Tematy na kampanię: inflacja

Rosnące z dnia na dzień ceny w sklepach to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Tym bardziej, że perspektywy są tu niestety rozwojowe – inflacja będzie coraz wyższa. Podobno w sierpniu wyniosła 2,8%, na koniec roku przewiduje się ok.3,5%. Robiąc zakupy i patrząc na ceny podstawowych artykułów – zastanawiam się jednak, co oprócz lokomotyw staniało? Bo żywność z pewnością jest dużo droższa niż rok temu. Poczynając od chleba (droższy o 12%) po mięso (łopatka wieprzowa u mnie kosztuje już powyżej 20zł).

Czy to efekt wszystkich plusów? Z pewnością w znacznej mierze tak.  Na rynku nagle znalazło się dużo więcej pieniędzy niż było, rzuciliśmy się na zakupy, więc ceny rosną. Jeżeli obecna władza ponownie wygra wybory – będzie jeszcze gorzej. Wzrost płacy minimalnej (a w konsekwencji także innych płac) spowoduje wzrost kosztów produkcji i tym samym podniesie ceny.  Dla każdego pracodawcy są to bardzo poważne koszty. Być może wielkie korporacje dadzą sobie radę w taki czy inny sposób, ale mali przedsiębiorcy już mogą mieć problemy.

W tym wszystkim najgorsze dla mnie jest to, ze całkowicie upada etos pracy. U nas po prostu się to nie opłaca, zdecydowanie lepiej być beneficjentem rzucanych przez państwo danin. Niestety, dominuje teraz tendencja, że państwo zabiera coraz więcej i dzieli po swojemu. To kiepskie rozwiązanie. Dla rozwoju gospodarki i społeczeństwa dużo lepszym rozwiązaniem byłoby np. podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie stawki VAT itp. Owszem, w budżecie byłoby mniej do rozdania, ale czy socjal nie powinien trafiać do tych, którzy z różnych powodów naprawdę potrzebują wsparcia, a nie do wszystkich jak leci?

Tematy na kampanię: deforma oświaty

Deforma oświaty to z pewnością jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej. Szczególnie teraz, na starcie nowego roku szkolnego, gdy widać przepełnione szkoły i naukę na dwie zmiany.  Jest fatalnie i tak będzie przez kolejne 3 lata. Dotyczy to wszystkich uczniów szkół średnich, nie tylko podwójnego rocznika – szkoły nie są z gumy.

Szukałam informacji czy była minister Zalewska pokazała się na rozpoczęciu roku szkolnego w którejś ze szkół, aby nacieszyć się widokiem “doskonale przygotowanej i wprowadzonej reformy” – nie znalazłam. Zamiast tego pojawił się obecny minister, Piontkowski. Niestety, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jego chamska odzywka do dziennikarki nie będzie dla dzieciaków wzorem do naśladowania.
W przypadku ministra Piontkowskiego zapamiętałam także jego wypowiedź sprzed kilku tygodni, gdy uzasadniając reformę mówił o tym, że dzieci na historii trzykrotnie uczyły się tego samego. Moim zdaniem to kuriozum – czy nie prościej, łatwiej i taniej byłoby zmienić podstawę programową na poszczególnych etapach nauczania? No, ale wówczas nie byłoby sentymentalnego powrotu do czasów słusznie minionych. Choć sama kończyłam szkołę w czasach PRL i uważam, że dobrze mnie uczono, to jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jest XXI wiek i obecnie musimy zupełnie inaczej uczyć dzieci niż kiedyś.

Niezależnie od oceny systemu szkolnictwa cieszy mnie jednak to, ze ugrupowania opozycyjne nie mówią w swoim programie o kolejnym odwracaniu wprowadzonych reform. Tak się nie da. Powrót do gimnazjów spowodowałby kolejny, jeszcze gorszy chaos. Być może warto byłoby się zastanowić nad przyszłościowym modelem edukacji, ale na spokojnie i z rozwagą. No i zaplanować go tak, żeby ewentualna reforma była wprowadzana była sukcesywnie, np. wraz z dziećmi rozpoczynającymi naukę w I klasie szkoły podstawowej. 
Póki co – propozycji nie ma. Nie oznacza to jednak, że temat deformy powinien być pomijany w kampanii wyborczej. To doskonały przykład na to, że obecna władza wyznając zasadę “wiemy lepiej”, nie licząc się zupełnie z uwagami fachowców (prawdziwych, nie tych utajnionych) i w środku nocy zatwierdzając pisane na kolanie ustawy, wszystko potrafi zniszczyć. Pamiętajmy o tym.

 

Małgorzata Kidawa-Błońska? Jestem za!

Grzegorz Schetyna dziś ogłosił, że kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera nie będzie on sam, a Małgorzata Kidawa-Błońska.

Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem tak. Cóż, bolesna prawda jest taka, że Grzegorz Schetyna ma bardzo wysoki poziom negatywnego elektoratu. Za to Małgorzata Kidawa-Błońska znana jest zdecydowanie jako osoba kulturalna, zrównoważona i na poziomie. Na pewno będzie wartością dodaną w kampanii wyborczej.
I zupełnie nie obawiam się, że w przypadku wygranej KO, powtórzyłby się casus Beaty Szydło. Jednak PO to zupełnie inna partia niż PiS i nie skupia bezkrytycznie wpatrzonych w szefa wyznawców.

Można dyskutować, czy nie za późno? Chyba jednak nie. Listy kandydatów trafiają do PKW, więc nic nie trzeba odwoływać.  A efekt zaskoczenia może zadziałać. Z pewnością również na rzesze trolli czekających na przekazy dnia.

 

Liczą się jedynki na listach?

Jesteśmy na starcie kampanii wyborczej, powoli zastanawiamy się na kogo oddać swój głos w nadchodzących wyborach. Silna polaryzacja i podziały powodują, że głównie liczą się szyldy partyjne, a zdecydowanie mniej to, kogo konkretnie obdarzamy swoim zaufaniem.  I to z pewnością nie jest dobre. Może warto czasem przyjrzeć się nie tylko “wyborczym lokomotywom” i wybrać kogoś z dalszych miejsc?  Tym bardziej, że różnie to z tymi jedynkami bywa.
Ja przyjrzałam się sejmowej działalności posłów z okręgu 25:

Posłowie ziemi gdańskiej

Nawet patrząc na suche statystyki – wyniki w kilku przypadkach są całkiem ciekawe. Najwięcej głosów w wyborach parlamentarnych 2015 zdobył kandydujący z pierwszego miejsca listy PiS Jarosław Sellin.  Niestety, wygląda na to, że jako poseł mało się sprawdził.  Owszem, w obecnej kadencji może poszczycić się wysokim poziomem udziału w głosowaniach, ale to wszystko. Jako przedstawiciel suwerena jakoś w ogóle się nie zapisał. Dodając do tego, że w sprawie ECS czy Westerplatte występował jako przedstawiciel rządu, a nie lokalnej społeczności – moim zdaniem zupełnie się nie sprawdził.  Może posada wiceministra w MKiDN zajmuje mu za dużo czasu? W tych wyborach ponownie ma otwierać listę PiS do sejmu. Ciekawe, czy znowu znajdzie uznanie u wyborców PiS?

Dla równowagi proponuję jednak pochwalić inną gdańską jedynkę: Adama Korola startującego z listy PO.  Muszę przyznać, że ocena jego działalności była dla mnie dużą niespodzianką. Mimo, że zupełnie nieobecny w mediach, widać, że na co dzień i po cichu robi swoje i jest jednym z pracowitszych posłów. Brawo!

Podejrzewam, że w wielu innych okręgach jest całkiem podobnie. Warto się więc przyjrzeć jak swój mandat wypełniają nasi obecni przedstawiciele. Tym bardziej, że w wielu wypadkach będą starać się o reelekcję. A może wcale na to nie zasługują? I nawet na tej samej liście partyjnej można znaleźć przedstawiciela zdecydowanie sumienniej podchodzącego do obowiązków posła z danego okręgu?
Można to wszystko sprawdzić na stronach sejmowych:
Aktualni posłowie

 

Tematy na kampanię: służba zdrowia

Szeroko rozumiana służba zdrowia to z pewnością powinien być jeden z ważniejszych tematów kampanii wyborczej.  W mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, światopoglądu czy orientacji seksualnej. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy nawet będąc zdrowym i w dobrej formie dziś, jutro czy pojutrze nie będziemy potrzebować pomocy lekarza. Dla siebie lub kogoś bliskiego.

A w służbie zdrowia jest coraz gorzej.  Ja sama akurat miałam szczęście – rok temu z okładem wylądowałam na SOR w szpitalu, ale pomijając bardzo niesympatycznego i pełnego pretensji pierwszego lekarza oceniającego mój stan, później poszło szybko i sprawnie i po godzinie znalazłam się na oddziale. Może dlatego, że były to godziny przedpołudniowe i dzień roboczy? Moje znajome, które ostatnio były zmuszone szukać lekarza w dni wolne czy w nocy – mają wielogodzinne i raczej koszmarne doświadczenia.
Czy ktoś pamięta jeszcze o strajku lekarzy rezydentów? I słynnym już “niech jadą!”? Wydaje się, że to już zamierzchła przeszłość. A wbrew propagandzie sukcesu – problemy tylko się pogłębiają.  Lekarzy też jest coraz mniej. Tu naprawdę są potrzebne rozwiązania systemowe. Czekanie miesiącami do specjalisty sprawia, że o skutecznym leczeniu nie ma mowy. Owszem, można pójść do lekarza prywatnie, ale problem pojawia się, gdy trzeba zrobić badania – też trzeba zrobić je odpłatnie, a w wielu przypadkach ceny mogą być oszałamiające. Teoretycznie jest infolinia, gdzie można się dowiedzieć o terminach dostania się do specjalisty, ale w praktyce wygląda to tak:
Szukając lekarza w Gdańsku
Swoją drogą – czy Ministerstwo Zdrowia choćby rozważa zwiększenie liczby uczelni medycznych? Tak, aby kształcić nowych lekarzy? Mam obawy, że nie. W dodatku zapamiętałam z mojego ubiegłorocznego pobytu w szpitalu (szpital akademicki), że jako “ciekawy przypadek” byłam oglądana i badana przez liczne grupy studentów medycyny (wyraziłam na to zgodę i starałam się współpracować, w końcu muszą się uczyć).  Problem w tym, że przeważająca większość tych studentów były to grupy anglojęzyczne i to nie tylko z Europy. Fajnie, uczelnia pewnie zarabia na ich studiach, ale w przyszłości szanse na spotkanie takiego lekarza w przychodni są pewnie nikłe. Kto nas będzie leczyć? Przecież już teraz co chwilę słychać o zamykaniu oddziałów szpitali w różnych miastach, nastąpił praktycznie całkowity upadek psychiatrii.

Ostatnie tygodnie przynoszą także bardzo niepokojące wieści o brakach leków w aptekach. Podobno ministerstwo monitoruje problem, ale nie wiadomo – od kiedy? Od czasu, gdy media zaczęły donosić o narastających problemach w zaopatrzeniu? To chyba trochę późno, nie dało się tego zrobić wcześniej? I zareagować z wyprzedzeniem? Nie mam tu na myśli infolinii – to banał, ale konkretne działania zapewniające ciągłość leczenia.
Do tego wszystkiego dochodzą dramatyczne doniesienia o znaczących zmianach na liście leków refundowanych. Chorym (w tym onkologicznie) jest coraz trudniej się leczyć.

Trwa kampania wyborcza.  Temat ochrony zdrowia jest z pewnością łatwym celem do punktowania władzy, która zdecydowanie sobie z tym nie radzi. Nie widać też żadnych pomysłów mogących uzdrowić sytuację, a każdy kolejny minister to kompletna porażka.  Nie bez powodu w sieci coraz częściej mówi się o programie Trumna+. Podobała mi się ostatnio akcja polityków PO publikujących listy brakujących leków w aptekach w różnych miejscowościach w Polsce.  Celnie, konkretnie i rzeczowo, całkowicie podważając oficjalną propagandę. To dobra droga do wyborczego zwycięstwa.

Co ważne w kampanii wyborczej?

Kampania wyborcza trwa w najlepsze. Formalnie rzecz biorąc jest to prekampania, gdyż termin wyborów nie został jeszcze formalnie ogłoszony, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to 13-go  (ewentualnie 20-go) października. Czasu mało, sezon urlopowy w pełni, trzeba więc pomyśleć o tym jak mądrze i skutecznie dotrzeć do wyborców.
Niestety, jak pokazuje życie – najprościej rozhuśtać emocje i nastraszyć ludzi. Pokazujemy wroga, rozpalamy emocje i ogłaszamy się jedynym obrońcą “tradycyjnych wartości” i już. Działa i to jak. Co z tego, że w drodze do sklepu nie spotkamy uchodźcy, za to wysokie ceny podstawowych artykułów już tak – strach przed osławionymi pierwotniakami sprawia, że nie myślimy racjonalnie. Biegamy od apteki do apteki w poszukiwaniu leków? Co z tego, skoro bardziej zagraża nam gej na ulicy? A jak się zarazimy i zseksualizujemy? Co wtedy? Lepiej nie ryzykować i skoro znamy wroga – trzeba z nim walczyć, oczywiście nienawidząc go z wszystkich sił.

Nienawiść jest bardzo silnym i niszczącym uczuciem.
I najgorszym, co można zrobić – to odpowiadać na nią tym samym. Na pewno nie może to być głównym tematem kampanii wyborczej, nie pozwólmy narzucać sobie takiej narracji. LGBT? Na pewno ważny temat i nie chodzi o unikanie go, ale październikowe wybory to nie referendum “Czy popierasz związki partnerskie dla par homoseksualnych?”. Do szerokiego grona wyborców trafią za to konkretne i racjonalne argumenty związane z tym, że inflacja coraz wyższa, coraz trudniej dostać się do lekarza, brakuje leków, a od września czeka nas horror w szkołach itp.itd. I to są problemy dotykające nas wszystkich, niezależnie od światopoglądu czy orientacji seksualnej, zarówno beneficjentów 500+ jak i tych, którzy pracując sponsorują te wszystkie transfery socjalne. To nie igrzyska nam trzeba, a chleba (za który coraz więcej płacimy).

 

Kto z kim i bez kogo?

TVN opublikował najnowszy sondaż:

(kliknij obrazek, aby zobaczyć szczegóły)

Jestem przerażona. W ten sposób PiS zdobywa 242 mandaty i z dużym zapasem rządzi samodzielnie. Gdyby powstała szeroka koalicja opozycji (PO, .N, PSL, SLD, Wiosna i Razem) – PiS miałby “tylko” 222 mandaty.  Biorąc pod uwagę premię za zjednoczenie – mogłoby to być jeszcze mniej.
Niestety, nie zanosi się na takie połączenie. Jesteśmy świadkami żenujących przepychanek kto z kim chce, ale pod warunkiem, że bez kogoś. To naprawdę nie wróży dobrze. Kluczowe znaczenie ma tu PSL, który ryzykując własne istnienie na scenie politycznej (z wynikiem 2% nie otrzyma nawet dotacji) próbuje wywalczyć dla siebie decydujące znaczenie w ewentualnej koalicji. Nie pamiętam szczegółów, ale na wiosnę był jakiś sondaż, w którym Kosiniak-Kamysz osiągał bardzo wysokie miejsce jako lider koalicji opozycyjnej. Wygląda na to, że uwierzył i teraz chce, aby to wszyscy inni przyłączyli się do niego. Moim zdaniem to błąd, a jego skutki będziemy odczuwać przez wiele lat.

W ramach szerokiego bloku partii opozycyjnych można się różnić. Jednak podstawowe wartości takie jak demokracja, praworządność, poszanowanie Konstytucji powinny łączyć i skleić nawet różne światopoglądy. Czy się uda? Obawiam się, że niestety nie.
W tym wszystkim cieszę się, że PO robi po prostu swoje. Nie czekając na innych, rozpoczęła kampanię i ruszyła w teren. Wyborców jednak mało obchodzą przepychanki polityków, liczy się to, co proponują nam. “Szóstka Schetyny” spełnia te kryteria, to konkretne i rzeczowe hasła i są szanse, że będzie usłyszane przez wyborców.
Siebie nie liczę – na wybory i tak na pewno pójdę i prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zagłosuję na PO. Niekoniecznie na “jedynkę” – mam zwyczaj przyglądać się poszczególnym kandydatom na liście i sama wybieram kogo poprzeć.

A tak na marginesie – dziwi mnie sondażowy wynik Kukiz’15. Ugrupowanie, które w obecnej kadencji zasłynęło głównie z odejść poszczególnych posłów, bez osiągnięć i programu (podobno Paweł Kukiz pyta wyborców jaki ma mieć program?) – co i komu proponuje, że jednak ma szansę na wejście do sejmu? Same JOW-y zdecydowanie nie wystarczą.  Kto więc chce na niego głosować?

 

 

Czy warto mówić o ekologii?

Wydawać się powinno, że ochrona środowiska jest jednym z najważniejszych i dotyczących każdego z nas problemów. I to zarówno w perspektywie długofalowej jak i już teraz, na co dzień. Czy jest to temat na kampanię wyborczą? Przecież do typowego wyborcy PiS-u i tak to nie trafi i nie przekona do zmiany preferencji wyborczych. Ekologia? To jakiś wymysł lewacki…  Hejt na protestującą przed sejmem nastolatkę wyraźnie to pokazuje.

A jednak trzeba o tym mówić i to głośno. Trzeba edukować i promować wiedzę o ochronie środowiska. Dla elektoratu skupionego wokół PO jest to ważne i są szanse, że zmobilizuje wyborców do pójścia do urn wyborczych. Przy okazji może też uda się zaszczepić trochę wrażliwości innym. Warto pokazywać skutki i przyczyny. Palisz byle jakim węglem? Nie segregujesz śmieci? Zużywasz góry plastikowych opakowań? To potem biegasz po lekarzach i coraz więcej wydajesz na leki. I nie jest tu żadnym argumentem podejście typu “inni śmiecą bardziej i więcej”, w ten sposób wpadamy w błędne koło.
Polska zawetowała ostatnio walkę o klimat w Europie. Nie jest to powód do dumy, tylko do wstydu. Gospodarka oparta na węglu (zresztą w znacznej części rosyjskim) wymaga szybkich i odważnych działań. Na pewno nie wystarczy stwierdzenie, że inni są gorsi. Nawet jeżeli, to tak nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Nie tylko powinniśmy sami starać o jak największą ochronę środowiska, ale też być promować wszystkie działania w tym kierunku. A tymczasem co mamy? Sprzeciwiamy się Europie, przy okazji żądając pieniędzy na ewentualne wprowadzenie programów proekologicznych. Tylko po co, skoro właśnie straciliśmy pieniądze już przyznane nam w obecnej perspektywie finansowej? Program “Czyste powietrze” okazał się fiaskiem, UE nie przekaże nam środków. Oznacza to, że możemy zapomnieć np. o wymianie “kopciuchów”. Zimą znowu będziemy narzekać na smog, a latem narzekać na skutki trąb powietrznych, podtopień i susz.  I możemy za to podziękować obecnej władzy – zupełnie nic w tym temacie nie robiła i nie robi. Zaniechanie odczujemy wszyscy i teraz i w przyszłości.
Z pewnością jest to temat na kampanię wyborczą. I to nie tylko do rozliczania i atakowania PiS-U (choć także), ale przede wszystkim – do posłuchania, co ma tu do zaproponowania opozycja.

 

Wiosenna koalicja?

No cóż, mądry Polak po szkodzie. Wygląda na to, że Robert Biedroń jednak zdecydował się na wspólny start z Platformą Obywatelską. Lepiej późno niż wcale, choć patrząc z punktu widzenia Wiosny – pozycja przetargowa jest teraz znacznie słabsza niż przed eurowyborami.  Wyborczy wynik okazał się znacznie słabszy niż przewidywania, zachwycony sobą samym lider niewiarygodny, a ugrupowanie zaczyna się powoli rozpadać. Mało obiecujące perspektywy. Nagle więc okazało się, że nie ma wroga po stronie opozycyjnej. Rozumiem, że skończą się ataki na KE? Bo wcześniej to właśnie koalicja była dla Wiosny głównym celem do zwalczania. Ciekawe też, czy Robert Biedroń pozdejmuje też te wszystkie, na masową skalę rozdawane, bany na Twitterze?

Jedna wielka koalicja bloku demokratycznego ma sens, metoda przeliczania głosów na mandaty nie pozostawia tu złudzeń. Choć trudno będzie znaleźć wspólną platformę poglądową. Jak pogodzić polityka z konserwatywnej części PO np. z zdeklarowanym zwolennikiem aborcji na życzenie? Elektorat centrowy raczej nie lubi skrajności, wspólne wartości muszą trafiać do wszystkich, trzeba więc też unikać wszelkich radykalizmów. Podstawą może być tu przede wszystkim odbudowa demokracji w Polsce. Nie chodzi przecież o to, aby nad podstawowymi instytucjami państwa kontrolę przejęła inna opcja polityczna, nadal zachowując ręczne sterowanie i wszechwładzę państwa nad wszelkimi aspektami naszego życia. Konieczny jest tu plan jak to zrobić z zachowaniem praworządności. Specustawa w stylu “odwołujemy Przyłębską” nie jest tu dobrym wyjściem i nie odbuduje zaufania do państwa prawa.

Takich wspólnych tematów łączących ugrupowania wchodzące w skład koalicji można znaleźć więcej.  Jest zrujnowany system oświaty, zapaść w służbie zdrowia, ochrona środowiska czy też rosnąca inflacja. Źle się też dzieje w gospodarce -nadmierny i opresyjny fiskalizm, wzrost różnych danin na rzecz państwa nie sprzyja rozwojowi i za chwilę odczujemy to na własnej skórze.
Na pewno trudno będzie o porozumienie w sprawach takich jak stosunek do Kościoła czy LGBT. Tu rozwiązaniem może być podkreślenie na listach wyborczych przynależności do konkretnej partii. Nie wiem, dlaczego nie było tego w wyborach do EU?  Owszem, w niektórych pozycjach był dopisek należy do partii politycznej, ale której? W przypadku list koalicyjnych ma to szczególne znaczenie, prawda? Tym bardziej, że wcale nie musimy głosować na jedynki na liście, możemy sami zdecydować.  I tu może być miejsce na niuanse – co jest dla nas ważne. Po prostu zgodnie z włąsnymi poglądami wybieramy z listy przedstawiciela PO czy SLD, PSL (no sorry, ale partia ta jest za słaba, aby wokół siebie tworzyć skuteczną koalicję) czy też Wiosny czy innego ugrupowania.
W tym wszystkim ważne jest też to, że niezależnie od wszystkiego – koalicja musi być tworzona wokół PO, a więc i Grzegorza Schetyny. Tu nie ma alternatywy. Pohukiwania PSL-u niczemu nie służą i sprzyjają tylko utrwalaniu władzy PiS. A chyba nie o to chodzi?

 

Smutny wyrok demokracji

Znamy już wyniki wyborów do Europarlamentu. Wygrał PiS z wynikiem 45,38%, KE dostała 38,47% głosów. Jestem sfrustrowana i rozgoryczona. Śledząc wczoraj frekwencję, cieszyłam się, że będzie dobrze. Nawet wieczorne wyniki exit polls dawały iskierkę nadziei, że coś się zmieni. No i zmieniło – dokładnie w odwrotnym kierunku niż chciałam…

Co dalej? Cóż, taka jest demokracja, trzeba się z tym pogodzić. Wybory wygrywają ci, którzy zdobędą najwięcej głosów, nie zawsze “nasi”.  Boli, ale co z tego? Teraz jedyne co można zrobić to zastanowić się nad tym, co zrobić, aby na jesieni wynik był zupełnie inny. Obrażanie się na demokrację nic nie pomoże.
Powstanie Koalicji Europejskiej moim zdaniem nie było błędem.  Oddzielny start poszczególnych ugrupowań mógł dać jeszcze korzystniejszy wynik dla obecnej władzy. Choć sama miałam chwilami zaciśnięte szczęki widząc, że na listach kandydatów znalazł się np. Leszek Miller. Teraz jestem tym bardziej zdziwiona, że uzyskał mandat. Aż trudno uwierzyć, że znaleźli się tacy wyborcy, którzy zapomnieli mu chociażby ogromny blamaż z Magdaleną Ogórek. Ja nie potrafiłabym na niego zagłosować i to niezależnie od listy.
Czy KE przetrwa do jesieni? Mam spore wątpliwości. Już mówi się o wycofaniu się PSL, ten trend będzie się pewnie pogłębiał. Samo powołanie tej koalicji jest z pewnością sukcesem Grzegorza Schetyny, ale z jeszcze większą pewnością można stwierdzić, że nie jest on typem lidera. Doskonale sprawdza się jako organizator i zaplecze techniczne, ale trudno mu porwać za sobą tłumy. Po prostu nie ma tego “czegoś”.  Słyszałam jego wypowiedź z dzisiejszego poranka, że nie widzi teraz możliwości zmiany przewodniczącego PO, gdyż okres wyborczy do sejmu jest to zły moment. Owszem, tu mogę się z tym zgodzić. Może jednak warto pomyśleć o schowaniu się gdzieś na zapleczu? I postawieniu na inne twarze w kampanii wyborczej?
Konieczna jest też chyba zmiana retoryki. Nie ma sensu ścigać się z PiSem na kolejne 500+. Tym bardziej, że jest to rujnujące dla budżetu i robi fatalne wrażenie na co bardziej świadomym elektoracie PO. Może jednak warto pokazać wszystkim coraz wyższe ceny podstawowych produktów? I na paragonach pokazać, że wpływy VAT do budżetu to nie jest żadne uszczelnianie luki tylko nasze wpłaty  do kasy w sklepie? Poza tym – wielkim polem do popisu jest służba zdrowia. Tu jest fatalnie i coraz gorzej.  Trzeba “tylko” zaproponować konkretne, rzeczowe rozwiązania.  Takich pomysłów na rozwiązanie problemów trzeba zaproponować więcej, odpuszczając sobie walkę ideologiczną. Jeżeli już – to na zasadzie konkretów np. tłumacząc, że ta rzekoma “seksualizacja” dzieci to nauczenie ich w jaki sposób bronić się przed pedofilami (niezależnie od tego czy ksiądz czy murarz).

I jeszcze kilka słów o ciągle zachwyconym sobą samym Biedroniem. Z pewnością odebrał trochę głosów koalicji, ale w sumie Konfederacja zabrała je tak samo PiSowi.  Wiosna ma szansę na przekroczenie progu wyborczego jesienią, ale musi ciężko popracować. Sam symetryzm i atakowanie PO to nie jest żaden realny i trafiający do wyborców program. A warto pamiętać, że Biedroń na jesieni chce zostać premierem. Swego czasu nawet zastanawiał się, jakie ministerstwo może zaoferować Schetynie. Nie wydaje mi się, żeby dołączył do koalicji. On naprawdę wierzy, że mu się uda.