Czy warto mówić o ekologii?

Wydawać się powinno, że ochrona środowiska jest jednym z najważniejszych i dotyczących każdego z nas problemów. I to zarówno w perspektywie długofalowej jak i już teraz, na co dzień. Czy jest to temat na kampanię wyborczą? Przecież do typowego wyborcy PiS-u i tak to nie trafi i nie przekona do zmiany preferencji wyborczych. Ekologia? To jakiś wymysł lewacki…  Hejt na protestującą przed sejmem nastolatkę wyraźnie to pokazuje.

A jednak trzeba o tym mówić i to głośno. Trzeba edukować i promować wiedzę o ochronie środowiska. Dla elektoratu skupionego wokół PO jest to ważne i są szanse, że zmobilizuje wyborców do pójścia do urn wyborczych. Przy okazji może też uda się zaszczepić trochę wrażliwości innym. Warto pokazywać skutki i przyczyny. Palisz byle jakim węglem? Nie segregujesz śmieci? Zużywasz góry plastikowych opakowań? To potem biegasz po lekarzach i coraz więcej wydajesz na leki. I nie jest tu żadnym argumentem podejście typu “inni śmiecą bardziej i więcej”, w ten sposób wpadamy w błędne koło.
Polska zawetowała ostatnio walkę o klimat w Europie. Nie jest to powód do dumy, tylko do wstydu. Gospodarka oparta na węglu (zresztą w znacznej części rosyjskim) wymaga szybkich i odważnych działań. Na pewno nie wystarczy stwierdzenie, że inni są gorsi. Nawet jeżeli, to tak nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Nie tylko powinniśmy sami starać o jak największą ochronę środowiska, ale też być promować wszystkie działania w tym kierunku. A tymczasem co mamy? Sprzeciwiamy się Europie, przy okazji żądając pieniędzy na ewentualne wprowadzenie programów proekologicznych. Tylko po co, skoro właśnie straciliśmy pieniądze już przyznane nam w obecnej perspektywie finansowej? Program “Czyste powietrze” okazał się fiaskiem, UE nie przekaże nam środków. Oznacza to, że możemy zapomnieć np. o wymianie “kopciuchów”. Zimą znowu będziemy narzekać na smog, a latem narzekać na skutki trąb powietrznych, podtopień i susz.  I możemy za to podziękować obecnej władzy – zupełnie nic w tym temacie nie robiła i nie robi. Zaniechanie odczujemy wszyscy i teraz i w przyszłości.
Z pewnością jest to temat na kampanię wyborczą. I to nie tylko do rozliczania i atakowania PiS-U (choć także), ale przede wszystkim – do posłuchania, co ma tu do zaproponowania opozycja.

 

16 myśli na temat “Czy warto mówić o ekologii?”

  1. Jeśli wsłuchać się w głos suwerena (vide blogi), to jest to temat jak najbardziej nośny wyborczo. Tym bardziej, że Koalicja ma Zielonych, którzy pewnie chętnie wątek pociągną.

    1. Z Zielonymi bym uważał, z nich są trochę tacy ekolodzy jak z grinpisu. Atom jest be, GMO jest be, to się pod niektórymi względami niewiele różni od antyszczepionkarstwa.

  2. “Czy warto mówić o ekologii”? Pytanie retoryczne, podobne do “czy warto mówić o edukacji”, “czy warto mówić o uzależnieniach”.Niestety, problem dotyczący takich rozmów, to nie jest problem ich detali merytorycznych. W kontekście polityki, a przede wszystkim pozyskania wyborców, Bo ekologia WYMAGA PRZEDE WSZYSTKIM ZWRÓCENIA UWAGI NA SIEBIE I SWOJE OTOCZENIE, podobnie zresztą jak edukacja (w tym podnoszenie kwalifikacji zawodowych- niekoniecznie naukowych, bo to nie tylko temat ludzi o aspiracjach naukowych, a wszystkich, którzy chcą umieć coś robić LEPIEJ), czy walka z uzależnieniami. Ekologia wymaga zwiększenia własnej świadomości oraz zmiany własnych działań. WYMAGA OD SUWERENA PRACY, a ponieważ suweren gnuśny jest w większości wyborczej i raczej chce, by jakieś UNY coś tam zrobiły, bo on nawet z zaprzestaniem trzymania psa na łańcuchu ma problem, bo “zawsze trzymał i dobrze było”. Suweren nie chce płacić za wywóz szamba, za wywóz śmieci, nie chce mu się segregować, chce tanio żreć. I chce palić wynglem, bo zawsze palił, a dobry piec gazowy kosztuje, podobnie jak instalacja solarna lub kolektor słoneczny, pompa ciepła, czy rekuperator oraz remont związany z instalacją powyższych systemów. Suweren chce kasy, a modernizacja energetyki, to po pierwsze, rewolucja na energetycznym rynku pracy (w tym drastyczna redukcja zatrudnienia w górnictwie).
    Wydawać by się mogło, że ekologia to dobry temat wyborczy, mogący łamiący wszelkie zasady PiS zatrzymać. Niestety, jest on ważny tylko dla części ludzi (w większości młodych i wykształconych). Pod pojęciem WAŻNY rozumiem, że na tyle istotny, że traktujemy go priorytetowo i gotowi jesteśmy zrezygnować dla tego problemu z czegoś innego, n.p. potrafimy wysupłać na niego trochę własnych oszczędności i odpuszczamy sobie nasze wygodnictwo. Nie sądzę, by rzetelne podejście do ekologii było dobrym tematem na kampanię wyborczą, raczej jak to w polityce, użytek będą miały publiczne pyskówki na ten temat, wzajemne oskarżenia… Praca u podstaw nie interesuje gnuśnego suwerena.

    1. I jeszcze taka obserwacja: Mamy sezon letni, sezon festiwali, pielgrzymek, sezon wczasowy, SEZON IMPREZ MASOWYCH. Wystarczy spojrzeć, jak wygląda miejsce imprezy masowej o poranku dnia następnego. I to niezależnie od tego, czy to koncert rockowy, czy światowe dni młodzieży po spotkaniu z papieżem. Warto zarejestrować, ile tego syfu zostaje pod nogami uczestników i ile go mamy po zapakowaniu w worki i na ciężarówki. A to jedynie śmieci z jednego wieczora od powiedzmy 100 tysięcy ludzi, mówimy tu zatem o wielkościach rzędu promila populacji- i produkowanych przez nich odpadów. Do tego dodajmy nieczystości z przenośnych toalet i te zostawione byle gdzie (zwłaszcza pijani panowie szczają gdzie popadnie). I teraz wyobraźmy sobie to samo dzień w dzień, tylko razy tysiąc, bo w każdym gospodarstwie domowym. I totalny syf wczasowo- kurortowy- wszystko na jednorazówkach z plastiku: butelki, kubki na piwo, tacki, sztućce, reklamówki. I zauważ, że jeszcze nawet nie rozpoczynam wnikania w niuanse oszczędnej gospodarki energetycznej.

  3. @Woland
    W twojej wypowiedzi zauważam niejaki chaos przyczynowo skutkowy. O suwerenie pomówimy, jak Kukiz będzie miał większość sejmową.”Suweren” (tzw), płaci za śmieci kilkakrotnie i nic z tego nie wynika.Kupując napój w śmieciowej, plastykowej butelce płaci za butelkę -pieniądze płyną do producenta butelek .Producent butelek nie odkupuje ich od “suwerena” w celu utylizacji , bo nie musi .”Suweren” płaci za wywiezienie butelki ze swojego kubła ,na składowisko, które po zapełnieniu ,jest podpalane, to znaczy następuje tam “samozapłon”.Itd ,itp

  4. Moje uczucia są mieszane.Słyszałem, że gdyby zatkać wszystkie wulkany na Kamczatce to to co unosi sie w powietrze w pozostałej części świata zmniejszyłoby sie o 40%. Słyszałem, że nasze ziemskie krowy są tak upierdliwe i przyczyniają się do gazów cieplarnianych jak wszystkie samochody jeżdżące po naszym globie. Pewien poważny naukowiec dowodził, że my jako ludzka populacja mamy ok. 7% /lub jeszcze mniej/ wpływu na nasz klimat. Podobne procesy odbywaja sie nie tylko na Ziemi.
    To wszystko przekłada sie na moje mieszane uczucia co nie oznacza, że mamy się do niszczenia naszej planety dokładać.
    ps.
    Na ekologów tak bym nie liczył bo oni z reguły są na nie a liczeniem czym zastąpić np. węgiel jest dość krucho.

    1. @Piotr
      Nawet jeżeli natura też “produkuje” smog, nie oznacza to, że bezkarnie możemy się do tego dokładać. Już jest bardzo źle, perspektywy są fatalne. Nawet jak nas nie zadusi powietrze, to utoniemy: albo w wodzie z topniejących lodowców albo w górach śmieci.

Dodaj komentarz