Tematy na kampanię: inflacja

Rosnące z dnia na dzień ceny w sklepach to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Tym bardziej, że perspektywy są tu niestety rozwojowe – inflacja będzie coraz wyższa. Podobno w sierpniu wyniosła 2,8%, na koniec roku przewiduje się ok.3,5%. Robiąc zakupy i patrząc na ceny podstawowych artykułów – zastanawiam się jednak, co oprócz lokomotyw staniało? Bo żywność z pewnością jest dużo droższa niż rok temu. Poczynając od chleba (droższy o 12%) po mięso (łopatka wieprzowa u mnie kosztuje już powyżej 20zł).

Czy to efekt wszystkich plusów? Z pewnością w znacznej mierze tak.  Na rynku nagle znalazło się dużo więcej pieniędzy niż było, rzuciliśmy się na zakupy, więc ceny rosną. Jeżeli obecna władza ponownie wygra wybory – będzie jeszcze gorzej. Wzrost płacy minimalnej (a w konsekwencji także innych płac) spowoduje wzrost kosztów produkcji i tym samym podniesie ceny.  Dla każdego pracodawcy są to bardzo poważne koszty. Być może wielkie korporacje dadzą sobie radę w taki czy inny sposób, ale mali przedsiębiorcy już mogą mieć problemy.

W tym wszystkim najgorsze dla mnie jest to, ze całkowicie upada etos pracy. U nas po prostu się to nie opłaca, zdecydowanie lepiej być beneficjentem rzucanych przez państwo danin. Niestety, dominuje teraz tendencja, że państwo zabiera coraz więcej i dzieli po swojemu. To kiepskie rozwiązanie. Dla rozwoju gospodarki i społeczeństwa dużo lepszym rozwiązaniem byłoby np. podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie stawki VAT itp. Owszem, w budżecie byłoby mniej do rozdania, ale czy socjal nie powinien trafiać do tych, którzy z różnych powodów naprawdę potrzebują wsparcia, a nie do wszystkich jak leci?

23 myśli na temat “Tematy na kampanię: inflacja”

  1. Jakos się to co napisałaś tak się zazębia:
    https://hairwald.wordpress.com/2019/09/19/krzyz-mierzy-wolnosc-w-kraju-narodowo-katolickim-w-polsce/

    “Jest taki kraj, nareszcie, w którym wszyscy mówią o „wolności”, w którym „za Wolność naszą i waszą” wyszywało się na sztandarach, tymczasem ludzie w tym kraju dobrowolnie, w demokratycznym trybie, głosując, rezygnują ze swojej wolności i nawet tego nie widzą, ponieważ (taki im się wydaje) ta „wolność” nie jest im potrzebna do robienia zakupów w sieciówkach, do oglądania seriali w telewizji, do trwonienia czasu w sieci, wyjeżdżania na wakacje i picia wódki, kiedy polska kiełbasa skwierczy na grillu. Nie jest im ta wolność, w ich przekonaniu, potrzebna, żeby czuć się „wolnymi”, ponieważ miska jest wciąż pełna, a w telewizji jest kolorowy obraz w wysokiej rozdzielczości. Jest taki kraj, w którym „wolność krzyżami się mierzy”, co oznacza, mniej więcej, tyle że w kraju, który od trzydziestu lat jest niepodległy i niezawisły w kościołach wciąż śpiewa się „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Co wszędzie indziej wydałoby się odrobinę niedorzeczne, ale nie tutaj.

    Tutaj to co jest białe nie jest białe, a to co jest czarne nie jest czarne. Tutaj jest Polska. A to nie są żarty.

  2. “Owszem, w budżecie byłoby mniej do rozdania, ale czy socjal nie powinien trafiać do tych, którzy z różnych powodów naprawdę potrzebują wsparcia, a nie do wszystkich jak leci? ”
    To zależy od punktu widzenia 🙂

    1. Z pewnością. Może jestem stronnicza, gdyż sama nie łapię się na żadne plusy, ale mimo wszystko….
      Podobno bez pracy nie ma kołaczy?

      1. No właśnie trzeba znaleźć ten punkt widzenia, w którym może mieć sens “kradniemy ale się dzielimy”. Oczywiście z punktu widzenia sensownej polityki społecznej tak szerokie transfery są bez sensu. Ale z punktu tatktyki wyborczej polegającej na masowym przekupstwie potencjalnych wyborców ten sens jest bardzo uchwytny.

        1. No tak, biorąc pod uwagę tu i teraz, bez oglądania się na skutki w przyszłości, taka taktyka się sprawdza. I niestety działa, nawet jeżeli z tą osławioną wiarygodnością wcale nie jest tak, jak PiS się chwali. Pamiętasz sprzed 4 lat “500zł na każde dziecko”? Potem okazało się, że tylko na niektóre 🙁 Znalazło się dopiero w perspektywie kolejnej kampanii.
          Jeżeli PiS wygra te wybory, może się okazać, że te obietnice to …

  3. Tak, to jest temat na debatę przedwyborczą. Inflacje bowiem dostrzega nawet już “suweren”. W sondzie ulicznej, pewna “suwerenka” w wieku o którym nawet ja mogę powiedzieć – podeszłym – tak oto skomentowała tą uciążliwość:

    Panie, wszystko drożeje. Wracam z zakupów i zapłaciłam 12 zł więcej niż w zeszłym tygodniu. Całe szczęście, że rządzi pis, bo oni dali córce kilka 500+ i córka może mi trochę pomóc

    1. Są ludzie, który nie da się przekonać, że białe jest białe, a czarne – czarne. Trzeba walczyć o tych, którzy mają trochę wyobraźni i potrafią zrozumieć związek skutkowo – przyczynowy.

      1. Marzatela, jesli mówiąc o zdolności kojarzenia faktów, masz na mysli zwiększone wydatki i wiekszą inflację, to chyba nie jest takie proste jakby się wydawało. W każdym razie tęższe od Ciebie głowy mają odmienne zdanie. Jeśli jestes pewna swojej racji, zgoś sprzeciw dla polityki EBC i FED. Mario Draghi i Janett Yellen czy Jerome Powell to nie wyborcy PIS i na pewno na serio potraktują Twoje argumenty, nie zważając na profity z 500+. Nie jest też dla mnie jasne jak odbierasz uszczelnienie wpływów z VAT.

  4. Czytam i nie dowierzam. Ludzie, takimi wpisami sami się definijecie. Czy wy naprawdę nie widzicie i nie słyszycie? NIe wiem co napisac, bo wszystko będzie pewnie kontrowersyjne. No, ale słyszeliście chyba o luzowaniu ilościowym i jakościowym na całym swiecie? O tym, jak się walczy ze spowolnieniem gospodarczym i w skoordynowany sposób psuje pieniądze na świecie? Czy naprawdę myslicie, że Polska powinna się odwrócić od tego trendu i stać malutką skarbonką dla wielkiego świata? Pamiętacie chyba o reformie finansów Grabskiego, który przed wojną walczył z infalacją, jak potem pod wpływem jego poglądów walczono o mocną złotówkę aż do 1939. Dziś też Balcerowicz, podwykonawca Jeffreya Sachsa, ślepo chciałby iść dalej tą drogą. W lipcu 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, w trosce o kurs złotego, podpisano umowę na sprzedaż najnowocześniejszych bombowców. 30 do Rumunii i 25 do Turcji, z czego udało się wysłać 27 do Rumunii. Tymczasem Hitler nie przejmował się inflacją. Co pozostało z silnej złotówki? Umiarkowanie silna reichsmarka. Poza tym, nie mogę pojąć, że wy naprawdę wierzycie, po pierwsze w oficjalne wyniki inflacji, które są naliczane w oparciu o klasyfikację COICOP, zgodnie z unijną dyrektywą, po drugie, że jedynie podaż pieniądza emitowanego w NBP wpływa na inflację. A kredyty bankowe? Uważam za pewne, że wszyscy na blogu są nie tylko wykształceni (w końcu są to zaangażowani wyborcy Platformy) ale też bystrzy i dobrze poinformowani, więc mówiąc o lewarowaniu nie odkryję Nowej Ziemi. Zapewne zatem wiecie, w systemie bankowym nie ma takich pieniędzy jakie bank wypuszcza na rynek w formie pożyczek, emitując w ten sposób dodatkowe pieniądze. W jakiej skali? To jest objęte tajemnicą bankową, ale mniej więcej dwudziestokrotnej. Oznacza to, że bank mając 100 PLN, ,może pożyczyć 2000 złotych, co nawet przy niskich stopach procentowych da stope zwrotu na poziomie 100% rocznie (w 20 razy te kilka małych procentów), więc w przypadku wieloletnich kredytów zabieg ten można powtórzyć co roku, nie dokładając żadnej fizycznej złotówki do bankowego skarbca. Oczywiście, taki łańcucszek św. Antoniego nie będzie trwał wiecznie, z tego ludzie mądrzy zdają sobie sprawę i skupują złoto, jako zabezpieczenie przed injflacją, jednocześnie sprzedając legendy maluczkim o barbarzyńskim relikcie

    1. Ponieważ nie podajesz źródła – zakładam,, że to Twoje własne przemyślenia. Rozumiem, że Twoim zdaniem inflacji nie ma, a nawet jeżeli jest – to im wyższa to tym lepiej? Ciekawe, czy w Wenezueli o tym wiedzą? Ja sama, pamiętając inflację pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jakoś mało kojarzę, abyśmy byli wtedy mocarstwem gospodarczym.

      1. Nie chce mi się prowadzić bezowocnej dyskusji, więc proszę przeczytaj jeszcze raz jakie jeszcze czynniki powodują tak pożądaną w dzisiejszym świecie inflację, bo przecież najbardziej potworna dla gospodarki jest deflacja. Nie sądzisz, że inne impulsy moga oddziaływać silniej na inflację, niż polityka socjalna małego kraju? Inflacja jest na całym świecie. W moim poprzednim komentarzu znajdziesz wskazówkę. Przy okazji miło mi, że zauważyłaś, że nie powielkam cudzych poglądów i mam odwagę myśleć samodzielnie. To takie niesłychane w świecie wyborców PIS-u, nie potrafiących połączyć skutku z przyczyną, co jeszcze dobitniej wyraził Pszoniak i pozostałe żenujące autorytety, przekonane o własnej wyzszości intelektualnej. Na koniec nie mam pojecia skąd u Ciebie tak silne przekonanie, że wogóle jestem zwolennikiem PIS-u?

        1. Powtórzę się, ale jeszcze raz przytoczę przykład Wenezueli….
          Na mnie działa, tym bardziej, że mam w pamięci inflację u nas, nie chciałabym przeżywać tego ponownie. A robiąc zakupy – widzę jak ceny rosną.
          I nie wypowiadałam się w ogóle na temat tego, jakiej partii jesteś zwolennikiem.

  5. Nie jestem ekonomistą, bo jak większość studentów zaliczyłem 1, może 2 semestry z “Podstaw Ekonomii” (marksistowskiej i niemarksistowskiej) dlatego wydaje mi się, że inflacja staje się zabójcza, gdy równolegle występują chociażby takie czynniki jak np.:
    a/ popyt przewyższa podaż, i b/ lawinowo rosną dochody obywateli. Na razie takich zjawisk nie da się zauważyć (nawet cena pietruszki spadła z 30 do kilkunastu zł.), więc inflacją zbytnio bym się nie przejmował.
    Natomiast “upadek etosu pracy” to faktycznie poważny problem, którego nie rozwiążą te, ani następne wybory.
    Powinniśmy cofnąć się do końcówki lat 80-tych ub.w. i uczyć się współpracy z współzawodnikami, oraz jeszcze trudniejszej kohabitacji.

    1. Ja też nie jestem ekonomistką (faktycznie, podstaw ekonomii na studiach nie liczę), ale po prostu umiem liczyć. W dodatku robię zakupy i widzę, jak wzrastają ceny. To oznacza, że nasze pieniądze mają coraz mniejszą siłę nabywczą.
      A ja w dodatku nie łapię się na żadne plusy.

    2. Mam trochę doświadczenia z “walką” z inflacją w latach 90-tych. Na koniec pracy w MF dostałem nawet od pracowników oprawiony w ramki wykres spadającej inflacji; od roku rozpoczęcia pracy (inflacja kilkadziesiąt procent) do ostatniego roku pracy (kilkanaście procent). Wzrost cen nie jest groźny jeśli nie uruchomi mechanizmy wzrostu wynagrodzeń jako rekompensaty za wzrost kosztów utrzymania pracowników, innymi słowy do momentu uruchomienia spirali cenowo-wynagrodzeniowej. Gdyby chodziło jedynie o rekompensatę wzrostu cen z poprzedniego roku/lat to inflację dałoby się zwalczyć szybciej i mniej boleśnie. Niestety pracownicy (i producenci) mają swoje subiektywne prognozy przyszłej inflacji i w oparciu o nie formułują żądania wzrostu wynagrodzeń. No i wtedy mamy poważny problem, bo rządowi i bankowi centralnemu jeśli nie są wiarygodni w swojej polityce makro trudno przekonać że ich cele redukcji inflacji są realne do osiągnięcia.

      Summa summarum; inflacja na poziomie 1-2 proc. nie uruchomi spirali płacowo-cenowej ale na poziomie powyżej 5 proc. już tak. Przekroczyliśmy poziom 2 proc. Czy zmierzamy w kierunku 5 proc.?

      1. Wiem, że liczy się inflację średnią, ale idąc do sklepu po podstawowe artykuły – widzę, że ten wzrost cen jest o wiele wyższy.

      2. Inflacja, jak kobieta, ma różne oblicza, raz może być pożądana dla gospodarki, a innym razem może być jej gwoździem do trumny. Poruszyłeś ważny problem czynnika “mechanizmu wzrostu wynagrodzeń”, bo tutaj pojawiają się dwa skrajne zjawiska. Wzrost wynagrodzeń może być spowodowany np. rozdawnictwem (t.zw. worek z pieniędzmi), albo wynika ze wzrostu wydajności. Gdzieś tam pomiędzy hasają sobie inwestycje, które mogą zaskoczyć, albo i nie.
        Prawdziwą politykę cenową PiS może jednak ujawnić dopiero po wyborach – o ile je wygra – jest to bowiem partia nie mająca żadnego kontaktu z problemami sfery społecznej i socjalnej.

  6. 2019 rok najprawdopodobniej zapisze się na kartach historii jako początek końca największego eksperymentu polityki pieniężnej wszech czasów – rok, w którym rozpoczęła się światowa recesja pomimo najniższych nominalnych i realnych stóp procentowych w historii. Polityka pieniężna dotarła do kresu bardzo długiej drogi i zakończyła się niepowodzeniem. Oto spuścizna Miltona Friedmana i jemu podobnych, którzy zapewne nie spodziewali się świata, w którym banki centralne brałyby pod uwagę, a tym bardziej wdrażały, ujemne rentowności w zakresie obserwowanym w dzisiejszych czasach.

    1. @furfural
      Problem braku skuteczności zwiększania podaży pieniądza przy niskich stopach procentowych został opisany przez Keynesa w “Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza” 80 lat temu. Jego rekomendacja: zwiększyć wydatki publiczne. W tym samym czasie, prof Kalecki w swoich pracach rekomendował wzrost wynagrodzeń pracowników. Po 2008 roku wzrost podaży pieniądza spowodował wzrost cen instrumentów rynków finansowych (innymi słowy inflację w tym segmencie gospodarki). Związany z tym efekt wzrostu poczucia bogactwa spowodował wzrost popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego. Jednak siła tego efektu już słabnie. Czas powrócić do zaleceń Kaleckiego i Keynesa zanim napompowana ponownie po 2008 roku bańka indeksów giełdowych ponownie pęknie. Bo wtedy dotychczasowa polityka pieniężna banków centralnych będzie nieskuteczna, Ile można obniżyć jeszcze stopy procentowe i dodrukować pieniądza???

Dodaj komentarz