My i Oni

W trakcie kampanii wyborczej jedną z najczęściej używanych konstrukcji językowych jest My (…), a oni (…).  Stosują to wszyscy, chcąc podkreślić własne walory w stosunku do konkurentów. Niektórzy kandydaci dodatkowo krytykują POPiS, jako symbol systemu, z którym chcą walczyć.
A jak to jest z nami? Podziały w społeczeństwie są dostrzegalne na co dzień, to nie dotyczy tylko aktywistów partyjnych. Może nie tak ostre jak widać to czasem na przedwyborczych wiecach kandydatów, ale nie da się ich nie zauważyć. I w zasadzie w znacznej mierze jest właśnie taki dwubiegunowy: my to PO, oni to PiS (lub na odwrót). Jednocześnie jednak jest chyba jakieś zapotrzebowanie na “odbetonowanie” sceny politycznej, skoro co kilka lat pojawia się coś nowego i zyskuje znaczne, choć najczęściej chwilowe poparcie społeczne. Było tak z Ruchem Palikota, Nowoczesną Petru, Wiosną Biedronia czy obecnie ruchem społecznym stojącym za Szymonem Hołownią. Można się tylko zastanawiać, czy fiasko tych projektów to wina ich liderów czy jednak może na dłuższą metę lepiej czujemy się w takim dwubiegunowym podziale?

Moje poglądy są raczej stabilne, od zawsze stoję po stronie szeroko rozumianej PO (mój oddany 5 lat temu głos na Nowoczesną też za to uważam). Ostatnio jednak coraz częściej łapię się na tym, że w moich oczach podział sceny politycznej znacznie się zmodyfikował. MY – to my, a ONI to władza. I to władza totalna, próbująca wszystko centralizować, wiedząca wszystko lepiej, próbująca uporządkować nam życie zgodnie z własną wizją i opresyjna wobec wszelkich objawów niezależności.  Pamiętam to z czasów PRL-u i miałam nadzieję, że to już tylko głęboka przeszłość, zapisana na kartach historii. Niestety, PiS reaktywuje tamte czasy, a to oznacza, że ta władza nie jest już “nasza”…

Za tydzień wybory prezydenckie. Mam nadzieję, że będą uczciwe, choć niestety, obawy o sfałszowanie wyniku nie są niestety bezpodstawne. Mamy szansę zatrzymać to szaleństwo głosując na wybranego kandydata strony prodemokratycznej i zatrzymać w ten sposób bezmyślne podpisywanie wszystkiego zgodnie z dyspozycjami Nowogrodzkiej. Ten, który przejdzie do II tury – powinien otrzymać poparcie wszystkich innych. Nawet jeżeli dla wielu będzie to kandydat czwartego czy piątego wyboru. Osobiście mam nadzieję, że będzie to Rafał Trzaskowski, ale przez ostatnie dni dojrzałam do tego, że całkiem poważnie rozważałabym oddanie głosu nawet na Krzysztofa Bosaka (gdyby wszedł do drugiej tury z Andrzejem Dudą). Na pewno nie jest to czas na fochy i deklaracje typu: jak do drugiej tury nie przejdzie ….. (tu wpisać nazwisko kandydata), to w drugiej turze w ogóle nie zagłosuję.

Dziś rano na Twitterze przeczytałam hasło: Albo Trzask albo Wrzask.
Podoba mi się, więc je przytaczam.

 

 

19 myśli w temacie “My i Oni”

  1. Palikot/Kukiz/Petru/Biedroń/Hołownia to nie były próby przełamania duopolu, tylko wymiany któregoś z biegunów lub elementów pomiędzy nimi. W Polsce mamy wyraźne spektrum od bieguna konserwatyzm/etatyzm/autorytaryzm do bieguna progresywizm/liberalizm/legalizm. Wymienieni kontestatorzy przynajmniej w czasach świetności jakoś się w nim mieścili. Zauważalnych sił, które do tego wzorca nie pasują, są raptem dwie: KORWiN i Razem.Czyli marginalne planktony.

    1. Wspominając o nich bardziej odnosiłam się do Biedronia i Hołowni. Wiosny praktycznie już nie ma – załatwił ją sam Biedroń swoją kompletną niewiarygodnością. Czy Hołowni się uda? Kiepsko to widzę – do najbliższych wyborów jeszcze 3 lata.

      1. Też nie widzę. Bo i kto mu struktury zbuduje? I czy on sam chce? Choć widać, że jest jakaś nisza, którą można spróbować zagospodarować.

  2. W kwestii formalnej: Rozstrzygnięcia nastąpią dopiero za 3 tygodnie.
    Co się zaś tyczy podziału. Gdy miałem lat 18-22 i często odwiedzałem kuzyna z małej miejscowości, najważniejszym miejscem spotkań była pijalnia piwa, gdzie można było słyszeć coś na temat “my” i “oni”. Podział biegł między tymi, którzy mają marne życie, a tymi, którzy żyją dostatnio i według tych, co żyją biednie, niewystarczająco się o nich troszczą, a ich symbolem były, cytuję: “te kurwy w Sejmie, ja bym ich wszystkich powystrzelał”. Trick, jakiego udało się Kaczyńskiemu z pomocą najwyższych hierarchów kościelnych i Rydzyka dokonać był taki, że ci, którzy wiodą biedne życie uznali za winnych swej doli wszystkich oprócz PiS, bo tu znowu zacytuję “wszyscy kradną, ale PiS się przynajmniej dzieli”. Taka kibolska natura, “Legia pany i już”! “Kto nie z nami, ten przeciw nam”! We “wszyscy kradną” kryje się jeszcze coś: Ludzie z obszarów objętych patologią po dziś dzień uważają, że wszyscy kradną albo kombinują (czytaj “oszukują”), co mnie osobiście doprowadza do szewskiej pasji, gdyż ja w przeciwieństwie do nich nie kradnę i nie wyłudzam świadczeń, ani niczego innego, zwolnień lekarskich również nie wyłudzam, nawet oprogramowanie, filmy i muzykę mam oryginalne. Nie zmienia to faktu, że ludziom wychowanym w patologii taki model nie mieści się w głowie i doszukują się zaraz haczyka, kłamstwa, czy oszustwa.

    1. Chyba jednak jest to zbyt daleko idące uproszczenie. To nie jest tak, że PiS popierają tylko menele, to byłoby zbyt proste. Owszem, lumpiarstwo zostało ośmielone i nie jest już powodem do wstydu, ale co z resztą? Tylko karierowicze?

      1. Oczywiście masz rację. To nie jest tak, że tylko oni popierają PiS. Ale to jest ta grupa, która zrobiła różnicę. Ta zmobilizowana spośród tych, którzy albo wcale nie chodzili na wybory, albo głosowali na różne cuda polityki w stylu Partia X, czy Samoobrona. Racjonalni spin – doktorzy kierują swoje kampanie do nieprzekonanych. Do tych, którym zazwyczaj się nie chce ruszyć tyłków do urn, bądź do tych, których poglądem politycznym jest “chcę, by mi było dobrze”.

      2. Menele to rzadko głosują na kogokolwiek, bo w końcu wszyscy kradną, a PiS to też żydomasoneria i gejoreptilia. Chyba Stonoga najlepiej oddał ten stan umysłu. Z moich doświadczeń jądro ciemności to sfrustrowana inteligencja z “problemami”. bardziej peryferycznie i dużo luźniej Janusze i Grażyny z memów o tej indonezyjskiej małpie z dużym nosem.

  3. Duopol partyjny jest faktem co samo w sobie nie uważam za złe. Podobnie jak Ty jestem lemmingem, POpaprańcem czy jak tam sobie kto życzy. Nie wybieram wiekszego czy mniejszego zła a wybieram tych którzy są w stanie spełnić większość moich wyborów ale co najważniejsze posiadają do tego logistykę.
    Inni chca byc od razu majstrami a zapominają, że najpierw się terminuje a potem idzie na swoje. Kto robi to za szybko tez pada na pyszczydło.
    Pozdrawiam

  4. Na Bosaka nie oddałabym głosu nigdy.
    PiS faktycznie wsłuchał się w głosy niezadowolonych, zamarkował chęć solidaryzowania się z nimi i zajął prywatą, szeroko rozumianą: od tej materialnej po odwetową. Do tego potrzebna jest im władza.
    Jakby to było pięknie, gdyby Trzaskowski wygrał w pierwszej turze! 🙂 Tak, wiem, że tak nie będzie, w szkoda. Bo mogłoby być.

    1. Dla mnie wybór pomiędzy Dudą i Bosakiem byłby koszmarem. I oczywiście nie zmieniając zdania o tym drugim – mimo wszystko nie byłby on jednak czekającym na skinienie prezesa długopisem.
      Gdyby Trzaskowski wygrał w I turze, byłoby cudownie, ale chyba nie ma na to szans. Jest atakowany przez wszystkich wokół, nie tylko przez PiS. Godzinę temu zaatakował go znowu Biedroń 🙁

  5. Ci którzy głosują na Dudę to “lumpiarstwo “i “menele” ? Ręce opadają .
    Proponuję zdefiniować te dwie grupy.
    Lumpiarstwo- to ci którzy pobierają 500+ ,trzynastą emeryturę i co tam potrafią jeszcze wyłudzić lub ukraść.Przeciwieństwo Wolanda.
    Menele- to bliska mej naturze, spora grupa ludzi nadużywających alkoholu ,zameldowana pod mostem ,przy śmietniku lub w lesie.Co zatem idzie, przykro pachnąca i z racji tego, z utrudnionym prawem wyborczym (brak meldunku = nieobecność na listach).
    Czy pan Trzaskowski powinien się obawiać meneli i lumpów (?) – nie pan Trzaskowski powinien się obawiać, luk we własnej pamięci.

    1. Pobierających 500+ nie nazywałabym lumpiarstwem, choć są tacy, którym “nie opłaca” się pracować, gdyż z opieki społecznej można też wyżyć. Dla mnie pod tym określeniem kryją się raczej ci, którym kiedyś nie chciało się uczyć, teraz pracować i mają pretensje do tych, którym się chciało i coś w życiu osiągnęli. Oni zostali ośmieleni, wręcz zachęceni do tego, żeby propagować taką postawę życiową.
      A menele? Cóż, na punkcie nadużywania alkoholu jestem uczulona, więc pominę to milczeniem.

  6. Pierwszy istotny wyborczy podział polityczny odnotowano w 1446 roku podczas wyboru króla po tragicznej śmierci Władysława Warneńczyka. Brat króla Władysława, książę litewski Kazimierz Jagiellończyk, zwlekał z przyjęciem korony polskiej, która miała być mu przyznana w wyniku decyzji zjazdu prałatów i panów polskich. Kazimierz chciał otrzymać koronę na podstawie prawa dziedziczenia po ojcu Władysławie Jagielle, na co nie chcieli zgodzić się polscy panowie. Na zjeździe – a właściwie pierwszym sejmie elekcyjnym – w Piotrkowie w marcu 1446 roku starły się dwie opcje.
    Pierwszym kandydatem był Fryderyk Hohenzoller. Argumenty za: “bo jest rozsądniejszy od wszystkich książąt niemieckich, …, jest wychowankiem Królestwa Polskiego,…, będzie wznosił budowle, lokował nowe miasta i porty morskie, dbał o ziemie Rusi i Podola, …itp”
    Drugim kandydatem był książę mazowiecki Bolesław. Argumenty za; “ludzie dość wybitni i cnotliwi pochodzący ze starego rodu królów polskich , którzy jako wierniejsi powinni być stawiani wyżej od wszelkich obcych..”
    Przekładając to na “współczesny język” opcja prozachodnia starła się z opcją Polska dla Polaków. Tak na marginesie książę Bolesław “po kądzieli” w 3/4 był Litwinem a nie Polakiem (matka i babka księżniczki litewskie)
    Wynik elekcji: ” tłum szlachty, który był obecny, zgodnym okrzykiem i wołaniem ogłaszał Bolesława królem Polski”. Którym nigdy nie został.

    Finał tego sporu opcji prozachodniej ze swojską był taki, że rok później w czerwcu 1447 roku książę Kazimierz Jagiellończyk został koronowany w Krakowie na króla Polski. Zwyciężyła opcja wschodnia.

    A wszystko to wiemy dzięki Długoszowi.

Leave a Reply