Tematy na kampanię: inflacja

Rosnące z dnia na dzień ceny w sklepach to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Tym bardziej, że perspektywy są tu niestety rozwojowe – inflacja będzie coraz wyższa. Podobno w sierpniu wyniosła 2,8%, na koniec roku przewiduje się ok.3,5%. Robiąc zakupy i patrząc na ceny podstawowych artykułów – zastanawiam się jednak, co oprócz lokomotyw staniało? Bo żywność z pewnością jest dużo droższa niż rok temu. Poczynając od chleba (droższy o 12%) po mięso (łopatka wieprzowa u mnie kosztuje już powyżej 20zł).

Czy to efekt wszystkich plusów? Z pewnością w znacznej mierze tak.  Na rynku nagle znalazło się dużo więcej pieniędzy niż było, rzuciliśmy się na zakupy, więc ceny rosną. Jeżeli obecna władza ponownie wygra wybory – będzie jeszcze gorzej. Wzrost płacy minimalnej (a w konsekwencji także innych płac) spowoduje wzrost kosztów produkcji i tym samym podniesie ceny.  Dla każdego pracodawcy są to bardzo poważne koszty. Być może wielkie korporacje dadzą sobie radę w taki czy inny sposób, ale mali przedsiębiorcy już mogą mieć problemy.

W tym wszystkim najgorsze dla mnie jest to, ze całkowicie upada etos pracy. U nas po prostu się to nie opłaca, zdecydowanie lepiej być beneficjentem rzucanych przez państwo danin. Niestety, dominuje teraz tendencja, że państwo zabiera coraz więcej i dzieli po swojemu. To kiepskie rozwiązanie. Dla rozwoju gospodarki i społeczeństwa dużo lepszym rozwiązaniem byłoby np. podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie stawki VAT itp. Owszem, w budżecie byłoby mniej do rozdania, ale czy socjal nie powinien trafiać do tych, którzy z różnych powodów naprawdę potrzebują wsparcia, a nie do wszystkich jak leci?

Tematy na kampanię: deforma oświaty

Deforma oświaty to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Szczególnie teraz, na starcie nowego roku szkolnego, gdy widać przepełnione szkoły i naukę na dwie zmiany.  Jest fatalnie i tak będzie przez kolejne 3 lata. Dotyczy to wszystkich uczniów szkół średnich, nie tylko podwójnego rocznika – szkoły nie są z gumy.

Szukałam informacji czy była minister Zalewska pokazała się na rozpoczęciu roku szkolnego w którejś ze szkół, aby nacieszyć się widokiem “doskonale przygotowanej i wprowadzonej reformy” – nie znalazłam. Zamiast tego pojawił się obecny minister, Piontkowski. Niestety, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jego chamska odzywka do dziennikarki nie będzie dla dzieciaków wzorem do naśladowania.
W przypadku ministra Piontkowskiego zapamiętałam także jego wypowiedź sprzed kilku tygodni, gdy uzasadniając reformę mówił o tym, że dzieci na historii trzykrotnie uczyły się tego samego. Moim zdaniem to kuriozum – czy nie prościej, łatwiej i taniej byłoby zmienić podstawę programową na poszczególnych etapach nauczania? No, ale wówczas nie byłoby sentymentalnego powrotu do czasów słusznie minionych. Choć sama kończyłam szkołę w czasach PRL i uważam, że dobrze mnie uczono, to jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jest XXI wiek i obecnie musimy zupełnie inaczej uczyć dzieci niż kiedyś.

Niezależnie od oceny systemu szkolnictwa cieszy mnie jednak to, ze ugrupowania opozycyjne nie mówią w swoim programie o kolejnym odwracaniu wprowadzonych reform. Tak się nie da. Powrót do gimnazjów spowodowałby kolejny, jeszcze gorszy chaos. Być może warto byłoby się zastanowić nad przyszłościowym modelem edukacji, ale na spokojnie i z rozwagą. No i zaplanować go tak, żeby ewentualna reforma była wprowadzana była sukcesywnie, np. wraz z dziećmi rozpoczynającymi naukę w I klasie szkoły podstawowej. 
Póki co – propozycji nie ma. Nie oznacza to jednak, że temat deformy powinien być pomijany w kampanii wyborczej. To doskonały przykład na to, że obecna władza wyznając zasadę “wiemy lepiej”, nie licząc się zupełnie z uwagami fachowców (prawdziwych, nie tych utajnionych) i w środku nocy zatwierdzając pisane na kolanie ustawy, wszystko potrafi zniszczyć. Pamiętajmy o tym.

 

Małgorzata Kidawa-Błońska? Jestem za!

Grzegorz Schetyna dziś ogłosił, że kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera nie będzie on sam, a Małgorzata Kidawa-Błońska.

Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem tak. Cóż, bolesna prawda jest taka, że Grzegorz Schetyna ma bardzo wysoki poziom negatywnego elektoratu. Za to Małgorzata Kidawa-Błońska znana jest zdecydowanie jako osoba kulturalna, zrównoważona i na poziomie. Na pewno będzie wartością dodaną w kampanii wyborczej.
I zupełnie nie obawiam się, że w przypadku wygranej KO, powtórzyłby się casus Beaty Szydło. Jednak PO to zupełnie inna partia niż PiS i nie skupia bezkrytycznie wpatrzonych w szefa wyznawców.

Można dyskutować, czy nie za późno? Chyba jednak nie. Listy kandydatów trafiają do PKW, więc nic nie trzeba odwoływać.  A efekt zaskoczenia może zadziałać. Z pewnością również na rzesze trolli czekających na przekazy dnia.

 

Liczą się jedynki na listach?

Jesteśmy na starcie kampanii wyborczej, powoli zastanawiamy się na kogo oddać swój głos w nadchodzących wyborach. Silna polaryzacja i podziały powodują, że głównie liczą się szyldy partyjne, a zdecydowanie mniej to, kogo konkretnie obdarzamy swoim zaufaniem.  I to z pewnością nie jest dobre. Może warto czasem przyjrzeć się nie tylko “wyborczym lokomotywom” i wybrać kogoś z dalszych miejsc?  Tym bardziej, że różnie to z tymi jedynkami bywa.
Ja przyjrzałam się sejmowej działalności posłów z okręgu 25:

Posłowie ziemi gdańskiej

Nawet patrząc na suche statystyki – wyniki w kilku przypadkach są całkiem ciekawe. Najwięcej głosów w wyborach parlamentarnych 2015 zdobył kandydujący z pierwszego miejsca listy PiS Jarosław Sellin.  Niestety, wygląda na to, że jako poseł mało się sprawdził.  Owszem, w obecnej kadencji może poszczycić się wysokim poziomem udziału w głosowaniach, ale to wszystko. Jako przedstawiciel suwerena jakoś w ogóle się nie zapisał. Dodając do tego, że w sprawie ECS czy Westerplatte występował jako przedstawiciel rządu, a nie lokalnej społeczności – moim zdaniem zupełnie się nie sprawdził.  Może posada wiceministra w MKiDN zajmuje mu za dużo czasu? W tych wyborach ponownie ma otwierać listę PiS do sejmu. Ciekawe, czy znowu znajdzie uznanie u wyborców PiS?

Dla równowagi proponuję jednak pochwalić inną gdańską jedynkę: Adama Korola startującego z listy PO.  Muszę przyznać, że ocena jego działalności była dla mnie dużą niespodzianką. Mimo, że zupełnie nieobecny w mediach, widać, że na co dzień i po cichu robi swoje i jest jednym z pracowitszych posłów. Brawo!

Podejrzewam, że w wielu innych okręgach jest całkiem podobnie. Warto się więc przyjrzeć jak swój mandat wypełniają nasi obecni przedstawiciele. Tym bardziej, że w wielu wypadkach będą starać się o reelekcję. A może wcale na to nie zasługują? I nawet na tej samej liście partyjnej można znaleźć przedstawiciela zdecydowanie sumienniej podchodzącego do obowiązków posła z danego okręgu?
Można to wszystko sprawdzić na stronach sejmowych:
Aktualni posłowie

 

Tematy na kampanię: służba zdrowia

Szeroko rozumiana służba zdrowia to z pewnością powinien być jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej.  W mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, światopoglądu czy orientacji seksualnej. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy nawet będąc zdrowym i w dobrej formie dziś, jutro czy pojutrze nie będziemy potrzebować pomocy lekarza. Dla siebie lub kogoś bliskiego.

A w służbie zdrowia jest coraz gorzej.  Ja sama akurat miałam szczęście – rok temu z okładem wylądowałam na SOR w szpitalu, ale pomijając bardzo niesympatycznego i pełnego pretensji pierwszego lekarza oceniającego mój stan, później poszło szybko i sprawnie i po godzinie znalazłam się na oddziale. Może dlatego, że były to godziny przedpołudniowe i dzień roboczy? Moje znajome, które ostatnio były zmuszone szukać lekarza w dni wolne czy w nocy – mają wielogodzinne i raczej koszmarne doświadczenia.
Czy ktoś pamięta jeszcze o strajku lekarzy rezydentów? I słynnym już “niech jadą!”? Wydaje się, że to już zamierzchła przeszłość. A wbrew propagandzie sukcesu – problemy tylko się pogłębiają.  Lekarzy też jest coraz mniej. Tu naprawdę są potrzebne rozwiązania systemowe. Czekanie miesiącami do specjalisty sprawia, że o skutecznym leczeniu nie ma mowy. Owszem, można pójść do lekarza prywatnie, ale problem pojawia się, gdy trzeba zrobić badania – też trzeba zrobić je odpłatnie, a w wielu przypadkach ceny mogą być oszałamiające. Teoretycznie jest infolinia, gdzie można się dowiedzieć o terminach dostania się do specjalisty, ale w praktyce wygląda to tak:
Szukając lekarza w Gdańsku
Swoją drogą – czy Ministerstwo Zdrowia choćby rozważa zwiększenie liczby uczelni medycznych? Tak, aby kształcić nowych lekarzy? Mam obawy, że nie. W dodatku zapamiętałam z mojego ubiegłorocznego pobytu w szpitalu (szpital akademicki), że jako “ciekawy przypadek” byłam oglądana i badana przez liczne grupy studentów medycyny (wyraziłam na to zgodę i starałam się współpracować, w końcu muszą się uczyć).  Problem w tym, że przeważająca większość tych studentów były to grupy anglojęzyczne i to nie tylko z Europy. Fajnie, uczelnia pewnie zarabia na ich studiach, ale w przyszłości szanse na spotkanie takiego lekarza w przychodni są pewnie nikłe. Kto nas będzie leczyć? Przecież już teraz co chwilę słychać o zamykaniu oddziałów szpitali w różnych miastach, nastąpił praktycznie całkowity upadek psychiatrii.

Ostatnie tygodnie przynoszą także bardzo niepokojące wieści o brakach leków w aptekach. Podobno ministerstwo monitoruje problem, ale nie wiadomo – od kiedy? Od czasu, gdy media zaczęły donosić o narastających problemach w zaopatrzeniu? To chyba trochę późno, nie dało się tego zrobić wcześniej? I zareagować z wyprzedzeniem? Nie mam tu na myśli infolinii – to banał, ale konkretne działania zapewniające ciągłość leczenia.
Do tego wszystkiego dochodzą dramatyczne doniesienia o znaczących zmianach na liście leków refundowanych. Chorym (w tym onkologicznie) jest coraz trudniej się leczyć.

Trwa kampania wyborcza.  Temat ochrony zdrowia jest z pewnością łatwym celem do punktowania władzy, która zdecydowanie sobie z tym nie radzi. Nie widać też żadnych pomysłów mogących uzdrowić sytuację, a każdy kolejny minister to kompletna porażka.  Nie bez powodu w sieci coraz częściej mówi się o programie Trumna+. Podobała mi się ostatnio akcja polityków PO publikujących listy brakujących leków w aptekach w różnych miejscowościach w Polsce.  Celnie, konkretnie i rzeczowo, całkowicie podważając oficjalną propagandę. To dobra droga do wyborczego zwycięstwa.

Co ważne w kampanii wyborczej?

Kampania wyborcza trwa w najlepsze. Formalnie rzecz biorąc jest to prekampania, gdyż termin wyborów nie został jeszcze formalnie ogłoszony, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to 13-go  (ewentualnie 20-go) października. Czasu mało, sezon urlopowy w pełni, trzeba więc pomyśleć o tym jak mądrze i skutecznie dotrzeć do wyborców.
Niestety, jak pokazuje życie – najprościej rozhuśtać emocje i nastraszyć ludzi. Pokazujemy wroga, rozpalamy emocje i ogłaszamy się jedynym obrońcą “tradycyjnych wartości” i już. Działa i to jak. Co z tego, że w drodze do sklepu nie spotkamy uchodźcy, za to wysokie ceny podstawowych artykułów już tak – strach przed osławionymi pierwotniakami sprawia, że nie myślimy racjonalnie. Biegamy od apteki do apteki w poszukiwaniu leków? Co z tego, skoro bardziej zagraża nam gej na ulicy? A jak się zarazimy i zseksualizujemy? Co wtedy? Lepiej nie ryzykować i skoro znamy wroga – trzeba z nim walczyć, oczywiście nienawidząc go z wszystkich sił.

Nienawiść jest bardzo silnym i niszczącym uczuciem.
I najgorszym, co można zrobić – to odpowiadać na nią tym samym. Na pewno nie może to być głównym tematem kampanii wyborczej, nie pozwólmy narzucać sobie takiej narracji. LGBT? Na pewno ważny temat i nie chodzi o unikanie go, ale październikowe wybory to nie referendum “Czy popierasz związki partnerskie dla par homoseksualnych?”. Do szerokiego grona wyborców trafią za to konkretne i racjonalne argumenty związane z tym, że inflacja coraz wyższa, coraz trudniej dostać się do lekarza, brakuje leków, a od września czeka nas horror w szkołach itp.itd. I to są problemy dotykające nas wszystkich, niezależnie od światopoglądu czy orientacji seksualnej, zarówno beneficjentów 500+ jak i tych, którzy pracując sponsorują te wszystkie transfery socjalne. To nie igrzyska nam trzeba, a chleba (za który coraz więcej płacimy).

 

Kto z kim i bez kogo?

TVN opublikował najnowszy sondaż:

(kliknij obrazek, aby zobaczyć szczegóły)

Jestem przerażona. W ten sposób PiS zdobywa 242 mandaty i z dużym zapasem rządzi samodzielnie. Gdyby powstała szeroka koalicja opozycji (PO, .N, PSL, SLD, Wiosna i Razem) – PiS miałby “tylko” 222 mandaty.  Biorąc pod uwagę premię za zjednoczenie – mogłoby to być jeszcze mniej.
Niestety, nie zanosi się na takie połączenie. Jesteśmy świadkami żenujących przepychanek kto z kim chce, ale pod warunkiem, że bez kogoś. To naprawdę nie wróży dobrze. Kluczowe znaczenie ma tu PSL, który ryzykując własne istnienie na scenie politycznej (z wynikiem 2% nie otrzyma nawet dotacji) próbuje wywalczyć dla siebie decydujące znaczenie w ewentualnej koalicji. Nie pamiętam szczegółów, ale na wiosnę był jakiś sondaż, w którym Kosiniak-Kamysz osiągał bardzo wysokie miejsce jako lider koalicji opozycyjnej. Wygląda na to, że uwierzył i teraz chce, aby to wszyscy inni przyłączyli się do niego. Moim zdaniem to błąd, a jego skutki będziemy odczuwać przez wiele lat.

W ramach szerokiego bloku partii opozycyjnych można się różnić. Jednak podstawowe wartości takie jak demokracja, praworządność, poszanowanie Konstytucji powinny łączyć i skleić nawet różne światopoglądy. Czy się uda? Obawiam się, że niestety nie.
W tym wszystkim cieszę się, że PO robi po prostu swoje. Nie czekając na innych, rozpoczęła kampanię i ruszyła w teren. Wyborców jednak mało obchodzą przepychanki polityków, liczy się to, co proponują nam. “Szóstka Schetyny” spełnia te kryteria, to konkretne i rzeczowe hasła i są szanse, że będzie usłyszane przez wyborców.
Siebie nie liczę – na wybory i tak na pewno pójdę i prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zagłosuję na PO. Niekoniecznie na “jedynkę” – mam zwyczaj przyglądać się poszczególnym kandydatom na liście i sama wybieram kogo poprzeć.

A tak na marginesie – dziwi mnie sondażowy wynik Kukiz’15. Ugrupowanie, które w obecnej kadencji zasłynęło głównie z odejść poszczególnych posłów, bez osiągnięć i programu (podobno Paweł Kukiz pyta wyborców jaki ma mieć program?) – co i komu proponuje, że jednak ma szansę na wejście do sejmu? Same JOW-y zdecydowanie nie wystarczą.  Kto więc chce na niego głosować?

 

 

Czy warto mówić o ekologii?

Wydawać się powinno, że ochrona środowiska jest jednym z najważniejszych i dotyczących każdego z nas problemów. I to zarówno w perspektywie długofalowej jak i już teraz, na co dzień. Czy jest to temat na kampanię wyborczą? Przecież do typowego wyborcy PiS-u i tak to nie trafi i nie przekona do zmiany preferencji wyborczych. Ekologia? To jakiś wymysł lewacki…  Hejt na protestującą przed sejmem nastolatkę wyraźnie to pokazuje.

A jednak trzeba o tym mówić i to głośno. Trzeba edukować i promować wiedzę o ochronie środowiska. Dla elektoratu skupionego wokół PO jest to ważne i są szanse, że zmobilizuje wyborców do pójścia do urn wyborczych. Przy okazji może też uda się zaszczepić trochę wrażliwości innym. Warto pokazywać skutki i przyczyny. Palisz byle jakim węglem? Nie segregujesz śmieci? Zużywasz góry plastikowych opakowań? To potem biegasz po lekarzach i coraz więcej wydajesz na leki. I nie jest tu żadnym argumentem podejście typu “inni śmiecą bardziej i więcej”, w ten sposób wpadamy w błędne koło.
Polska zawetowała ostatnio walkę o klimat w Europie. Nie jest to powód do dumy, tylko do wstydu. Gospodarka oparta na węglu (zresztą w znacznej części rosyjskim) wymaga szybkich i odważnych działań. Na pewno nie wystarczy stwierdzenie, że inni są gorsi. Nawet jeżeli, to tak nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Nie tylko powinniśmy sami starać o jak największą ochronę środowiska, ale też być promować wszystkie działania w tym kierunku. A tymczasem co mamy? Sprzeciwiamy się Europie, przy okazji żądając pieniędzy na ewentualne wprowadzenie programów proekologicznych. Tylko po co, skoro właśnie straciliśmy pieniądze już przyznane nam w obecnej perspektywie finansowej? Program “Czyste powietrze” okazał się fiaskiem, UE nie przekaże nam środków. Oznacza to, że możemy zapomnieć np. o wymianie “kopciuchów”. Zimą znowu będziemy narzekać na smog, a latem narzekać na skutki trąb powietrznych, podtopień i susz.  I możemy za to podziękować obecnej władzy – zupełnie nic w tym temacie nie robiła i nie robi. Zaniechanie odczujemy wszyscy i teraz i w przyszłości.
Z pewnością jest to temat na kampanię wyborczą. I to nie tylko do rozliczania i atakowania PiS-U (choć także), ale przede wszystkim – do posłuchania, co ma tu do zaproponowania opozycja.