Powyborcze rozliczenia

Od wyborów prezydenckich minął tydzień. To chyba dobry moment na podsumowanie ostatnich tygodni. I może w końcu na wyrzucenie z siebie tego, co mnie gryzło w trakcie kampanii wyborczej, a co dusiłam w sobie w imię wyższych celów.
Patrząc z perspektywy czasu nadal popieram swoją decyzję bojkotu kopertowych wyborów Sasina. Gdyby do nich doszło – nie wzięłabym w nich udziału. A to oznacza, że mój głos nie trafiłby wówczas do żadnego z kandydatów “wygrywających w drugiej turze” z Dudą. Wprawdzie to już dywagacje z alternatywnej rzeczywistości, ale podejrzewam, że w tamtych wyborach PAD wygrałby już w I turze, drugiej wcale by nie było.

Wszystko zmieniło się po zgłoszeniu Rafała Trzaskowskiego. Oczywiście, znaczący wpływ miał tu także fakt, że organizacja wyborów (i tak wątpliwych konstytucyjnie) wróciła jednak formalnie do PKW. Zdecydowanie powiało nową siłą i dało energię, tym bardziej, że sam RT wniósł ogromny powiew świeżości i nadziei. No i się zaczęło…
To, że stał się celem brutalnych ataków PiS i telewizji rządowej nie dziwi wcale. Przykre jednak, że atakowali go także pozostali kandydaci strony prodemokratycznej. Najwięcej chyba Szymon Hołownia, ale Kosiniak-Kamysz też był tu aktywny. No i Biedroń, choć jego kampania akurat była w ogóle bardzo niemrawa i słabo się przebijała. Czy to na pewno był dobry sposób na zdobycie głosów poparcia? Czy prawdziwy wróg nie był gdzie indziej? Żałosne to, ale cóż. Tym bardziej jednak cenię Rafała Trzaskowskiego, że przez całą kampanię nie zniżył się do atakowania kandydatów z tej samej strony barykady.
Dla mnie samej sprawa była oczywista – w pierwszej turze głosuję na tego kandydata, który jest mi najbliższy, w drugiej turze – na tego, który stanie naprzeciw Dudy. Sporo zwolenników RT miało podobne podejście – widziałam sporo podobnych postów na TT. Tylko i aż tyle.
Niestety, po ogłoszeniu wyników I tury wcale nie było lepiej. Fochy, obrażanie się, dyktowanie warunków – ręce opadają. Niestety, ale w końcowym rozrachunku okazało się, że nie udało się i mamy reelekcję. Cóż, do alternatywnej rzeczywistości się nie przeniosę, trzeba żyć z tym, co mamy. Choć wielka szkoda…

Nie wiem, czy powyborcza trauma u niektórych ciągle trwa czy coś innego jest przyczyną, ale mam wrażenie, że ataki strony prodemokratycznej na Rafała Trzaskowskiego nadal trwają. Na Twitterze jest mnóstwo postów, w których pełni pretensji zwolennicy SH wyrzucają, że PO nie powinna wystawiać kandydata w wyborach, bo sondaże wskazywały, że to Hołownia wygra w drugiej turze…. Niestety, ale w ten sposób patrząc – to SH nie powinien też w ogóle startować, gdyż Kosiniak-Kamysz zgłosił się już w grudniu ub.r. , a sondaże w II turze też wskazywały jego wygraną. Naprawdę tak trudno zrozumieć, że to nie sondaże decydują, a konkretne karty wrzucone do urn wyborczych? Głosowałam na RT i w I i II turze – była to moja samodzielna decyzja, nikt mnie nie szantażował ani nie zmuszał. RT w pierwszej turze zdobyło 30,46% głosów, SH – 13,87%. To chyba też o czymś świadczy, prawda? W każdym razie ja nie mam zamiaru przepraszać za to jak głosowałam czy też za to, że SH nie wszedł do II tury.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że przeszło 10 milionów głosów oddane na RT w II turze nie są odzwierciedleniem rzeczywistego poparcia ani tego kandydata ani tym bardziej PO, ale jednak świadczą o tym, że zapotrzebowanie wyborców na prodemokratyczną ofertę jest duże.  Kiedyś to może zaprocentować, lepiej więc nie tracić sił i energii na wzajemne żale i pretensje.
A swoją drogą – odezwała się też  Lewica. I to z “dobrymi” radami dla Platformy. Biorąc pod uwagę oszałamiający wynik wyborczy Biedronia (gorszy nawet niż wynik Magdy Ogórek 5 lat temu) – to już tylko wzdycham.
Ogarnijmy się, bo tracimy cały dorobek ostatnich 30 lat….

 

Głosować czy bojkotować?

#ZostanWDomu czy #IdzNaWybory? Politycy wszystkich ugrupowań prześcigają się w argumentach, optując za jedną lub drugą opcją, a co na to wszystko my, wyborcy? Jesteśmy za czy przeciw? I jakie znaczenie ma tu dla nas zdanie polityków?
Zastanawiam się jak doszło do tego, że w ogóle stajemy przed takimi dylematami? Co stało się z naszą demokracją?
Zawsze chodziłam na wszystkie wybory, nawet do Rady Osiedla. Pamiętam PRL, doceniam więc nasze osiągnięcia z czasów po 1989r. Każde wybory były dla mnie ważne, cieszyłam się z możliwości oddania swojego głosu. A teraz? Od początku tej kampanii wyborczej było widać, że jest zupełnie inaczej. Pandemia koronawirusa tylko zaostrzyła problem. Głównym kandydatom udało się jeszcze pozbierać głosy wymagane do rejestracji, ale nie było to łatwe. Z prowadzeniem kampanii jest jeszcze gorzej. Kto wie, że jest 10 kandydatów?

      1. BIEDROŃ Robert
      2. BOSAK Krzysztof
      3. DUDA Andrzej Sebastian
      4. HOŁOWNIA Szymon Franciszek
      5. JAKUBIAK Marek
      6. KIDAWA-BŁOŃSKA Małgorzata Maria
      7. KOSINIAK-KAMYSZ Władysław Marcin
      8. PIOTROWSKI Mirosław Mariusz
      9. TANAJNO Paweł Jan
      10. ŻÓŁTEK Stanisław Józef

To oficjalna lista ze strony PKW, ja sama jestem zaskoczona. Wydawało mi się, że jestem mniej więcej na bieżąco w najważniejszych wydarzeniach politycznych. A tymczasem, wybory już za dobry tydzień, a ja nie znam nawet wszystkich kandydatów. Wybory to cały cykl, głosowanie jest tylko jednym z jego elementów.

Nie wiem czy i kiedy będzie to głosowanie. W sumie to już nawet mnie nie interesuje co za tydzień zrobi Gowin i jego ludzie, jestem kompletnie zniechęcona. Jeżeli będą to wybory kopertowe i w skrzynce pocztowej znajdę ten osławiony “pakiet wyborczy”, wrzucę go na kilkudniową kwarantannę. A potem zachowam “dla potomności”. Nie mam najmniejszego zamiaru go nigdzie odsyłać w komplecie z wszystkimi danymi osobowymi i numerem Pesel.
Jeżeli natomiast ustawa upadnie, to zdaje się, że formalnie wybory odbędą się w formie tradycyjnej? Biorąc pod uwagę, że dowiemy się o tym na 3 dni przed wyborami, trochę mało czasu zostanie na przygotowanie chociażby lokali wyborczych. Ten wariant jest więc raczej też mało prawdopodobny. Podejrzewam, że w ostateczności głosowanie będzie więc przesunięte o 1, 2 tygodnie. Z mojego punktu widzenia – niewiele to zmienia, i tak się nie wybieram. Nie będę się narażać, ale przede wszystkim – nie chcę legitymizować tej ustawki. To nie są demokratyczne wybory. Niezależnie od tego, kto wygra ten plebiscyt – nie będzie mieć prawdziwego, uczciwego mandatu.

Reasumując – według stanu na dzień dzisiejszy nie idę na wybory.

Wiosenna koalicja?

No cóż, mądry Polak po szkodzie. Wygląda na to, że Robert Biedroń jednak zdecydował się na wspólny start z Platformą Obywatelską. Lepiej późno niż wcale, choć patrząc z punktu widzenia Wiosny – pozycja przetargowa jest teraz znacznie słabsza niż przed eurowyborami.  Wyborczy wynik okazał się znacznie słabszy niż przewidywania, zachwycony sobą samym lider niewiarygodny, a ugrupowanie zaczyna się powoli rozpadać. Mało obiecujące perspektywy. Nagle więc okazało się, że nie ma wroga po stronie opozycyjnej. Rozumiem, że skończą się ataki na KE? Bo wcześniej to właśnie koalicja była dla Wiosny głównym celem do zwalczania. Ciekawe też, czy Robert Biedroń pozdejmuje też te wszystkie, na masową skalę rozdawane, bany na Twitterze?

Jedna wielka koalicja bloku demokratycznego ma sens, metoda przeliczania głosów na mandaty nie pozostawia tu złudzeń. Choć trudno będzie znaleźć wspólną platformę poglądową. Jak pogodzić polityka z konserwatywnej części PO np. z zdeklarowanym zwolennikiem aborcji na życzenie? Elektorat centrowy raczej nie lubi skrajności, wspólne wartości muszą trafiać do wszystkich, trzeba więc też unikać wszelkich radykalizmów. Podstawą może być tu przede wszystkim odbudowa demokracji w Polsce. Nie chodzi przecież o to, aby nad podstawowymi instytucjami państwa kontrolę przejęła inna opcja polityczna, nadal zachowując ręczne sterowanie i wszechwładzę państwa nad wszelkimi aspektami naszego życia. Konieczny jest tu plan jak to zrobić z zachowaniem praworządności. Specustawa w stylu “odwołujemy Przyłębską” nie jest tu dobrym wyjściem i nie odbuduje zaufania do państwa prawa.

Takich wspólnych tematów łączących ugrupowania wchodzące w skład koalicji można znaleźć więcej.  Jest zrujnowany system oświaty, zapaść w służbie zdrowia, ochrona środowiska czy też rosnąca inflacja. Źle się też dzieje w gospodarce -nadmierny i opresyjny fiskalizm, wzrost różnych danin na rzecz państwa nie sprzyja rozwojowi i za chwilę odczujemy to na własnej skórze.
Na pewno trudno będzie o porozumienie w sprawach takich jak stosunek do Kościoła czy LGBT. Tu rozwiązaniem może być podkreślenie na listach wyborczych przynależności do konkretnej partii. Nie wiem, dlaczego nie było tego w wyborach do EU?  Owszem, w niektórych pozycjach był dopisek należy do partii politycznej, ale której? W przypadku list koalicyjnych ma to szczególne znaczenie, prawda? Tym bardziej, że wcale nie musimy głosować na jedynki na liście, możemy sami zdecydować.  I tu może być miejsce na niuanse – co jest dla nas ważne. Po prostu zgodnie z włąsnymi poglądami wybieramy z listy przedstawiciela PO czy SLD, PSL (no sorry, ale partia ta jest za słaba, aby wokół siebie tworzyć skuteczną koalicję) czy też Wiosny czy innego ugrupowania.
W tym wszystkim ważne jest też to, że niezależnie od wszystkiego – koalicja musi być tworzona wokół PO, a więc i Grzegorza Schetyny. Tu nie ma alternatywy. Pohukiwania PSL-u niczemu nie służą i sprzyjają tylko utrwalaniu władzy PiS. A chyba nie o to chodzi?

 

Smutny wyrok demokracji

Znamy już wyniki wyborów do Europarlamentu. Wygrał PiS z wynikiem 45,38%, KE dostała 38,47% głosów. Jestem sfrustrowana i rozgoryczona. Śledząc wczoraj frekwencję, cieszyłam się, że będzie dobrze. Nawet wieczorne wyniki exit polls dawały iskierkę nadziei, że coś się zmieni. No i zmieniło – dokładnie w odwrotnym kierunku niż chciałam…

Co dalej? Cóż, taka jest demokracja, trzeba się z tym pogodzić. Wybory wygrywają ci, którzy zdobędą najwięcej głosów, nie zawsze “nasi”.  Boli, ale co z tego? Teraz jedyne co można zrobić to zastanowić się nad tym, co zrobić, aby na jesieni wynik był zupełnie inny. Obrażanie się na demokrację nic nie pomoże.
Powstanie Koalicji Europejskiej moim zdaniem nie było błędem.  Oddzielny start poszczególnych ugrupowań mógł dać jeszcze korzystniejszy wynik dla obecnej władzy. Choć sama miałam chwilami zaciśnięte szczęki widząc, że na listach kandydatów znalazł się np. Leszek Miller. Teraz jestem tym bardziej zdziwiona, że uzyskał mandat. Aż trudno uwierzyć, że znaleźli się tacy wyborcy, którzy zapomnieli mu chociażby ogromny blamaż z Magdaleną Ogórek. Ja nie potrafiłabym na niego zagłosować i to niezależnie od listy.
Czy KE przetrwa do jesieni? Mam spore wątpliwości. Już mówi się o wycofaniu się PSL, ten trend będzie się pewnie pogłębiał. Samo powołanie tej koalicji jest z pewnością sukcesem Grzegorza Schetyny, ale z jeszcze większą pewnością można stwierdzić, że nie jest on typem lidera. Doskonale sprawdza się jako organizator i zaplecze techniczne, ale trudno mu porwać za sobą tłumy. Po prostu nie ma tego “czegoś”.  Słyszałam jego wypowiedź z dzisiejszego poranka, że nie widzi teraz możliwości zmiany przewodniczącego PO, gdyż okres wyborczy do sejmu jest to zły moment. Owszem, tu mogę się z tym zgodzić. Może jednak warto pomyśleć o schowaniu się gdzieś na zapleczu? I postawieniu na inne twarze w kampanii wyborczej?
Konieczna jest też chyba zmiana retoryki. Nie ma sensu ścigać się z PiSem na kolejne 500+. Tym bardziej, że jest to rujnujące dla budżetu i robi fatalne wrażenie na co bardziej świadomym elektoracie PO. Może jednak warto pokazać wszystkim coraz wyższe ceny podstawowych produktów? I na paragonach pokazać, że wpływy VAT do budżetu to nie jest żadne uszczelnianie luki tylko nasze wpłaty  do kasy w sklepie? Poza tym – wielkim polem do popisu jest służba zdrowia. Tu jest fatalnie i coraz gorzej.  Trzeba “tylko” zaproponować konkretne, rzeczowe rozwiązania.  Takich pomysłów na rozwiązanie problemów trzeba zaproponować więcej, odpuszczając sobie walkę ideologiczną. Jeżeli już – to na zasadzie konkretów np. tłumacząc, że ta rzekoma “seksualizacja” dzieci to nauczenie ich w jaki sposób bronić się przed pedofilami (niezależnie od tego czy ksiądz czy murarz).

I jeszcze kilka słów o ciągle zachwyconym sobą samym Biedroniem. Z pewnością odebrał trochę głosów koalicji, ale w sumie Konfederacja zabrała je tak samo PiSowi.  Wiosna ma szansę na przekroczenie progu wyborczego jesienią, ale musi ciężko popracować. Sam symetryzm i atakowanie PO to nie jest żaden realny i trafiający do wyborców program. A warto pamiętać, że Biedroń na jesieni chce zostać premierem. Swego czasu nawet zastanawiał się, jakie ministerstwo może zaoferować Schetynie. Nie wydaje mi się, żeby dołączył do koalicji. On naprawdę wierzy, że mu się uda.