Czekając na szczepionkę

Pandemia w naszym kraju ma się całkiem dobrze. Nie znamy jej prawdziwej skali, gdyż oficjalne statystyki podawane przez MZ są niestety tak mało wiarygodne, że już nawet Europa nabrała wątpliwości. Niestety, ale trudno walczy się z czymś nie znając prawdziwej skali problemu. Czy władze wiedzą jak jest naprawdę i tylko dla celów propagandowych ukrywają prawdziwe statystyki czy też wolą nie wiedzieć? Póki co to okazało się, że poważne błędy w oficjalnie pokazywanych danych ujawnił maturzysta z Torunia, a reakcją jest tylko utajnienie statystyk regionalnych i ogłaszanie jedynie słusznych wybranych danych ogólnopolskich.

Teraz czekamy na szczepionkę. Na pewno w opanowaniu pandemii to wielki sukces i są szanse na pokonanie, a przynajmniej znaczne ograniczenie koronawirusa.  Oczywiście, że zawsze jest możliwość, że podobnie jak grypa będzie mutować, co rok będzie pojawiać się nowy szczep i trzeba będzie szczepić się ponownie, ale nie będzie już tak zabójczy. Czy to pora na odtrąbienie sukcesu? Zaszczepimy się i będzie dobrze?
Od zawsze jestem zwolenniczką szczepień. Nie wierzę w żadne teorie spiskowe ruchów antyszczepionkowych. Tym razem jednak mam obawy. Ta władza jest tak nieudolna, że trudno spokojnie czekać na  zorganizowanie systemu szczepień. Nawet zakładając dobre chęci, wiemy jak to wygląda w praktyce, nie wyszło im nawet ze szczepionkami przeciwko grypie, a co dopiero z Covidem. Wprawdzie tym razem szczepionki są kupowane przez Unię, ale już przy dystrybucji może się okazać, że ktoś chciał zarobić i sprowadził podróby, znowu jakiś handlarz bronią lub oscypkami weźmie zaliczkę i się nie wywiąże itd. Jedna z tych szczepionek musi być przechowywana w temperaturze -70°C – jak rząd planuje zabezpieczyć dostawy? I ile będzie przypadków, że kartony ze szczepionkami znajdą się przykryte plandeką w jakiejś remizie czy magazynie? Aż strach się bać.

Oddzielnym, ale nie mniej ważnym problemem jest ruch antyszczepionkowy. Od dawna się rozwijał, obecnie ma się szczególnie dobrze. I nawet nie mam tu na myśli różnych teorii spiskowych o wstrzykiwaniu chipów od Gates’a. Coraz więcej jest osób, także mądrych i wykształconych, coraz bardziej sceptycznie podchodzących do antycovidowych szczepień. Dokładając do tego całkiem liczne grono tych, który w ogóle nie wierzą w “plandemię” – wcale nie będzie łatwo zaciągnąć ludzi do punktów szczepień.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego rząd nie prowadzi szeroko zakrojonej akcji informacyjnej? Już teraz, nie czekając na wiosnę? Dlaczego nie dementuje tych wszystkich fakenewsów krążących w przestrzeni publicznej? Nie rozwiewa obaw, pokazując korzyści płynące z masowych szczepień, odpowiadając na pytania i wątpliwości? To zadanie już na teraz.
Czy już teraz jest przygotowywana baza osób do szczepienia, z przypisanym kodem kolejności? Biorąc także pod uwagę, że dla każdego potrzebne są 2 szczepionki i to raczej nie w odstępie kilku miesięcy. To naprawdę wielkie przedsięwzięcie logistyczne i nie ma co liczyć na to, że jakoś to będzie. Tym bardziej, że zaufanie do rządu dramatycznie spada i to także wśród wiernych wyborców PiS.

Podobno w przypadku takiej nowej szczepionki w pierwszej kolejności powinno się zaszczepić polityków władzy. Jak przeżyją, można szczepić wszystkich i kraj jest uratowany. Jak nie – kraj też jest uratowany.
Trzymajmy się zdrowo!

42 myśli w temacie “Czekając na szczepionkę”

    1. Nie jestem pewna – lepiej zapobiegać niż leczyć. No i czy koncerny farmaceutyczne nie zarobią więcej na leku niż na szczepionce? Bez szczepionki można zarażać się częściej i częściej potrzebować leku, przy dobre szczepionce ten problem odpadnie.

  1. Zgadzam się Robotnikiem. Bardziej przydałby się lek, przynajmniej dopóki nie dowiemy się o Covidzie i szczepionce czegoś więcej.
    Co do akcji informacyjnej…A kto w nią uwierzy? Przecież już nawet specjaliści są lepszego i gorszego sortu.
    Przyglądając się niestety z bliska ruinie naszej służby zdrowia, to strach się bać, jak logistycznie taka akcja będzie wyglądać.

    1. Chyba jednak wolałabym się zaszczepić i nie zachorować na Covid niż zachorować i leczyć się nawet dobrym lekiem. Boję się, czy moje choroby współistniejące nie dałoby o sobie za bardzo znać.
      A jeśli chodzi o wiarygodność – to masz rację, że coraz mniej wierzymy władzy. Nie oznacza to jednak, że nie powinni tego robić. Nie tylko tępa propaganda się liczy.

  2. Myślę, że problem polega na zrozumieniu, że nie możemy dostać wszystkiego co chcemy, a jedynie to, co jest dostępne. To zrozumiałe, że człowiek marzy o tym, by dostać skuteczny lek, w dodatku miły w przyjmowaniu, bez skutków ubocznych, bądź jeszcze lepiej, z pozytywnymi skutkami dodatkowymi. Tyle, że jeśli podajemy substancję czynną, to zawsze jest ryzyko uczulenia. Różne są też reakcje obronne organizmu na wprowadzenie obcej substancji. To trochę tak, jakby obrażać się na samolot i domagać teleportacji, bo samolot może się rozbić, a w dodatku zanieczyszcza środowisko (na marginesie, jestem przekonany, że w razie stworzenia teleportu powstanie grupa antyteleportowców). Albo chcemy się szybko przemieszczać, albo nie. Albo chcemy być odporni na wirusa, albo nie. A już do białej gorączki mnie doprowadzają “argumenty” o zarobkach koncernów (dziwnym trafem nikt nie podnosi kwestii kosztów koncernów farmaceutycznych, w tym ewentualnych odszkodowań za źle przygotowany lek). Zresztą, myślałby kto, że wypowiadają je osoby, które by chciały pracować za darmo. Po prostu typowa demagogiczna klisza: Jak ktoś inny zarabia, to zarabia za dużo, a ja oczywiście zarabiam za mało, bo ktoś inny zarabia za dużo. I to ja wiem, ile powinien zarabiać kto inny, a ile należy się mnie.

    1. Oczywista oczywistość. Ja zawsze mam za mało, a inni za dużo.
      Niestety, u nas praca, wysiłek i poniesione koszty nie są cenione.

    2. @Woland
      “…….Różne są też reakcje obronne organizmu na wprowadzenie obcej substancji………”
      O czym mówisz- o szczepionce, czy lekarstwie?

      http://trybeus.blogspot.com/2017/09/szczepieni-kontra-nieszczepienipraca.html#more

      “….. A już do białej gorączki mnie doprowadzają “argumenty” o zarobkach koncernów…..”

      Grasz na giełdzie i martwi cię spadek akcji firmy, płacącej odszkodowania za utratę zdrowia klientów ??? Może jest szczepionka na białą gorączkę???

      https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C402495%2C60-lat-temu-opracowano-talidomid-lek-z-dwoma-obliczami.html

      1. @Robotnik,
        Mówię o każdej, dowolnej substancji wprowadzonej do organizmu, niezależnie od tego, czy to lek, czy szczepionka, czy woda z kałuży. Reakcje na te substancje są zawsze subiektywne, o czym być może miałeś okazję się przekonać rzygając po wódce, podczas kiedy koledzy pili jeszcze pół nocy (bądź na odwrót, koledzy rzygali, a Ty piłeś).
        Posiadanie, bądź nieposiadanie przeze mnie akcji dowolnych firm, także farmaceutycznych, nijak nie wpływa na koszty ich działalności, więc jeśli czujesz się samotny i chcesz pogadać o czymś niezwiązanym z moim komentarzem, to zacznij od pogody, będzie grzeczniej.
        Niestety, linki które podałeś, również w żaden sposób nie korespondują z moim komentarzem, przeczytaj uważnie ich zawartość, to się zorientujesz, że nijak się mają do indywidualnych reakcji organizmu, czy też kosztów ponoszonych przez koncerny (tu raczej by się przydało jakieś sprawozdanie finansowe). Jeżeli już się nauczysz czytać ze zrozumieniem tak krótkie teksty, jak moje komentarze, a później zrozumiesz treść proponowanych przez siebie linków i dojdziesz do wniosku, że jest to głos w dyskusji, zapraszam. Jeżeli nie jesteś w stanie tego zrobić, nie marnuj mojego czasu.
        Uprzejmie informuję, że w sprawach szczepionek najbardziej wyczerpującą bibliotekę (wraz z bibliografią) posiadają instytuty immunologii, Kurnik Polityczny, ni koguty w nim się udzielające, mają w porównaniu z nimi żenująco słabe informacje.

  3. “Strzeżonego Pan Bóg strzeże” mawiała moja babcia i tego się trzymam. Moja mądra mama zaszczepiła mnie przeciw polio jak tylko było to możliwe. Wcześniej niż wprowadzono ją oficjalnie w Europie, a jedynie niektórzy lekarze mieli możliwość sprowadzić ją z USA. Dziś wiem, że ta pierwsza szczepionka nie była do końca sprawdzona i miała pewne wady (dopiero druga była w pełni bezpieczna), a kosztowała więcej niż połowa ówczesnej pensji mojego ojca (skoro dolar kosztował prawie stówę). Dopiero gdy poszłam w 1960 do szkoły i spotkałam kilkoro innych uczniów po przebyciu tej choroby (także w sporo ode mnie młodszych rocznikach) doceniłam działanie mamy (ryzyko, cena, zaradność w wyszukaniu lekarza).
    Od wtedy ja i całą moja rodzina szczepimy się na wszystko, w tym dwie już wnuczki zaszczepione przeciw HPV (też nie tanie więc dokładałam się do kosztów). Do szczepień nie zraził nas nawet fakt, że młodsza córka szczepienie przeciwko odrze, w 1981 roku, mocno przechorowała. Przeciw covid też się zaszczepimy najszybciej jak będzie to możliwe.
    P.S. Jak ktoś ma problem, ze ta szczepionka powstała zbyt szybko, to proszę poczytać jaka jest jej zasada tworzenia i ile lat trwały wcześniej badania (na całym świecie) na stworzeniem takiej substancji (zupełnie nowej generacji).
    Pomyślności

    1. Ja też popieram szczepienia. Naukę w SP rozpoczęłam w 1968, przez 3 lata w mojej klasie była dziewczynka, która właśnie była po polio. Chodziła o kulach, robiła wszystko wolniej, choć intelektualnie;nie odstawała od grupy. Później coś się pogorszyło, przeszła na indywidualny, domowy cykl nauczania.
      Szczepionki są wielkim dobrodziejstwem.
      Powiedzenie “strzeżonego Pan Bóg strzeże” też wyniosłam z domu i sama stosuję.

  4. 1) Covid nie ma szans stać się nową grypą. Wirusy grypy potrafią się krzyżować. Koronawirusy na szczęście nie.
    2) Tę akcję uświadamiającą by pewnie Sasin prowadził, więc może lepiej, że nie ma..

    1. Nie wiem jak to jest z mutowaniem tego wirusa – to zupełnie nie moja dziedzina. A jeśli chodzi o Sasina – to faktycznie jest już symbolem nieudacznictwa. Wydaje mi się jednak, że tym razem trzeba trafić do “Suwerena”, więc może się dogada?

  5. Dwie metody aby zmotywować nas Polaków do szczepień:
    1) Ogłosić, szczepionki nie starczy dla wszystkich,
    2) Osoby zaszczepione mogą chodzić do kina, na mecze, jechać na wakacje, wyjeżdżać za granicę…… Niezaszczepieni nadal muszą chodzić w maseczkach.

  6. Już zaszczepiono pierwsze osoby szczepionką Pfizer w programie szczepień masowych w Wielkiej Brytanii, w tym niedaleko mnie, w Belfaście, szczepi się od dzisiaj pracowników medycznych. Czekam na rezultaty z nadzieją, bo Irlandia Północna była dla Republiki źródłem wielu zakażeń “turystycznych”.

  7. Żeby nie było tak słodko, że szczepionka jest potrzebna i ze wszech miar wskazana. Bardzo bym tego chciała, ale nie mogę zamykać oczu na wątpliwości.
    1. Jeśli przejście choroby nie uodparnia trwale na chorobę, jak np. szczepionki na odrę, ospę itp., to na ile uodparnia? Już w tej chwili osocze ozdrowieńców bierze się tylko od osób do 3 m-cy od wyleczenia. Potem przeciwciała zanikają. A wirus Covid w szczepionce jest słabszy, niż ten nabyty naturalnie.
    2. Są przypadki powtórnego zachorowania na Covid. Czy to nie budzi wątpliwości, że przynajmniej w niektórych przypadkach szczepionka i odporność po niej, też będzie nieskuteczna? Powie ktoś: u niektórych, ale jeśli wyszczepienie ma nam pozwolić żyć normalnie, to wcale nie jest bez znaczenia.
    3. Szczepionkę podaje się w dwóch dawkach w pewnych odstępie czasu. Co się będzie działo z kimś, kto w tym czasie złapie naturalnego wirusa?
    4. No i jeszcze choroby współistniejące. Nie ma danych na temat efektów podania szczepionki ludziom chorym. Pewnie im jej nie podawano.
    5. Nie wiadomo, ile naprawdę jest ozdrowieńców i czy szczepienie ich jest wskazana/bezpieczne.

    Tych wątpliwości jest zbyt wiele, żeby z rozmachem zaszczepić miliony ludzi. To tak, jakbyśmy sami byli szczurami doświadczalnymi. I to nie są tylko moje obawy. Dr Sośnierz wypowiada się mniej więcej w tym samym tonie. I ja mu wierzę.

    1. “Potem przeciwciała zanikają.”
      To nie musi być szczególnie istotne. One nie muszą być we krwi, żeby organizm pamiętał.
      “A wirus Covid w szczepionce jest słabszy, niż ten nabyty naturalnie.”
      W pfeizerowskiej w ogóle nie ma wirusa. To problem? 😀

      Parę detali.
      1) Z 90% procedur bezpieczeństwa przy badaniach wynika nie z realnej potrzeby, tylko wprowadzono je ze względu na antywacków.
      2) Nie wszyscy muszą być odporni. Covid jest dosyć nisko zaraźliwy. Nawet umiarkowany wzrost odporności może epidemię zakończyć.
      3) To wszystko i tak bez znaczenia, bo P*S akcję wyszczepiania spieprzy.

      1. Dzięki. Cześć moich wątpliwości rozwiałeś. Faktycznie ta szczepionka jakoś modyfikuje nie sam wirus, ale jego przyczepność.

        Nie jestem przeciwna szczepieniom, ale ich nieostrożnemu używaniu. I mam ku temu powody. Sam ruch antyszczepionkowy pewnie nie byłby tak zdeterminowany, gdyby ich wątpliwości potraktowano serio, starano się wyjaśnić, czasem przyznać rację, a nie uznano z góry za zagrożenie i zabobon.

        Jestem autoimmunologiczna. I dostatecznie już cierpię z tego powodu. Lekarka nie umie mi odpowiedzieć, czy powinnam się szczepić. I tak w sumie to jestem między młotem, a kowadłem, bo wiem jedno: na koniec dnia to ja poniosę konsekwencje. Gdybym jeszcze wiedziała, co ryzykuję, może byłoby mi lżej.

        1. Ta szczepionka to w praktyce kawałki RNA wirusa w jakichś liposomach. Po wniknięciu służą za matryce do produkcji wirusowych białek. Gdzie jest myk – nie ma wirusowego aparatu replikacyjnego. Z tych białek nie są składane nowe wirusy, ani RNA się nie replikuje. A RNA jest nietrwałe, dlatego trzeba mrozić. Powstają po prostu przez pewien czas wirusowe białka luzem, które układ odpornościowy uczy się rozpoznawać.

    2. Wiesz, boję się tu wypowiadać – medycyna, a nawet szeroko pojęta biologia to zupełnie nie moja działka. Tu wierzę specjalistom. I dlatego uważam, że potrzebna jest szeroka akcja informacyjna, również wyjaśniająca wszystkie wątpliwości.

      1. Też nie jestem lekarzem i dlatego uważnie ich słucham. Sens jest taki (np. dzisiejsza wypowiedź dr Jacka Krajewskiego), że nie wiadomo, jak zareagujemy na szczepionkę, w pewnym sensie będziemy królikami doświadczalnymi, bo nie przeprowadzono z braku czasu trzeciej fazy badań, ale nie mamy lepszego wyjścia, bo nie ma leku na Covid. A czy ktoś go szuka? I najważniejsze: nie wiadomo na jak długo nabędzie się odporność, więc maseczki i dystans nie znikną. Nadal uważam, że przeprowadzanie trzeciej fazy badań na taką skalę, to bardzo ryzykowne działanie.
        W dwóch pierwszych fazach nie brali udziału ochotnicy powyżej 55 roku życia. Nie wiadomo w ogóle, jak zareagują seniorzy.

        1. Znamy w ogóle jakiś przypadek szczepionki, która miała często jakieś groźne efekty? Mi to wszystko wygląda na jakąś masową i celową dezinformację ziębian i podobnych antywacków.
          Zresztą – jak się nie zaszczepisz to pewnie tego covida w końcu złapiesz. A wtedy ryzyko będzie dużo większe.

          1. No to mała łyżka dziegciu. W UK, gdzie ruszyły właśnie masowe szczepienia jest kilka przypadków, gdzie alergicy mieli dodatkowe skutki uboczne – na szczęście szybko mijały, ale zdaje się, że poważne alergie są obecnie dyskwalifikujące do otrzymania szczepionki.

            1. No ale tego było sztuk dwa, do tego z takim uczuleniem, że zawsze musieli mieć przy sobie strzykawki z adrenaliną. Czyli przypadki ekstremalne a reakcja średnio poważna.

        2. Oczywiście, przesadny optymizm też nie jest potrzebny. Cykl testowania z pewnością był szybki, ale jednak podobno zachowano wszystkie niezbędne wymagania. Wierzę, że jednak ktoś na świecie nad tym panuje i kontroluje.

          1. I tak większość tych wymagań to bzdety ze względu na antywacków. Robiono to oczywiście na szybko, z mniejszym rygorem i bardziej po łebkach, ale bądźmy szczerzy – jakie są szanse, że skutki uboczne okażą się gorsze, czy nawet porównywalne z samym covidem? Przecież to nawet nie jest podanie osłabionego wirusa a atrapy.

  8. Cieszę się, że jest tylu ochotników na eksperyment medyczny, jeśli szczepionka okaże się skuteczna i tylu was się zaszczepi, jak prognozujecie to powstanie odporność populacyjna i niezaszczepieni będą również bezpieczni,choć bez podejmowania ryzyka. W razie niepowodzenia, przynajmniej zmądrzejecie.

    1. Do nabycia odporności grupowej rzeczywiście wystarczy ok.90% osób zaszczepionych. Pozwala to również na zabezpieczenie tych, którzy z przyczyn zdrowotnych nie mogą być szczepieni. Problem w tym, że chodzi tu o chorych fizycznie, nie psychicznie. Tym bardziej nie dotyczy tych, którzy boją się chipów Gates’a, wierzą w to, że ziemia jest płaska, czują się tak mądrzy, że ich wirus nie może dopaść lub też nie szczepią się bo nie.

      1. Gdzieś dzwoni, ale nie wiesz gdzie. Do odporności stadnej wystarczy 45-60% osób z przeciwciałami odpornościowymi, niezależnie od sposobu w jaki go nabędą. Szczepienia nie mają stuprocentowej skuteczności, a przeciwciała już są w populacji. Z testów wynika, że ponad milion osób w Polsce przechorowało Covid. 80% przechodzi go bezobjawowo. W czerwcu Grzesiowski podawał, że liczba zakażonych jest ok. 40 razy wyższa niż podają rządowe statystyki, przy obecnej liczbie zakażeń okazało się to raczej bzdurą, ale wciąż uważa się, że ta liczba jest 10-20 razy wyższa, czyli kilkanaście do dwudziestu procent ludzi w Polsce jest w tej chwili odporna. Wystarczy, że zaszczepi się jeszcze cały strajk kobiet i wielbiciele Schetyny, o ile już nie są w grupie chorujących i możesz przestać się paranoicznie chować w domu ze strachu. Jedni boją się wirusa, inni niezarejestrowanych szczepionek i nie ma to nic wspólnego z chorobą psychiczną, niepokojące jest jednak twoje poczucie wyższości, może to kompleks Napoleona?

        1. Czyli 45%-60% zaszczepionych i/lub ozdrowieńców wystarczy? No to mamy problem prawie z głowy? Szkoda, że wirus odry o tym nie wie. Ostatnio mało publikuje się statystyk, ale kilka lat lat wzrost zakażeń był wyraźny. I naprawdę uważasz, że koronawirus to taki bardzo inteligentny wirus, który działa w zależności od poglądów politycznych? Skoro wystarczy zaszczepienie tylko uczestników strajków kobiet i zwolenników Schetyny? Zwolennicy władzy są bezpieczni? Cóż, w takim razie ja rzeczywiście jestem w grupie ryzyka. Choć nie chowam się – jak to określiłeś “paranoicznie w domu”, ale tak, uważam na siebie i staram się chronić.

  9. Zabierasz głos na tematy, o których nie masz pojęcia i z każdym zdaniem pogrążasz się bardziej. Potwierdzasz tylko własną ignorancję. W Polsce obowiązkowe szczepienia na odrę objęły osoby urodzone po 1975 r. – reszta jest niezaszczepiona. Epidemia w przypadku odry nam jednak nie grozi. Wytłumaczę ci więc jak dziecku, że żeby przerwać transmisję wirusa z osoby na osobę w jakiejś grupie ludzi, wystarczy, że jedynie co druga osoba będzie odporna, wtedy wirus przestaje się przenosić z jednej osoby na drugą, a cała epidemia stopniowo wygasa. Test na inteligencję zdałaś, tak, jesteśmy blisko osiągnięcia odporności stadnej, 10 mln ozdrowieńców to 25% populacji, 20 mln to już 50%, za chwilę szczepienia podawane ozdrowieńcom, będą zbędnym narażaniem tych osób na niepotrzebne ryzyko i wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Wszystko w imię zysków specjalistów od wirusów komputerowych. Co ciekawe, twoja ulubiona partia całkowicie położyła sprawę szczepionek w czasie pandemii w 2009 roku, zachowując się nieodpowiedzialni wbrew trendom na całym świecie i nic się nie stało, koteczku.

    1. Czy Ty naprawdę uważasz, że aroganckim tonem swoich wypowiedzi sprawiasz, że Twoje wypowiedzi stają się merytoryczne i wartościowe? To chyba jednak musisz poszukać innych adwersarzy.
      Wzrost zachorowań na odrę (choć nie epidemia) akurat pokazuje, że co drugi zaszczepiony to za mało, aby wyeliminować wirusa. Wskaźnik jest jeszcze dużo wyższy, choć liczba przypadków zauważalnie wyższa.
      Generalnie – nie mam zamiaru Cię przekonywać do niczego. Każdy ma prawo wierzyć w co chce, także w “winę Tuska” m.in. za dwukrotny wzrost wszystkich zgonów rok do roku w październiku i listopadzie. Ja się zaszczepię, więc już nie musisz. Tylko póki co uważaj na siebie, gdyż to jeszcze trochę potrwa, nie jestem w grupie przewidzianej szczepień w pierwszej kolejności.
      I znajdź sobie kogoś, na kim tak infantylne zwroty jak “koteczku” zrobią wrażenie, na mnie to nie działa.

  10. Zanim zaczniesz innym przypisywać chorobę psychiczną, określając ich mianem płaskoziemców zastanów się najpierw co wiesz, na temat, w którym wydaje ci się ,że jesteś wybitnym ekspertem. Nie zaszczepię się, bo przeszedłem infekcję. Nie mam zastrzeżeń do szczepionek wektorowych. Nie wiem czy jesteś w stanie odróżnić je od szczepionki genetycznej, bo o niej piszesz. Pierwsze szczepienia na wirusa Polio odbywały się na wychowankach sierocińca i to dziś budzi wielkie kontrowersje etyczne. To, co się proponuje obecnie jest jeszcze bardziej kontrowersyjne, zamiast nieaktywnych genetycznie białek wirusa, będzie po raz pierwszy w historii medycyny, podawany do tkanek wirusowy materiał genetyczny, uruchamiający nie tylko odpowiedź immunologiczną, ale również mechanizmy replikacji ludzkiego ciała i to nie w warunkach laboratoryjnych, ale na całej populacji ludzkiej. Ryzyko jest trudne do oszacowania.

    1. Jeśli chodzi o choroby psychiczne to napisałam tylko, że nie są przeciwskazaniem do szczepienia i nie dotyczy to tylko koronawirusa. Nie wiem i chyba nawet wcale nie chcę wiedzieć, co sobie dopowiedziałeś.
      Wybór szczepionki? Narodowy Plan Szczepień chyba nie przewiduje wyboru. W każdym razie ja mam zaufanie do mojego lekarza i na tym się będę opierać.

    2. “To, co się proponuje obecnie jest jeszcze bardziej kontrowersyjne, zamiast nieaktywnych genetycznie białek wirusa, będzie po raz pierwszy w historii medycyny, podawany do tkanek wirusowy materiał genetyczny, uruchamiający nie tylko odpowiedź immunologiczną, ale również mechanizmy replikacji ludzkiego ciała i to nie w warunkach laboratoryjnych, ale na całej populacji ludzkiej. ”
      To by było na tyle, jeśli chodzi o image eksperta, który wie, o czym pisze 🙂

      1. To zupełnie nie moja dziedzina, ale wygląda na to, że wstrzykną nam chipy, a potem będą klonować?

      2. Przeczytałem kilka twoich ostatnich wpisów i jakoś szczególnie mi na twoim zdaniu nie zależy, jednak zaryzykuję i poczekam na argumenty niekwestionowanego autorytetu, który “robi w szpitalu w UK” :)))

        1. “To, co się proponuje obecnie jest jeszcze bardziej kontrowersyjne, zamiast nieaktywnych genetycznie białek wirusa, będzie po raz pierwszy w historii medycyny, podawany do tkanek wirusowy materiał genetyczny,”
          Tak ino się zapomniało, że wiele szczepionek to po prostu kompletne wirusy, tylko podhodowane pod kątem niskiej wirulencji. Pierwsza szczepionka w historii to przecież był żywy wirus i to nawet nie atenuowany 😀
          “ale również mechanizmy replikacji ludzkiego ciała”
          Brzmi mundrze, tylko co właściwie znaczy? Że po zaszczepieniu zaczniemy rozmnażać się przez pączkowanie? 😀

Leave a Reply