zakup nowych ubrań na wizyty w okręgu, a poza tym polityka jest kosztowna:
OKO Press: Wszystkim zależało na tych podwyżkach
No przepraszam, ale to naprawdę żałosne…

Internety też plotkują, że KO została zaszantażowana przez pewnego prominentnego polityka partii władzy.  Podobno brak deklaracji, że zagłosują za miało skutkować tym, że projekt się w ogóle nie pojawi (czyli podwyżek nie będzie), a poza tym prokuratura może zintensyfikować swoje działania w stosunku do niektórych polityków PO. Jeżeli to prawda – to oznacza, że na opozycję parlamentarną nie można  już liczyć. Skoro poszło tak łatwo, to następnym razem też się uda. I podobny szantaż będzie można wykorzystać np. przy zmianie konstytucji…

A ostatnim gwoździem do trumny było dla mnie wystąpienie RPO Adama Bodnara w sejmie. Piątkowy wieczór, ważny mecz w telewizji, już po głosowaniach – na sali było 25 posłów. Po uchwaleniu podwyżek już nie warto się starać? Media pokrzyczą i po kilku dniach zapomną? A wybory dopiero za 3 lata?

 

 

Powyborcze rozliczenia

Od wyborów prezydenckich minął tydzień. To chyba dobry moment na podsumowanie ostatnich tygodni. I może w końcu na wyrzucenie z siebie tego, co mnie gryzło w trakcie kampanii wyborczej, a co dusiłam w sobie w imię wyższych celów.
Patrząc z perspektywy czasu nadal popieram swoją decyzję bojkotu kopertowych wyborów Sasina. Gdyby do nich doszło – nie wzięłabym w nich udziału. A to oznacza, że mój głos nie trafiłby wówczas do żadnego z kandydatów “wygrywających w drugiej turze” z Dudą. Wprawdzie to już dywagacje z alternatywnej rzeczywistości, ale podejrzewam, że w tamtych wyborach PAD wygrałby już w I turze, drugiej wcale by nie było.

Wszystko zmieniło się po zgłoszeniu Rafała Trzaskowskiego. Oczywiście, znaczący wpływ miał tu także fakt, że organizacja wyborów (i tak wątpliwych konstytucyjnie) wróciła jednak formalnie do PKW. Zdecydowanie powiało nową siłą i dało energię, tym bardziej, że sam RT wniósł ogromny powiew świeżości i nadziei. No i się zaczęło…
To, że stał się celem brutalnych ataków PiS i telewizji rządowej nie dziwi wcale. Przykre jednak, że atakowali go także pozostali kandydaci strony prodemokratycznej. Najwięcej chyba Szymon Hołownia, ale Kosiniak-Kamysz też był tu aktywny. No i Biedroń, choć jego kampania akurat była w ogóle bardzo niemrawa i słabo się przebijała. Czy to na pewno był dobry sposób na zdobycie głosów poparcia? Czy prawdziwy wróg nie był gdzie indziej? Żałosne to, ale cóż. Tym bardziej jednak cenię Rafała Trzaskowskiego, że przez całą kampanię nie zniżył się do atakowania kandydatów z tej samej strony barykady.
Dla mnie samej sprawa była oczywista – w pierwszej turze głosuję na tego kandydata, który jest mi najbliższy, w drugiej turze – na tego, który stanie naprzeciw Dudy. Sporo zwolenników RT miało podobne podejście – widziałam sporo podobnych postów na TT. Tylko i aż tyle.
Niestety, po ogłoszeniu wyników I tury wcale nie było lepiej. Fochy, obrażanie się, dyktowanie warunków – ręce opadają. Niestety, ale w końcowym rozrachunku okazało się, że nie udało się i mamy reelekcję. Cóż, do alternatywnej rzeczywistości się nie przeniosę, trzeba żyć z tym, co mamy. Choć wielka szkoda…

Nie wiem, czy powyborcza trauma u niektórych ciągle trwa czy coś innego jest przyczyną, ale mam wrażenie, że ataki strony prodemokratycznej na Rafała Trzaskowskiego nadal trwają. Na Twitterze jest mnóstwo postów, w których pełni pretensji zwolennicy SH wyrzucają, że PO nie powinna wystawiać kandydata w wyborach, bo sondaże wskazywały, że to Hołownia wygra w drugiej turze…. Niestety, ale w ten sposób patrząc – to SH nie powinien też w ogóle startować, gdyż Kosiniak-Kamysz zgłosił się już w grudniu ub.r. , a sondaże w II turze też wskazywały jego wygraną. Naprawdę tak trudno zrozumieć, że to nie sondaże decydują, a konkretne karty wrzucone do urn wyborczych? Głosowałam na RT i w I i II turze – była to moja samodzielna decyzja, nikt mnie nie szantażował ani nie zmuszał. RT w pierwszej turze zdobyło 30,46% głosów, SH – 13,87%. To chyba też o czymś świadczy, prawda? W każdym razie ja nie mam zamiaru przepraszać za to jak głosowałam czy też za to, że SH nie wszedł do II tury.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że przeszło 10 milionów głosów oddane na RT w II turze nie są odzwierciedleniem rzeczywistego poparcia ani tego kandydata ani tym bardziej PO, ale jednak świadczą o tym, że zapotrzebowanie wyborców na prodemokratyczną ofertę jest duże.  Kiedyś to może zaprocentować, lepiej więc nie tracić sił i energii na wzajemne żale i pretensje.
A swoją drogą – odezwała się też  Lewica. I to z “dobrymi” radami dla Platformy. Biorąc pod uwagę oszałamiający wynik wyborczy Biedronia (gorszy nawet niż wynik Magdy Ogórek 5 lat temu) – to już tylko wzdycham.
Ogarnijmy się, bo tracimy cały dorobek ostatnich 30 lat….

 

Jestem załamana…

Tak, wiem, że liczą się wyniki nie sondaże. Pamiętam jednak także kto liczy głosy…
Kiedyś byłam optymistycznie nastawiona do życia, widziałam choć połowę wody w szklance. Teraz przyszłość jawi mi się w bardzo bardzo ciemnych barwach.

Szkoda Polski….

Trza zdecydować!

Ostatnie godziny przed ciszą wyborczą. I nie miejmy złudzeń – to cisza przed burzą. Poparcie dla obydwu kandydatów na prezydenta jest wyrównane, nie można być pewnym wyniku. Każdy głos jest ważny i może rozstrzygnąć o końcowym wyniku. Pamiętajmy, że nie sondaże rozstrzygają, liczy się to, co znajdzie się w urnach wyborczych.

Te wybory mają wymiar znacznie poważniejszy niż normalne wybory prezydenckie, mają wymiar historyczny, a skutki odczuwalne będą przez pokolenia. Wschód czy Zachód? Jedynie słuszna władza czy demokracja?
Tym bardziej trudno zrozumieć, że zgodnie z sondażami na wybory wybiera się ok.63% uprawnionych do głosowania. To już nie jest kwestia takich czy innych poglądów politycznych. Nie idę, bo …? Jak można nie chcieć mieć wpływu na swoje własne życie? Naprawdę jest im wszystko jedno w jakim kraju będą żyć? Inni wiedzą lepiej jak mam żyć, więc niech wybiorą za mnie? Niepojęte.

Niedziela 12 lipca 2020 – idziemy na wybory. Tylko tyle i aż tyle.
Zachowujemy wszystkie środki ostrożności (wirus nie śpi) i głosujemy zgodnie z własnym sumieniem.
Ja oczywiście swój głos oddam na Rafała Trzaskowskiego.

Kampania trwa

Jesteśmy po pierwszej turze wyborów prezydenckich, przed nami rozstrzygające 1,5 tygodnia wyścigu. Jak to się skończy?
Pierwszą turę zdecydowanie wybrał urzędujący prezydent Andrzej Duda. Głosy kandydatów prodemokratycznych pokazują jednak, że nic nie jest rozstrzygnięte, Rafał Trzaskowski nadal ma duże szanse na sukces. Wszystko zależy od nas samych, przede wszystkim od tego, czy mimo urlopów, wyjazdów wakacyjnych i letniego lenistwa będzie nam się po prostu chciało pójść i zagłosować. Czy to jaka będzie Polska przez najbliższe lata nie powinno być najważniejsze? Nawet nie używając żadnych górnolotnych słów widać, jak ważne są to wybory. Czy naprawdę stać nas na dalsze demolowanie państwa prawa? Demokracji? Naszej obecności w UE?

Od początku tego tygodnia widać, że PAD zaostrzył zdecydowanie swoją retorykę. Nie szuka poparcia w nowych środowiskach, raczej utwardza i mobilizuje swój żelazny elektorat. W dodatku popełnia same błędy. Ucieczką przed prawdziwą debatą pokazuje, że jest po prostu tchórzem. Owszem, łatwiej jest spotykać  się z własnymi zwolennikami (jak trzeba to także zwożonymi z innych miejscowości), wrzeszczeć (nie przemawiać, a właśnie wrzeszczeć) na wiecach, oczekując (i niestety otrzymując) aplauzu po atakowaniu kolejnych środowisk, ale co w ten sposób osiągnąć? Elektorat PiS jest twardy i zdyscyplinowany, na wybory i tak pójdzie na niego zagłosuje. A co z resztą? Chcąc nadal być prezydentem tylko i wyłącznie PiS – może się okazać, że nie będzie nim wcale. Tym bardziej, że kontrkandydat Rafał Trzaskowski prowadzi zdecydowanie inną politykę. Otwiera się na wszystkich, nie ucieka nawet przez ustawkami w TVPiS. To w ten sposób zdobywa się zaufanie nowych wyborców.
No i warto pamiętać, że to nie kandydat robi łaskę stawiając się na debacie. To właśnie w jego interesie jest możliwość zaprezentowania się wyborcom i pozyskania głosów. W sumie szkoda, że TVN, Onet i WP zrezygnowały z tej debaty. Trzeba było jednak ją przeprowadzić, nawet jeżeli miałby się tam pojawić tylko Rafał Trzaskowski.

Ja osobiście głosowałam na RT w pierwszej turze, w drugiej turze oczywiście też oddam na niego swój głos. Znam 2 osoby głosujące na SH, które teraz też poprą RT. To oczywista oczywistość i nawet nie trzeba nawoływania liderów ruchu/partii itp., aby podjąć taką decyzję. Owszem, takie opowiedzenie się znanych polityków może stanowić jakieś wskazanie, ale świadomi wyborcy to nie klocki, które można komuś przekazać/sprzedać/oddać. Każdy ma jeden głos i odda go na tego kandydata, którego wizja prezydentury jest jego zdaniem lepsza dla Polski. Nawet jeżeli trzeba poprzeć tego, który wcale nie jest kandydatem marzeń, ale przynajmniej więcej nas łączy niż z tym drugim.
Jednym słowem – idziemy na wybory. I nie dajmy się nabierać na zapewnienia premiera Morawieckiego, że wirusa już prawie nie ma i nie trzeba się go bać. Statystyki wskazują na coś innego. Obowiązuje pełny reżim sanitarny – dbajmy o swoje zdrowie.

 

Idziemy na wybory!

Niedziela 28 czerwca 2020r. to wybory prezydenckie. Patrząc na ostatnie 5 lat dewastowania państwa prawa są to znowu “wybory o wszystko”.  Nie można odpuścić, trzeba zagłosować. Niezależnie od sympatii politycznych, popierania tego czy innego kandydata, zostawanie w domu jest najgorszym możliwym wyjściem. Nie chcę epatować wielkimi słowami, ale skutki tych wyborów odczuwać będziemy przez wiele następnych lat. I każdy głos ma znaczenie.

Kandydatów jest 11, każdy może znaleźć kogoś, kto swoimi poglądami i wizją jest mu najbliższy. I nie epatujmy się dywagacjami kto, komu i pod jakimi warunkami przekaże poparcie swojego elektoratu  w drugiej turze. Przede wszystkim – przyjdzie na to czas po niedzieli. Poza tym mam wątpliwości, czy na pewno przyniesie to efekt? Obserwując wiele dyskusji na Twitterze uważam, że jest to jest to niepotrzebne bicie piany. Niestety, postawa typu jak nie X, to w drugiej turze nie idę na wybory, ale warto sobie przypomnieć jaka jest stawka tych wyborów. Poświęcić demokrację, bo mój kandydat nie zdobył wystarczającego poparcia? Pięć lat temu był Legierski, który chcąc ukarać PO zadeklarował publicznie oddanie głosu na Dudę.  Czy społeczność LGBT na pewno jest zadowolona?
Inna sprawa, że bardzo nie podoba mi się atakowanie kandydatów z tej samej strony barykady. Rozumiem ambicje osobiste i chęć poprawienia swoich notowań, ale gdzie jest wróg? Czy naprawdę nie ma za co krytykować obecnie urzędującego prezydenta i chcąc zaistnieć trzeba uderzać w innych?

Dla mnie sprawa jest oczywista. W drugiej turze głosuję na tego z kandydatów prodemokratycznych, który przejdzie do drugiej tury. Nawet jeżeli musiałabym zacisnąć zęby – oddam głos na nieDudę. I tyle.
A pierwsza tura – oczywiście Rafał Trzaskowski.

My i Oni

W trakcie kampanii wyborczej jedną z najczęściej używanych konstrukcji językowych jest My (…), a oni (…).  Stosują to wszyscy, chcąc podkreślić własne walory w stosunku do konkurentów. Niektórzy kandydaci dodatkowo krytykują POPiS, jako symbol systemu, z którym chcą walczyć.
A jak to jest z nami? Podziały w społeczeństwie są dostrzegalne na co dzień, to nie dotyczy tylko aktywistów partyjnych. Może nie tak ostre jak widać to czasem na przedwyborczych wiecach kandydatów, ale nie da się ich nie zauważyć. I w zasadzie w znacznej mierze jest właśnie taki dwubiegunowy: my to PO, oni to PiS (lub na odwrót). Jednocześnie jednak jest chyba jakieś zapotrzebowanie na “odbetonowanie” sceny politycznej, skoro co kilka lat pojawia się coś nowego i zyskuje znaczne, choć najczęściej chwilowe poparcie społeczne. Było tak z Ruchem Palikota, Nowoczesną Petru, Wiosną Biedronia czy obecnie ruchem społecznym stojącym za Szymonem Hołownią. Można się tylko zastanawiać, czy fiasko tych projektów to wina ich liderów czy jednak może na dłuższą metę lepiej czujemy się w takim dwubiegunowym podziale?

Moje poglądy są raczej stabilne, od zawsze stoję po stronie szeroko rozumianej PO (mój oddany 5 lat temu głos na Nowoczesną też za to uważam). Ostatnio jednak coraz częściej łapię się na tym, że w moich oczach podział sceny politycznej znacznie się zmodyfikował. MY – to my, a ONI to władza. I to władza totalna, próbująca wszystko centralizować, wiedząca wszystko lepiej, próbująca uporządkować nam życie zgodnie z własną wizją i opresyjna wobec wszelkich objawów niezależności.  Pamiętam to z czasów PRL-u i miałam nadzieję, że to już tylko głęboka przeszłość, zapisana na kartach historii. Niestety, PiS reaktywuje tamte czasy, a to oznacza, że ta władza nie jest już “nasza”…

Za tydzień wybory prezydenckie. Mam nadzieję, że będą uczciwe, choć niestety, obawy o sfałszowanie wyniku nie są niestety bezpodstawne. Mamy szansę zatrzymać to szaleństwo głosując na wybranego kandydata strony prodemokratycznej i zatrzymać w ten sposób bezmyślne podpisywanie wszystkiego zgodnie z dyspozycjami Nowogrodzkiej. Ten, który przejdzie do II tury – powinien otrzymać poparcie wszystkich innych. Nawet jeżeli dla wielu będzie to kandydat czwartego czy piątego wyboru. Osobiście mam nadzieję, że będzie to Rafał Trzaskowski, ale przez ostatnie dni dojrzałam do tego, że całkiem poważnie rozważałabym oddanie głosu nawet na Krzysztofa Bosaka (gdyby wszedł do drugiej tury z Andrzejem Dudą). Na pewno nie jest to czas na fochy i deklaracje typu: jak do drugiej tury nie przejdzie ….. (tu wpisać nazwisko kandydata), to w drugiej turze w ogóle nie zagłosuję.

Dziś rano na Twitterze przeczytałam hasło: Albo Trzask albo Wrzask.
Podoba mi się, więc je przytaczam.